Winien i ma

Winien i ma

Na długach państwa można świetnie zarabiać
Tylko na handlu kilkoma wierzytelnościami Zakładów Metalowych Łucznik skarb państwa stracił 2,6 mln zł. Zarobiły na tym prywatne firmy, którym pomogły... spółki skarbu państwa. Na całego trwa też handel długami jednostek budżetowych. Gdyby wszyscy wierzyciele skarbu państwa mieli równocześnie odzyskać należne im pieniądze, mogłoby to obalić tegoroczny budżet! Wierzytelności służby zdrowia przekroczyły - przy ostrożnych szacunkach - 7 mld zł. Jest to niewiele mniej niż kosztowało państwo wprowadzenie reform. Lawinowo rośnie liczba pozwów przeciwko wojewodom reprezentującym skarb państwa. Uaktywniły się różne firmy, które od kilku lat wykupywały wierzytelności jednostek budżetowych i zrobiły na tym kokosowe interesy. Na to wszystko nakłada się deficyt budżetowy, który już w sierpniu osiągnął niemal poziom planowany na koniec roku. Czy państwu polskiemu grozi bankructwo?
Przeciw wojewodzie warmińsko-mazurskiemu wpłynęło w tym roku już ponad trzysta pozwów o zapłatę należności przez skarb państwa. Przeciw wojewodzie mazowieckiemu ponad 150. W ubiegłym roku wojewoda olsztyński, będący reprezentantem skarbu państwa, pozwany był w sześciu sprawach, a warszawski - w dwunastu. Nawet biorąc pod uwagę nowy podział administracyjny kraju i zwiększenie obszaru województw, zjawisko narasta w widoczny sposób. Biuro prawne Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie obawia się, że to dopiero początek lawiny. Wojewodów skarżą też starostwa. Przykład dał starosta powiatu międzyrzeckiego. Wiosną tego roku skierował on pozew do Sądu Okręgowego w Gorzowie przeciwko wojewodzie o dofinansowanie etatów, których utrzymanie jest potrzebne do wykonywania zadań administracji rządowej. Chodzi o zadania z zakresu geodezji, budownictwa, pomocy społecznej czy niektórych spraw obywatelskich. Starosta od wojewody otrzymał pieniądze tylko na cztery, pięć etatów, choć potrzebuje pięć razy więcej pracowników. - W podobny sposób próbują egzekwować pieniądze inni. Otworzył się worek - ocenia Kazimierz Puchan, starosta powiatu międzyrzeckiego. Na drogę sądową wystąpił na przykład Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie i wygrał proces z wojewodą. Ma dostać od skarbu państwa 10 mln zł za leczenie w 1997 r. pacjentów, których przyjął ponad ustalony z wojewodą limit. To pierwszy taki proces w kraju zakończony wyrokiem, ale wojewoda podkarpacki zapowiada odwołanie.
Pozwy dotyczą głównie zakładów opieki zdrowotnej, które do końca zeszłego roku podlegały wojewodzie, a nie samorządom. Wierzyciele po zwrot długów zwracają się więc do wojewodów. - Jesteśmy państwem prawa, nie uchylimy się od obowiązku spłacenia długów - zapewnia Monika Koniecko, rzecznik wojewody mazowieckiego. Wierzyciele to nie tylko dostawcy sprzętu czy wykonawcy robót, za które nie zapłacono w terminie, ale również firmy i banki specjalizujące się w skupywaniu długów służby zdrowia. W całym kraju liczbę tych wierzycieli ocenia się na 30 tys.
Zdaniem przedstawiciela banku skupującego długi jednostek budżetowych, jeśli chodzi o banki, sytuacja jest najprostsza. - U nas obowiązuje zasada, by nie stawiać państwa pod ścianą, nie kierować spraw do sądu, lecz negocjować, rozkładać należności. I tak dużo zarabiamy na wyższym niż rynkowe oprocentowaniu wierzytelności - dodaje. Banki nie pójdą do sądu, bo po wygranej sprawie i tytule egzekucyjnym dług należałoby spłacić w ciągu dwóch tygodni, a to mogłoby zachwiać państwem, a już na pewno obalić tegoroczny budżet. Skarb państwa musiałby bowiem od ręki zapłacić wierzycielom kilka miliardów złotych. - Drobni wierzyciele są bardziej bezwzględni - przestrzega bankowiec. Takiemu wypływowi pieniędzy chce zapobiec Ministerstwo Finansów, które choć nie nawarzyło piwa, musi je wypić. Prawdopodobnie już we wrześniu zacznie skupować na aukcjach długi służby zdrowia, sięgające pod koniec ubiegłego roku ponad 7 mld zł. Stały się one długami skarbu państwa w momencie, gdy placówki służby zdrowia uzyskiwały samodzielność wynikającą z reformy. Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej, mimo wielokrotnych monitów resortu finansów, nie zapanowało bowiem nad lawiną rosnących długów. W tym roku w Ministerstwie Finansów powołano głównego rzecznika dyscypliny finansów publicznych, który ma pomóc w rozwiązaniu tego problemu. Dorota Safjan, pełniąca tę funkcję od kilku miesięcy, twierdzi, że dług służby zdrowia wynika z łamania dyscypliny budżetowej i zapowiada wyciągnięcie konsekwencji wobec dyrektorów szpitali. Przy okazji zauważa, że z pieniędzmi publicznymi nie powinni mieć więcej do czynienia byli wiceministrowie zdrowia, Jacek Wutzow i Michał Kornatowski.
Obsługę wierzytelności służby zdrowia, a więc przede wszystkim ich wykup, Ministerstwo Finansów powierzyło Bankowi Handlowemu. Zadłużenie u dostawców będzie spłacane gotówką. Wierzytelności wykupione przez banki (ok. 4 mld zł) zostaną przekształcone w skarbowe papiery wartościowe. Banki mają otrzymać obligacje o stałym oprocentowaniu - oczywiście, jeśli się na to zgodzą. Nieoficjalnie wiadomo, że może się wyłamać BIG Bank Gdański, który skupił najwięcej wierzytelności służby zdrowia, bo za 2 mld zł. Podobno bank miał podpisać z wojewodami wiele umów gwarantujących mu korzystniejsze warunki zwrotu należności niż oferuje Ministerstwo Finansów. W grę wchodziłyby wyższe odsetki. Nie wiadomo, ile z kilkudziesięciu banków posiadających wierzytelności służby zdrowia planuje przyjęcie tej samej strategii. Wiadomo natomiast, że wykup długów był dla nich intratnym posunięciem. - To są bardzo dobre aktywa w portfelu banku - przyznaje rzecznik BIG BG Wojciech Kaczorowski, który przed zapoznaniem się z ofertą Ministerstwa Finansów nie chciał zdradzić, jaką decyzję podejmie jego bank. Wiadomo jednak, że ministerstwo zrobi wszystko, by uregulować sprawę zadłużenia służby zdrowia. Dopóki nie dogada się z wierzycielami, dopóty długi będą rosły o karne odsetki. Uaktywnienie się w tym roku firm skupujących długi tłumaczy się właśnie zapowiedzią rozwiązania tego problemu w skali kraju. Przeciąganie sprawy odbija się też na wpływach z podatków, bowiem można je regulować wierzytelnościami jednostek bud- żetowych. Tylko w 1996 r. rozliczono 500 mln zł należnych podatków w taki sposób.

