URODZINY

URODZINY

12 września - Święto III Rzeczypospolitej
5015"Niech pan pokroi na 40 milionów kawałków" - usłyszał Tadeusz Mazowiecki od Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy w ostatnią niedzielę zaczynał kroić tort na Zamku Królewskim w Warszawie podczas uroczystości z okazji dziesiątej rocznicy utworzenia pierwsze- go polskiego niekomunistycznego rządu po II wojnie światowej. Żart prezydenta Kwaśniewskiego był mimo woli symboliczny - od 12 września 1989 r. jedni czynili to, co możliwe, natomiast drudzy jedynie zgłaszali "słuszne" postulaty.

Przepraszam Wysoką Izbę, lecz pracując długo w nocy, doprowadziłem się do takiego stanu jak polska gospodarka... Ale wyszedłem z tego" - powiedział przed dziesięcioma laty, wzbudzając aplauz posłów, Tadeusz Mazowiecki, tłumacząc swoje chwilowe zasłabnięcie podczas wygłaszania exposé. 12 września 1989 r. oznaczał "wzięcie odpowiedzialności za państwo, za władzę, za ustrojową zmianę" - stwierdził Tadeusz Mazowiecki na dziedzińcu Zamku Królewskiego podczas zorganizowanego przez Małgorzatę Niezabitowską rocznicowego spotkania. 12 września Polska wyszła z PRL.
Z badań, jakie w maju ubiegłego roku przeprowadził na zlecenie "Wprost" instytut Pentor, wynika, że Polacy jako potencjalne święto narodzin III RP wskazują wiele wydarzeń, m.in. uchwalenie nowej konstytucji czy też rozpoczęcie obrad "okrągłego stołu". Jak jednak zauważył w swej książce "Polska wczoraj, dziś i jutro" Jan Nowak-Jeziorański, nie należy mylić daty odzyskania niepodległości z datami wprowadzania demokracji. "12 września 1989 r. Polska przestała być państwem wasalnym. I od tej chwili odzyskała możność służenia własnej, a nie obcej, racji stanu. Stało się to niezależnie od składu rządu i udziału w nim komunistów. Był ten dzień wyzwoleniem polskich aspiracji przynależności do Zachodu, a nie do Wschodu. Poczynając od 12 września 1989 r., Polska przyjęła orientację zachodnią. Ambasady przestały być aneksem dyplomatycznych placówek sowieckich. Poczynając od tego dnia, delegacja polska w ONZ głosowała inaczej niż sowiecka. Nie potrzebowała się oglądać na radzieckich towarzyszy. 12 września był dniem autentycznego wyzwolenia państwa spod dominacji sowieckiego hegemona" - wylicza Jan Nowak-Jeziorański, nawiązując w swej książce do dyskusji na temat potrzeby wprowadzenia święta narodowego, jaka toczyła się na łamach "Wprost". Daty wprowadzenia demokracji nie da się jednoznacznie ustalić, natomiast - pisze Nowak-Jeziorański - "datą powstania III Rzeczypospolitej jako kontynuatorki bytu niepodległego państwa, przerwanego w 1939 r., jest niewątpliwie 12 września 1989 r.".
Poza fundamentalnym faktem odzyskania możliwości prowadzenia niezależnej polityki zagranicznej święto narodowe powinno symbolizować pewien czas historii. 11 listopada - święto II RP - to rozbrajanie Niemców w postcarskiej Warszawie i przejęcie faktycznej władzy przez Józefa Piłsudskiego. Bywa, że symbole są bardziej wymowne, niż chcieliby ich twórcy; 22 lipca - święto PRL - to manifest "powszechnego szczęścia" wprowadzanego na bagnetach batalionów NKWD. Polską drogę od totalitaryzmu do wolnego rynku i politycznej demokracji najlepiej symbolizują powstanie i losy rządu Tadeusza Mazowieckiego.
