Rząd bankierów

Rząd bankierów

Dodano:   /  Zmieniono: 
W drugiej połowie sierpnia świat obiegły dwie informacje o gigantycznych fuzjach bankowych
W Tokio trzy wielkie japońskie banki: Dai-ichi Kangyo Bank, Industrial Bank of Japan i Fuji Bank poinformowały o planowanym połączeniu i utworzeniu w ten sposób największego banku świata. Aktywa nowego banku wyniosą prawie 1,3 bln dolarów. W tym samym czasie tygodnik "Der Spiegel" ujawnił, że trwają negocjacje na temat połączenia oddziałów bankowości detalicznej (a w przyszłości zapewne całkowitej fuzji) Deutsche Bank i kilku innych banków niemieckich, z których największym jest Dresdner Bank. Także francuski BNP powiększa swoje aktywa, przejmując Paribas i Societe Generale.

Poza bankami szał łączenia ogarnął także wielkie korporacje przemysłowe. Prym wiodły tutaj firmy motoryzacyjne (Daimler-Benz AG i Chrysler Corporation) i łącznościowe (SBC i Ameritech), a lista pomniejszych przejęć i połączeń byłaby zbyt długa, aby pomieścić ją na łamach tygodnika.
Dokonujący się proces - przepraszam za marksowską terminologię - "centralizacji kapitału" przyczynił się do ponownego postawienia pytania o to, jak wyglądać będzie globalna gospodarka przyszłości. Czy procesy koncentracji i centralizacji kapitału są obiektywną prawidłowością i czy firmy będą się powiększać w nieskończoność? Czy w efekcie tych procesów władzę nad światem przejmą pozostające poza demokratyczną kontrolą megakorporacje? I wresz- cie - jak powinna się zachować zmierzająca do Europy Polska? Czy wobec zagrożenia naszej suwerenności nie warto czasem przymknąć granicy, utrudniając napływ międzynarodowego kapitału? Czy władze państwowe nie powinny w rywalizacji gospodarczej podmiotów krajowych zrezygnować z pozycji względnie neutralnego arbitra, stając się w zamian akuszerem wielkich firm, mogących skutecznie rywalizować ze światowymi gigantami?
Zacznijmy od odpowiedzi na pierwsze pytanie. Porównajmy w tym celu w miarę aktualną listę 85 największych podmiotów gospodarczych - korporacji i państw - z podobnym rankingiem sprzed prawie trzydziestu lat, czyli z 1970 r. Co pokazuje tabela? Odnotuję na wstępie - nie bez schadenfreude, ale taki już ze mnie pies ogrodnika - fakt, że nie ma już drugiej potęgi ekonomicznej świata, a jej spadkobierczyni spadła na miejsce dwunaste. Doszło także do urealnienia wyceny bogactwa "demoludów": Polska zdegradowana została z miejsca 11. na 28., Rumunia (20. w 1970 r.), Bułgaria (33.), Węgry (35.) i Kuba (63.) w ogóle wypadły z tabeli. Przed laty General Motors był większy niż wiele państw i na liście podmiotów zajmował to samo (uwzględniając anihilację NRD) 23. miejsce. Nieznacznie - na korzyść korporacji, ale pamiętajmy, że kilka państw rozpadło się na mniejsze - zmieniły się proporcje największych podmiotów gospodarczych. W 1970 r. na liście były 32 firmy i 55 państw, dzisiaj jest 39 firm i 48 państw. Awansujące na listę megafirmy lokują się jednak bliżej końca zestawienia. Dla porównania łącznej siły obydwu "drużyn" posłużyłem się prostym trikiem statystycznym. Państwom i firmom przypisałem wartość odwrotną do zajmowanego miejsca (pierwsze miejsce - 85 pkt, drugie - 84 pkt, aż do 85. miejsca - 1 pkt), a następnie dodałem liczbę punktów, jaką zgromadziła każda z drużyn. Na 3825 punktów do podziału megafirmy w 1970 r. otrzymały 1812 pkt (państwa - 2013), a w 1997 r. - 1613 pkt (państwa - 2213). Koncernów jest zatem dzisiaj więcej na liście, ale ponieważ zajmują końcowe lokaty, ich łączne oddziaływanie na gospodarkę światową specjalnie się nie zmieniło.
Także Polskę dotknęła moda na fuzje. I u nas przede wszystkim dotyczy ona sektora finansowego. Najbardziej spektakularnymi jej przykładami są przyłączenie do Pekao SA - PBK, PBG i BDK oraz planowane połączenie BRE i Banku Handlowego. W sferze produkcji natomiast wspomnieć należy o spontanicznej, rynkowej konsolidacji branży piwowarskiej oraz przeprowadzonej przed laty odgórnej "holdingizacji" górnictwa węglowego i cukrownictwa.