Lawinowo rośnie liczba pozwów przeciwko wojewodom reprezentującym skarb państwa

Osobną grupę wierzycieli stanowią firmy wyspecjalizowane w skupowaniu długów spółek skarbu państwa. Ile ich jest, nie wiadomo, choć obracają setkami milionów złotych. Często korzystają z nieformalnych układów, jakie łączą je właśnie z tymi spółkami. Zmowę milczenia, na razie tylko na szczeblu ministerialnym, przełamał Dariusz Szwagierek, prezes zarządu, dyrektor generalny Zakładów Metalowych Łucznik. To on w maju w liście do ministra gospodarki zwrócił uwagę, że spółki skarbu państwa handlują długami Łucznika. "Z informacji dostępnych zakładom wynika, iż powyższe zjawisko nie jest wyjątkiem (...). Pozostawienie poruszanego zagadnienia w dotychczasowych regulacjach prawnych będzie narażać skarb państwa na kolejne, bardzo duże, trudne do oceny straty w skali całej gospodarki" - napisał prezes Szwagierek. Mechanizm jest prosty: dług skupuje się tylko za część jego nominalnej wartości, płacąc np. 40 proc., otrzymuje się 100 proc. należności, ale odsetki karne ściąga się od całości zadłużenia. Zyskiem jest więc "górka" ponad cenę zapłaconą poprzedniemu wierzycielowi i odsetki. Długi Łucznika odsprzedały prywatnym firmom spółki skarbu państwa - Elektrociepłownia Radom, Przemysłowe Centrum Optyki w Warszawie i Zakład Energetyczny Okręgu Radomsko-Kieleckiego. Na wykupieniu ponad 5 mln zł wierzytelności firmy obracające długami zarobiły prawie 2,6 mln zł. Na przykład w 1999 r. Przemysłowe Centrum Optyki zbyło na rzecz firmy Wilan sp. z o.o. dług o wartości 276 912,80 zł. Zysk z tej operacji dwukrotnie przekroczył jej koszt i wyniósł 206 288 zł. Na przejęciu długu od EC Radom (1 884 907,64 zł) firma Wilan w 1998 r. zarobiła 1 632 633 zł. Natomiast firmy Alegat i Akcept, wykupując w latach 1996-1998 dług Łucznika od ZEORK o wartości nominalnej 2 877 643,91 zł zarobiły 760 827 zł.