Takim symbolem jest zresztą sam Mazowiecki, będący jednym z głównych reprezentantów tej części inteligencji, która szukała przestrzeni wolności między działalnością w PRL-owskich organizacjach a konspiracją, pracą formacyjną i organiczną a rewolucją, chrześcijaństwem a lewicowością, poselskimi ławami a więzieniami i ośrodkami internowania. Inteligencji, która raz przeżywała nadmierne nadzieje, kiedy indziej nadmierny sceptycyzm. W 1989 r. Mazowiecki miał za sobą wyrzucenie z pro- reżimowego Paxu, współorganizowanie warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, kierowanie "Więzią", posłowanie w kole poselskim "Znak", doradzanie Lechowi Wałęsie, roczne internowanie, działalność w "Solidarności". W 1989 r. był tym, który - wskazując na brak pozytywnego programu gospodarczego - sceptycznie zapatrywał się na możliwość utworzenia rządu solidarnościowego. I tym, którego bieg zdarzeń zmusił do przejęcia steru rządu, mimo braku takiego programu. To jest również symboliczne dla postaw ówczesnych środowisk demokratycznej opozycji.
Samo utworzenie pierwszego solidarnościowego rządu w pełni odzwierciedla charakter polskiej "r-ewolucji". Rząd powstał przy współudziale wszystkich głównych sił politycznych - Lecha Wałęsy, a także braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich czy prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego. Mimo że nie wynikał z postanowień "okrągłego stołu", odzwierciedlał ducha tych postanowień. W sali świetlikowej URM zasiedli - niczym przy "okrągłym stole" - zarówno ludzie "Solidarności", jak i przedstawiciele PZPR, SD i ZSL.
Tylko szczególnie ważne w ówczesnej sytuacji stanowisko ministra spraw zagranicznych przypadło niezależnemu (ale de facto prosolidarnościowemu) Krzysztofowi Skubiszewskiemu, co dobrze symbolizuje powstałą wówczas tradycję traktowania polityki zagranicznej jako dziedziny ponad politycznymi podziałami. Okres działalności pierwszego rządu III RP to nie tylko opuszczanie rozpadającego się bloku wschodniego, ale także uregulowanie stosunków polsko-niemieckich, bez czego nie byłoby możliwe tak szybkie przyjęcie Polski do NATO.
Tworzenie rządu może być jednak również symbolem narodzin trudnego politycznego pluralizmu. Powierzenie teki premiera Mazowieckiemu i oparcie koalicji na porozumieniu z dotychczasowymi satelitami partii komunistycznej - ZSL i SD - miało w zamyśle Lecha Wałęsy zapobiec zawarciu historycznego przymierza między częścią "Solidarności" a częścią "młodych" liderów PZPR. Słynna propozycja Adama Michnika: "Wasz prezydent, nasz premier" zmaterializowała się w osobie Tadeusza Mazowieckiego.
Symbolem pierwszej dekady wolności była też koncepcja Mazowieckiego, w myśl której demokrację należało wprowadzać ewolucyjnie, nie narażając się jeszcze wówczas silnej "partii wojskowych", czyli upartyjnionej kadrze LWP, a w zamian przeprowadzając rewolucję w gospodarce. Realizowany w warunkach hiperinflacji, pustych półek, a później załamania rynku wschodniego "plan Balcerowicza" zyskał na starcie poparcie wszystkich sił parlamentarnych. Zarówno ekipa Jana Olszewskiego, jak i gabinety koalicji SLD-PSL w istocie kontynuowały to, co zapoczątkował tandem Mazowiecki-Balcerowicz, zaś Lech Wałęsa po rozlokowaniu się w Belwederze wręcz zabiegał o miejsce w rządzie Jana K. Bieleckiego dla Leszka Balcerowicza.