JANUSZ KRZYŻEWSKI
członek Rady Polityki Pieniężnej


Globalizacja systemu bankowego na świecie, której przejawem są fuzje dużych banków, m.in. francuskich, amerykańskich, japońskich, a być może i niemieckich, tak naprawdę jest procesem integrowania się usług bankowych. Każda z dotychczasowych fuzji, bez względu na sposób jej przeprowadzenia, miała na celu przede wszystkim obniżenie kosztów działalności. W rzeczywistości bankom zależy na budowie wspólnego systemu usług. Klient z Warszawy, prowadzący działalność w skali międzynarodowej, potrzebuje banku, który w jego imieniu zrealizuje inwestycje na antypodach. Na globalizację systemu bankowego nie należy jednak patrzeć tylko z perspektywy wielkiego przedsiębiorstwa, które ma w tym swoje interesy, ani z punktu widzenia banków, które poprzez fuzje chcą usunąć lub zminimalizować ryzyko transakcyjne związane z nierzetelnością klientów. Zminimalizowanie tego ryzyka jest na pewno korzystne także dla klientów, bo mocny bank to bezpieczne kapitały. Nie wolno jednak zapominać, że dzięki budowie globalnego systemu banki będą miały dostęp do coraz bardziej szczegółowych informacji o swoich klientach. Wszystkie rejestrowane operacje staną się przezroczyste nie tylko dla banków, ale także dla instytucji nadzoru i - co gorsza - dla fiskusa. Przypomina to nieco Kafkowską wizję wszechogarniającego wścibstwa organów publicznych. Polskie banki w porównaniu z zagranicznymi nie są tak konkurencyjne, ale zaufanie Polaków do banków krajowych (przynajmniej z nazwy) jest na razie niepodważalne. Mimo to nasze instytucje finansowe będą się musiały włączyć do globalnego systemu, by wytrzymać konkurencję.

Celowo zestawiam i przeciwstawiam sobie dwie różne metody konsolidowania firm: rynkową i odgórną. Na ogół bowiem dają one odmienne wyniki. Wpatrzeni z podziwem w narodziny megafirm zapominamy bowiem, że na kontynencie azjatyckim zachodzi proces zgoła odwrotny. W Korei przez lata państwo prowadziło "aktyw- ną politykę przemysłową", wspierając tworzenie wielkich grup przemysłowych, zwanych czebolami. W efekcie powstało pięć gigantów (Daewoo, Hyundai, Samsung, LG i SK). Te znajdujące się pod specjalnym nadzorem firmy przez lata były chlubą Korei i lokomotywą jej rozwoju (łącznie wytwarzały jedną trzecią produktu narodowego brutto). W 1997 r. wyszło jednak szydło z worka i okazało się, że czebole są zadłużone na 150 mld dolarów (daje to ponad 3000 dolarów na przeciętnego Koreańczyka, wynik sześć razy lepszy, niż zdołał uzyskać Gierek). Nie są one w stanie regulować swoich długów. Bankructwo czeboli byłoby w istocie bankructwem Korei i gdyby nie 58 mld dolarów wsparcia, jakiego udzielił Międzynarodowy Fundusz Walutowy, sytuacja tego państwa byłaby tragiczna.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego dwie różne formy konsolidacji dają różne wyniki, jest prosta. W wypadku fuzji rynkowej o połączeniu firm decyduje rachunek ekonomiczny. Ponieważ dotyczy on przyszłości, może się okazać błędny i wtedy megafirma zapewne się rozpadnie (tak też się zdarza, choć rzadko). W wypadku konsolidacji odgórnej decyduje rachunek polityczny. To, że nie pokrywa się on z ekonomicznym, jest oczywiste (gdyby tak nie było, decyzja administracyjna byłaby zbędna). Obojętne, czy przesłanką takiej decyzji jest zbudowanie struktury podporządkowanej władzy państwowej (jak się wydaje, takie są motywy tworzenia przez państwowe spółki "prywatnej" Telewizji Familijnej), ukrycie deficytów przedsiębiorstw, które władza boi się zlikwidować (vide: holdingi górnicze i cukrownicze) czy - last but not least - utworzenie pewnej liczby lukratywnych stanowisk znajdujących się w dyspozycji rządzącej partii, wynik takiej czebolizacji jest mniej więcej taki sam.
Dlatego na pytanie, dobrze to czy źle, że firmy się łączą, odpowiadam: to zależy. Jeżeli połączenie to przyczynia się do obniżenia kosztów jednostkowych i wzrostu efektywności, to dobrze. Jeżeli wynik jest odmienny, to bardzo źle. Nie jest to jedyna możliwa odpowiedź. Konkurencyjna brzmi, że dobrze jest wtedy, gdy połączymy przedsiębiorstwa polskie, tworząc jedno jeszcze bardziej polskie. Szkoda tylko, że zwolennicy takiej koncepcji nie zauważają, że owa gospodarcza polskość do kwadratu polega najczęściej na tym, że cały naród solidarnie składa się na nią, utrzymując bankrutów ze swoich podatków.


Więcej możesz przeczytać w 36/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0