Firmy wyspecjalizowane w skupywaniu długów spółek skarbu państwa obracają setkami milionów złotych

- Długi takich firm jak Łucznik są chętnie kupowane, bo wiadomo, że spółki skarbu państwa są wypłacalne. Nikt nie myśli poważnie o ich likwidacji. Trudno też ogłosić ich upadłość - uważa prezes Szwagierek. Niepokoi go, że spółki skarbu państwa działają na niekorzyść państwa. Jeśli prywatnej firmie odsprzedano dług za 40 proc., dlaczego takiej umowy nie mogło być pomiędzy dwiema spółkami skarbu państwa? - zastanawia się. Państwo na tym straciło, a kto zarobił? Odpowie zapewne kontrola przeprowadzana właśnie przez urząd skarbowy.
W opinii ekonomistów - wbrew optymizmowi prezesa Szwagierka - takie firmy jak Łucznik mogą po prostu upaść i ich długi nie zwiększą zadłużenia państwa. Gorzej jest z przedsiębiorstwami działającymi na mocy ustawy (np. PKP), które praktycznie nie mogą zbankrutować. Ich długi w konsekwencji obciążają państwo. I właśnie na takie zjawiska zwracali ostatnio uwagę członkowie Rady Polityki Pieniężnej, apelując o przejrzystą politykę fiskalną. - Bieżącego stanu finansów państwa nikt nie kontroluje. A dochodzą sygnały, że dzieje się niedobrze - przestrzega Bogusław Grabowski z RPP. Ministerstwo Finansów ma rozeznanie, co dzieje się z tzw. deficytem kasowym (zapisanym w ustawie budżetowej), ale nie wie, jak rosną zobowiązania budżetu. Nie zna wszystkich zobowiązań samorządów, jednostek budżetowych, wielkości deficytu funduszy celowych i agencji rządowych. Nie uwzględnia się też kredytów zaciąganych na odprawy dla górników, na wypłatę rent i emerytur, zadłużenia miast takich jak Warszawa czy Łódź, ani tego, że kasy chorych mają deficyt sięgający miliarda złotych. Również Tomasz Kaczor z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową podkreśla, że dług w imieniu państwa zaciągają także inne podmioty sektora publicznego. ZUS musiał np. zaciągnąć kredyt w wysokości 790 mln zł na wypłatę emerytur i rent. - Bankructwo państwu jednak na razie nie grozi, choć musimy być ostrożni - apeluje. Leszek Balcerowicz, wicepremier i minister finansów, uspokaja, że nie potwierdzają się alarmistyczne sygnały. Stanowisko Rady Polityki Pieniężnej traktuje jako poparcie dla tego, co robi jego resort, czyli wzmacniania dyscypliny budżetowej.
Budżet obciąży też reprywatyzacja. Jej koszty szacuje się na 70-130 mld zł, czyli tyle, ile wynoszą tegoroczne dochody budżetu. Jakkolwiek by liczyć, należy się obawiać 170 tys. złożonych do tej pory wniosków roszczeniowych, tym bardziej że niektórzy chcą dochodzić swych praw nie tylko przed sądami polskimi. Do tej pory Polska przegrała w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu trzy procesy dotyczące zwłoki w postępowaniach sądowych. Wypłacane z tego tytułu zadośćuczynienia były jednak niewielkie - od 15 tys. zł do 20 tys. zł. W sprawach własnościowych odszkodowania mogą być znacznie wyższe, w myśl zasady świętego prawa własności.
Polska jest państwem prawa. Zaczynają w to wierzyć robotnicy i zamiast demonstracji czasem wybierają drogę sądową. Ostatnio dwa tysiące warszawskich hutników, obecnych i byłych pracowników huty Lucchini, złożyło w warszawskim Sądzie Okręgowym pozwy. Domagają się od skarbu państwa przyznania im akcji pracowniczych i wypłacenia dochodów wypracowanych jeszcze przez Hutę Warszawa, sprywatyzowaną w 1992 r. Pracownicy sądu byli tak zaskoczeni, że dopiero po kilku godzinach otworzyli dla hutników dodatkowe okienko do składania pozwów. Czy hutnicy mają rację, rozstrzygnie sąd. Przykład pozwów przeciwko państwu dowodzi jednak, że należy zmniejszać jego zadłużenie. Bo długi państwa to długi obywateli wobec obywateli.

Okładka tygodnika WPROST: 35/1999
Więcej możesz przeczytać w 35/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0