Wprost od czytelników

Wprost od czytelników

Kara życia
Uwagi redaktora Marka Króla o bezpieczeństwie na drogach ("Kara życia", nr 31) skłoniły mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Jako Amerykanka mieszkająca od lat w Polsce wiele rzeczy w waszym kraju podziwiam, łącznie z bystrością umysłu i wrażliwością Polaków. Niemniej jednak nie sposób się dopatrzyć ani jednego, ani drugiego w zachowaniu przeciętnego Polaka za kierownicą. Nie ulega wątpliwości, że stan polskich dróg należy poprawiać, że wszelkie urządzenia bezpieczeństwa (ABS, poduszki powietrzne i inne) są pożądane, ale wątpię, czy to wystarczy, aby ograniczyć liczbę ofiar śmiertelnych na polskich drogach. Zmiany wymaga nastawienie kierowców. Przeciętny Polak, siadając za kierownicą, zmienia się z szarmanckiego rycerza, jakim czasem bywa, w agresywnego gbura. Jadąc po zakupy do sklepu spożywczego, manewruje, jakby właśnie brał udział w rajdzie Monte Carlo; nagminnie przekracza wszelkie ograniczenia prędkości i nigdy nie pomyśli o nieprzewidzianym. Czy w Polsce nikt nie słyszał o tzw. defensywnym prowadzeniu pojazdu? Taka nierozważność oraz brak elementarnej uprzejmości w moim rodzinnym mieście cechuje wyłącznie psychopatów lub nastolatków, którzy właśnie zdobyli prawo jazdy. Często widzę, jak rozpędzony pojazd (nierzadko jest to autobus komunikacji miejskiej) zmusza wystraszonego emeryta o kulach do panicznej ucieczki z przejścia dla pieszych albo omija rowerzystę zaledwie o kilkanaście centymetrów. Czy polskim kierowcom wydaje się, że prowadząc w ten sposób, budzą u innych podziw? Czyżby zmniejszenie prędkości bądź chwila rozwagi tyle kosztowały? Polska jawi mi się jako wspaniały kraj. Szkoda tylko, że obraz ten przyciemniają niebezpieczni kierowcy, których regularnie spotykam na drodze.

MICHELLE GRANAS Warszawa


Atlantyda XX wieku
Wydaje mi się, że w artykule "Atlantyda XX wieku" (nr 32) autor niepotrzebnie traktuje na równi zabytki architektury i ginące gatunki zwierząt. Te pierwsze są dziełem rąk ludzkich i zawsze mogą być odtworzone, jeśli zachowa się odpowiednią dokumentację. Natomiast utrata gatunków zwierząt i roślin jest bezpowrotna. Nawet jeśli zachowamy pełny genotyp tygrysa, wątpię, czy kiedykolwiek odtworzymy go żywego. Uwagę powinniśmy skupić przede wszystkim na ochronie przyrody. Czas zacząć działać. Jedyny skuteczny dziś argument to pieniądze. Wszyscy, którym zależy na zachowaniu środowiska przyrodniczego, powinni wspólnie zbierać fundusze na wykupywanie terenów chronionych, by z jednej strony - zaprzestać ich eksploatacji, a z drugiej - zrekompensować utratę korzyści płynących z tej eksploatacji. To dobrze, że Leszek Balcerowicz znalazł środki na ratowanie Puszczy Białowieskiej, ale bez powszechnego zaangażowania obrońców przyrody droga do realizacji tego celu będzie daleka. Jestem gotów oddawać 10-20 proc. swoich dochodów na rzecz ochrony przyrody. Zapewne znajdzie się wiele takich osób. Trzeba tylko zapewnić właściwe wykorzystanie tych pieniędzy. A swoją drogą - zachęcanie czytelników do odwiedzania ginących obiektów nie jest chyba zbyt szczęśliwym pomysłem. Gdy wszyscy ruszą, zadepczą i zniszczą to, co i tak jest na skraju zagłady.

JAN PRZYCHODZEŃ Siedlce
Okładka tygodnika WPROST: 34/1999
Więcej możesz przeczytać w 34/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0