Krainy czarów

Krainy czarów

Co będziemy odwiedzać, gdy osunie się Sfinks, przewróci się Torre Pendente w Pizie, a ostatnie zabytki Wenecji znajdą się pod wodą?
Czym będą się fascynować nasze wnuki, gdy zaginie świat tygrysów bengalskich, glony zarosną Wielką Rafę Koralową, a Puszcza Białowieska zamieni się w typowy las gospodarczy? Nasze dzieci nie zobaczą już najważniejszych zabytków i zagrożonych zagładą miejsc ("Atlantyda XX wieku", nr 32). Następnemu pokoleniu pozostawimy za to parki rozrywki. Szkło, stal i beton nafaszerowane zostały najnowocześniejszą technologią.

Dziś mniej osób odwiedza Luwr niż wybudowany na przedmieściach Paryża Disneyland. W ciągu ostatnich sześciu lat bawiło się tam już ponad 50 mln ludzi. Zysk generowany przez park liczony jest w miliardach franków francuskich. Tylko dziesięć największych na świecie centrów rozrywki z Japonii, Stanów Zjednoczonych, Korei i Wielkiej Brytanii przyciąga rocznie ponad 107 mln turystów. Jeśli doliczyć do nich wszystkich, którzy odwiedzają parki wodne w Hiszpanii, Niemczech, Holandii, Belgii i centra rozrywki w Skandynawii, Francji, Japonii i Ameryce Południowej, to okaże się, że całodziennej zabawie na zjeżdżalniach, karuzelach i w kinach oddaje się każdego roku ponad pół miliarda mieszkańców globu.
Pierwsze na świecie gigantyczne parki rozrywki powstały w Stanach Zjednoczonych. W 1955 r. za 17 mln dolarów, sumę na owe czasy astronomiczną, wybudowano Disneyland w Anaheim w Kalifornii.
Amerykańskie centra rozrywki powstają przede wszystkim na Florydzie i w Kalifornii - tam jest najcieplej. W Stanach Zjednoczonych jest ich ponad 750. W 1998 r. ich przychody wyniosły 8,7 mld dolarów. Czołówkę tworzy imperium Disneya. Aż pięć parków należących do korporacji znajduje się wśród dziesięciu największych i najbardziej dochodowych na świecie. Amerykańskie centra rozrywki kuszą turystów wszystkimi atrakcjami, jakie można sobie wyobrazić. W USA są najdłuższe, z największą liczbą pętli, najszybsze i najwyższe rollercoastery. W parkach Disneya turyści bawią się, oglądając delfinaria i miasteczka przeniesione z najnowszych hollywoodzkich produkcji i kreskówek.
W Stanach Zjednoczonych obok najsłynniejszych Disneylandów działa co najmniej kilkanaście parków tematycznych, do których każdego lata przybywają miliony turystów z całego świata. Do najpopularniejszych zalicza się Sea World Ohio, położony 50 km od Cleveland. Odwiedzający mogą tu zobaczyć popisy wielorybów Shamu i Namu, obejrzeć Extreme Ski Show - wykonywany z zawrotną prędkością slalom na nartach wodnych - oraz Red, Bright and Blue - show z nostalgiczną muzyką i pokazem laserowych obrazów na wodnym ekranie o powierzchni 100 x 50 m. Całodniowy bilet wstępu kosztuje 31 dolarów. Amerykańskie wzory z powodzeniem kopiują Azjaci. Inwestorzy nastawiają się przede wszystkim na zapewnienie rozrywki dzieciom. Japończycy stawiają na nowoczesne technologie. Park Seagaia w Miyasaki to największa na świecie tropikalna plaża z plastiku. Morskie fale, dochodzące nawet do dwóch metrów wysokości, są sterowane komputerowo, piasek na plaży to zmielony marmur. Temperatura wody ma co najmniej 28°C, powietrze jest odrobinę cieplejsze. Dach o powierzchni 18 tys. m2 można w razie potrzeby rozsunąć, palmy przesadzić, wiatr złagodzić. Park odwiedza 8-9 tys. osób dziennie, które często rezygnują z pobytu na pobliskiej prawdziwej plaży. Z kolei japoński Disneyland to najchętniej odwiedzany park rozrywki na świecie. Prawie 17 mln ludzi rocznie nie tylko bawi się tu z Myszką Miki i Kaczorem Donaldem, ale i wydaje pieniądze w setkach sklepów, zjada tony hot dogów, hamburgerów i steków.
Europejczycy nie pozostają w tyle za Amerykanami i Azjatami i też ulegają modzie na spędzanie czasu w parkach rozrywki. Gęstość zaludnienia i liczba przyjeżdżających każdego roku do Europy turystów mobilizują korporacje do inwestowania na Starym Kontynencie. Z danych Europejskiej Federacji Parków Rozrywki wynika, że rocznie w 225 centrach, których obroty przekraczają 2 mld dolarów, bawi się i odpoczywa ponad 160 mln ludzi.
Movie World w Bottrop-Kirchhellen w Zagłębiu Ruhry nadąża za niemal wszystkimi hitami kinowymi. Kiedy na ekrany wchodził "Batman", w parku natychmiast pojawiła się atrakcja Ridd-ler?s Revenge - uczestnicy udają się w turbulentną podróż kolejką do Gotham City. Przy okazji premiery filmu "Naga broń" w tym niemieckim mini-Hollywood wybudowano rollercoaster Lethal Weapon Achterbahn, do czego zużyto 600 t stali. U boku dwóch najsłynniejszych policjantów Riggsa i Murtaugha na odcinku o długości 700 m przeżywa się pościg z ostrymi zakrętami. Jedną z najbardziej ulubionych rozrywek w Movie World jest Trójkąt Bermudzki, gdzie płynie się łodzią przez rwące potoki, wpada w gigantyczne wodospady oraz ogniste wulkany i odkrywa "mistyczny świat obcych". W tym sezonie park w Bottrop-Kirchhellen postawił na "Wild Wild West". Jeszcze w maju, zanim ten amerykański western z Willem Smithem pojawił się w kinach, oddano pierwszą i jedyną w Niemczech kolejkę wykonaną w całości z drewna.
Twórcy Phantasialand w Brühl koło Kolonii park o powierzchni 280 tys. m2 podzielili na kilka krain. W Colorado Adventure nie wolno przegapić The Michael Jackson Thrill Ride - podróży kolejką po górach z różnicą wzniesień wynoszącą 26 m. W krainie meksykańskiej warto odwiedzić kopalnię srebra, w której woskowe figury "opowiadają" o swoim życiu i pracy. Z kolei w Space Center na gości czeka zawrotna podróż rollercoasterem w kosmosie, w całkowitych ciemnościach. Większość odwiedzających Phantasialand zastrzega, że przychodzi tu jedynie po to, by zobaczyć tajemniczą wieżę doktora Einsteina - Mystery Castle. Tylko tu można przeżyć czterdziestopięciosekundowy lot w górę na sztywnym palu w zastraszającym tempie i podnoszące poziom adrenaliny spadanie.