To gabinet Mazowieckiego wytyczył polską drogę do pozbywania się balastu realsocjalizmu. Słynne powiedzenie o "grubej linii" miało oznaczać, że nowa władza zamyka historię PRL, lecz zarazem umożliwia dwóm milionom członków PZPR - z których wielu pracowało w aparacie państwa - włączenie się w życie III RP. Adwersarze Mazowieckiego dla celów propagandowych zamienili "grubą linię" na "grubą kreskę", widząc w niej rezygnację z rozliczenia historycznych grzechów i dokonania dekomunizacji. W rzeczywistości rezygnując z wytyczania dla działaczy PZPR - w tym kadry dowódczej wojska i milicji - obywatelskiego getta, Mazowiecki z jednej strony lepiej zabezpieczał proces wprowadzania wolnego rynku, z drugiej zaś dokonywał szerokiej dekomunizacji strukturalnej. Poza pokonywaniem absurdów w gospodarce, zmuszających ministra handlu do nadzorowania trybu rozwożenia konserw ze szprotami, usuwano też struktury państwa monopartyjnego. Na "dzień dobry" zostały przecięte powiązania między komitetami partyjnymi a administracją państwa (słynne odłączenie telefonów między URM a KC PZPR), później doszło do weryfikacji kadr SB i likwidacji policji politycznej, zniesienia etatów oficerów politycznych w wojsku, wymiany wojewodów, przywrócenia niezależności sądownictwu. Jednym z fundamentów III RP stało się wprowadzenie samorządu terytorialnego i przeprowadzenie demokratycznych wyborów samorządowych. Zamiast antagonizować społeczeństwo i konserwować szeregi kompartii, zlikwidowano cenzurę, wprowadzono autonomię dla uniwersytetów, przywrócono prawdę w nauczaniu historii, stworzono warunki do rozwoju niezależnych mediów. Za mało zmian? A może - za dużo?
Jak kupować spokój społeczny? Strajk rolników w Mławie został uśmierzony najpierw demonstracją policyjnej siły, potem dosypaniem budżetowych pieniędzy. Taką praktykę przejęły wszystkie następne rządy. Czy jest to praktyka właściwa? Odpowiedź przyjdzie wtedy, gdy któryś z gabinetów poprzestanie na samym użyciu siły. Strajk kolejarzy pomagał gasić Lech Wałęsa, który wkrótce sam rozpoczął walkę o prezydenturę, wykorzystując zmęczenie społeczeństwa reformami. "Wojna na górze" wynikała też z tego, że Tadeusz Mazowiecki symbolicznie zerwał ze schematem, w którym "partia kieruje, a rząd rządzi". "Nie będę premierem malowanym" - oświadczył nowy premier, oznajmiając w ten sposób, że nie zamierza być jedynie wykonawcą poleceń przywódcy "Solidarności". Nadal pojawia się też cień Stana Tymińskiego, dziś przyobleczony w postać Andrzeja Leppera. Ciągle cena, jaką trzeba płacić za reformy, jest wysoka.
"Gdyby rząd pana Tadeusza Mazowieckiego zawahał się przed trudnymi, niepopularnymi decyzjami, nie myślał o jutrze, nie byłoby dzisiaj podobnych obchodów 10. rocznicy urodzin wolności - naszej wolności. A przecież rząd ten odchodził po kilkunastu miesiącach w atmosferze złych nastrojów, nieomal w niesławie" - mówił na zamkowym dziedzińcu premier Jerzy Buzek, którego grupa młodych działaczy SLD przyjęła buczeniem. Jeżeli jednak siedzący w pierwszym rzędzie wśród zaproszonych gości Leszek Miller przejmie po wyborach władzę, to nie będzie nikim innym jak wykonawcą zleceń, które przed dziesięcioma latami wystawił rząd Mazowieckiego, a teraz wystawia rząd Buzka. Może premier Leszek Miller te zlecenia wykonywać wolniej i z lewoskrętem, ale je wykona. "Niech ten dzisiejszy dzień będzie raczej dniem święta niż okazją do sporów; święta, którego nam wtedy zabrakło" - mówił Tadeusz Mazowiecki. Zasadniczy spór o drogę i tak został rozstrzygnięty.

Okładka tygodnika WPROST: 38/1999
Więcej możesz przeczytać w 38/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0