225 europejskich parków rozrywki odwiedza w ciągu roku 160 milionów ludzi

Parki rozrywki buduje dziś także Hiszpania. Turyści coraz liczniej odwiedzający ten kraj nie zdają sobie sprawy, że tak blisko są wspaniałości Kordoby, Grenady, Toledo. Pytają za to o miejsca, w których miło i przyjemnie spędzą czas. Niedawno zbudowany park rozrywki Porta Aventura na Costa Dorada pod Salou ma 160 razy większą powierzchnię niż Stadion Wembley. Atakują tu dźwięki i kolory. Nie męcząc się dalekimi podróżami, można w nim spotkać grupy taneczne z Polinezji, Hawajów i Tahiti, obejrzeć kankana, zjeść krwisty stek w Rodeo Grill czy spróbować przejechać przez osiem pętli słynnego rollercoastera Dragon. Porta Aventura dzieli się na pięć krain. Mediterranea to typowa wioska turystyczna, po której można podróżować łodzią czy bajkowym pociągiem. Polynesia przyciągać ma tropikalną roślinnością oraz Tutuki Splash, łodzią spadającą z prędkością 55 km/h w środek jeziora. W Mexico można zobaczyć meksykańską hacjendę i usłyszeć rytmy ulicznych grajków mariachi, a w The Wild West - salon z tancerkami w kolorowych spódnicach. Najwięcej atrakcji oferuje kraina China, w której obok wspaniałego teatru i wyczynów akrobatów przykuwa uwagę Dragon Khan, rollercoaster o wysokości 45 m i długości 1285 m, w którym można rozwinąć szybkość 110 km/h. Dragon szczyci się aż ośmioma pętlami, co pozwoliło mu zaistnieć w "Księdze rekordów Guinnessa". W parku Sioux City na Gran Canaria turysta bawi się uczestnictwem w życiu miasteczka na Dzikim Zachodzie. Widzi napady na banki, pojedynki Indian i strzelaniny rewolwerowców. Drinki i piwo pije w saloonach, a jeśli dopisze mu szczęście, może zostać przedstawiony szeryfowi.
Na Teneryfie turystów, którzy nie chcą przez cały czas leżeć na plaży, przyciągają cieszące się coraz większą popularnością aquaparki. W ośrodku Octopus w Playa de las Americas można zobaczyć popisy delfinów i skorzystać z jednej z kilkuset wodnych zjeżdżalni. Z kolei odwiedzający Loro Parque przechadzają się po ogrodach stylizowanych na europejskie, azjatyckie, południowoamerykańskie i afrykańskie lasy. W każdym mieszkają zwierzęta, których próżno by szukać na wolności; są tam między innymi rzadkie gatunki papug i małp. Po zwiedzeniu ogrodów i uczestnictwie w safari turyści przyglądają się rybom i morskim ssakom, pławiącym się w gigantycznym akwarium i delfinarium.
Podobne atrakcje oferują właściciele sieci aquaparków Center Parcs. Pomysł na takie organizowanie wypoczynku dla rodzin z dziećmi zrodził się już 30 lat temu. Dziś Center Parcs to międzynarodowa korporacja trzynastu ośrodków: pięciu w Holandii, trzech w Wielkiej Brytanii, dwóch w Belgii, dwóch we Francji i jednego w Niemczech. Podstawą sukcesu jest zapewnienie aktywnego wypoczynku na łonie natury. Wszystkie parki, zatrudniające w sumie 9,4 tys. ludzi, położone są w lesie, na powierzchni ok. 100 ha, gdzie wśród drzew rozrzucono kilkaset bungalowów (niektóre wyposażono nawet w łaźnie i sauny). W ich centrum pod szklaną kopułą znajduje się Park Plaza ze sklepikami, restauracjami i supermarketami. Z obiektem tym zintegrowany jest Aqua Mundo - kompleks basenów tropikalnych z mnóstwem egzotycznych roślin, zjeżdżalniami, falami, jakuzzi. Są tam również baseny tematyczne, na przykład z zatopionym wrakiem. Goście oprócz zażywania kąpieli mogą uprawiać sporty: grać w tenisa, squasha, ćwiczyć aerobik, strzelać z łuku, nurkować, jeździć na rowerze i konno, grać w kręgle i minigolfa. Dla pań przewidziano Beauty Centers, które oferują kąpiele ziołowe, masaże i zabiegi kosmetyczne.
O swoje miejsce na europejskiej mapie rozrywki walczą znane od lat duński Legoland, Park Asteriksa pod Paryżem, wiedeński Prater i Tivoli w Kopenhadze. Legoland został założony w 1968 r. Dziś to jedna z największych atrakcji turystycznych Danii. Na 11 tys. m2 zbudowano z klocków mosty, salony z Dzikiego Zachodu, łodzie, wyspy piratów, ogrody zoologiczne, najsłynniejsze na świecie zabytki, pieczary z duchami, zamki. Rocznie krainę klocków odwiedza ponad milion ludzi. Francuzi mają z kolei podparyski Park Asteriksa. Siedziba tego prześmiesznego Gala, jednego z symboli rozrywki we Francji, ma być konkurencją dla amerykańskiego świata Walta Disneya. Pod Paryżem możemy się znaleźć w wiosce dzielnego barbarzyńcy, zobaczyć poturbowanych Rzymian, przywitać się z Obeliksem. Menedżerowie Parku Asteriksa, który niedawno obchodził swoje dziesiąte urodziny, doskonale potrafią przewidzieć, jakie atrakcje zaoferować turystom w różnym wieku. Stąd dla najmłodszych wybudowano zjeżdżalnie i zatrudniono kilkaset osób przebranych za Galów, dla trochę starszych są rollercoastery i karuzele, a dla najstarszych - restauracje i sklepy.
Specjaliści od marketingu mieli rację. Tylko z zakupów i dodatkowych usług do kasy każdego z Center Parcs wpływa rocznie 35 mln marek niemieckich. Cały obrót wyniósł w zeszłym roku ponad miliard marek, a liczba gości odwiedzających ośrodki przekroczyła 3 mln osób.
Polscy turyści na razie nie mają szans na zabawę w parku rozrywki u siebie. Dyskusje w sprawie kompleksu, który chce w Warszawie zbudować Michael Jackson, trwają już kilka lat. Nie pomagają rozmowy z najważniejszymi politykami i lobbing przedsiębiorców dostrzegających w zapowiadanym przedsięwzięciu szansę na dobry interes. Jedynym wyjściem dla tych, którzy chcą się bawić w gigantycznych centrach rozrywki, jest więc wyjazd za granicę - do Niemiec (najbliżej granicy znajduje się nadbałtycki Hansa Park), Francji lub Hiszpanii. Zamożniejsi mogą wybrać Stany Zjednoczone. Biura podróży wiedzą, że całodzienna zabawa jest dla Polaków sporą atrakcją. Stąd większość ma w ofercie wyjazd połączony z odwiedzinami wesołych miasteczek.

Okładka tygodnika WPROST: 35/1999
Więcej możesz przeczytać w 35/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0