Reformowanie reformatorów

Reformowanie reformatorów

Gabinet Jerzego Buzka zaczyna przypominać rząd Hanny Suchockiej
Dwa lata w parlamencie nie wystarczyły Akcji Wyborczej Solidarność na prawdziwą integrację. W rezultacie zaczynamy obserwować powtórkę z historii, czyli z czasów, gdy na czele gabinetu stała premier Hanna Suchocka. Co prawda AWS nie składa się już z ponad 30 ugrupowań, ale mury stojące pomiędzy piątką: Zjednoczeniem Chrześcijańsko-Narodowym, Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym, Porozumieniem Centrum-Partią Chrześcijańskich Demokratów, Ruchem Społecznym AWS i NSZZ "Solidarność" są coraz solidniejsze. Większość polityków zdaje sobie sprawę, że zmiany personalne w istocie niczego nie zmienią, bo ani nie przybędzie od nich pieniędzy w budżecie, ani nie ubędzie agresywności opozycji, jednak premier coraz częściej musi lawirować pomiędzy awuesowską piątką i koalicyjną Unią Wolności. Co chwila ktoś grozi opuszczeniem koalicji. Czy w tej sytuacji jest miejsce dla premiera-kanclerza, czy raczej centroprawica skazana jest nadal na premiera-negocjatora?
- Tak źle jak w roku 1993 to nie jest. Mamy trochę więcej instynktu samozachowawczego - stwierdza Paweł Łączkowski, poseł AWS, prezes Partii Chrześcijańskich Demokratów. Przyznaje jednak, że nie ma wspólnego planu działania. Ostatnio na przykład liderzy ZChN spotkali się z Lechem Wałęsą, tłumacząc to próbą przeciągnięcia byłego prezydenta na stronę AWS. - Wałęsa nie jest eksponatem w gabinecie figur woskowych, odsunięty na ławkę rezerwowych może być niebezpieczny - przestrzega poseł Ryszard Czarnecki, polityk ZChN. - Przyszłość gabinetu Buzka zależeć będzie od tego, czy premier zdoła rządzić sześcioma podmiotami - uważa poseł Andrzej Potocki, rzecznik Klubu Parlamentarnego Unii Wolności. Jego zdaniem, wchodząca właśnie w życie ustawa o działach to tylko narzędzie, które może poprawić organizację. Sam premier musi jednak podjąć ryzyko uniezależnienia się od partyjnych interesów. - Politycy mówią, że premier ma być dyktatorem, a jednocześnie bronią "swoich" jak niepodległości. To rozdwojenie jaźni - uważa Andrzej Szkaradek, poseł AWS.
Rekonstrukcja rządu - przyznają politycy - jest tylko tematem zastępczym. Chodzi przede wszystkim o zmianę wizerunku koalicji AWS-UW w sondażach opinii publicznej. Aż 52 proc. respondentów Demoskopu uważa, że gabinet Buzka powinien się podać do dymisji. - Muszę być na to przygotowany, ale nie zakładam, że nastąpi to, na przykład, teraz - wyznał premier. "Nowy premier będzie dopiero w 2001 r., po wygranych wyborach parlamentarnych" - nie pozostawił wątpliwości Marian Krzaklewski, lider AWS. Opozycja tymczasem naciska na dokonanie zmian. - Lepiej byłoby, gdyby ludzie dawali wyraz swemu niezadowoleniu w wyborach, a nie na ulicy - przekonuje Leszek Miller, przywódca SLD, który rozpoczął już kampanię na rzecz przyspieszonych wyborów.
Wątpliwości pojawiają się też w samej koalicji. Dymisji premiera domagali się zarówno unici, jak i politycy AWS, przede wszystkim z SKL. - Każda zmiana premiera zapewnia co najmniej trzy miesiące spokoju - przekonuje wpływowy polityk AWS, który uważa, że polityka chowania głowy w piasek może doprowadzić do całkowitej klęski prawicy w wyborach parlamentarnych. Jego zdaniem, straszenie "partią lustracyjną" jest tylko pretekstem do utrzymania status quo. Koalicja boi się jednak utraty władzy. Zmiana premiera wymaga bowiem poparcia większości parlamentarnej, a o nią może być trudno, jeśli "partia lustracyjna", czyli grupa posłów obawiających się działań rzecznika interesu publicznego, okaże się nazbyt liczna. Ponadto - zgodnie z oczekiwaniami polityków - następcą Buzka powinien zostać Krzaklewski, a w obliczu dramatycznie spadającej popularności, kryzysu finansów państwa i protestów społecznych taka decyzja mogłaby się równać politycznemu samobójstwu. Przewodniczący AWS, broniąc Buzka, chroni także AWS przed wystrzeleniem ostatniego naboju, którym jest on sam. Dlatego zwolennicy głębokiej rekonstrukcji rządu chcieliby pozostawić premiera i wymienić resztę gabinetu - z Leszkiem Balcerowiczem włącznie. Wówczas - według naszych informatorów - ministrem finansów mógłby zostać Jerzy Osiatyński, szef tego resortu w rządzie Suchockiej, obecnie poseł UW, a wicepremierem - Bronisław Geremek, minister spraw zagranicznych. Hannę Suchocką miałby na fotelu ministra sprawiedliwości zastąpić Edward Wende, adwokat, poseł UW (popierany nawet przez część SLD), lub Jerzy Wierchowicz, przewodniczący Klubu Parlamentarnego UW. Politycy AWS już dawno usunęliby z rządu Janusza Onyszkiewicza, ministra obrony narodowej, unici zaś chcieliby odwołania Emila Wąsacza, ministra skarbu państwa, Janusza Steinhoffa, ministra gospodarki, Stanisława Alota, prezesa ZUS, a także Jana Szlązaka, wiceministra gospodarki.
Płytka rekonstrukcja rządu mogłaby się ograniczyć do wymiany kilku wiceministrów. Ciągle nie wiadomo, kto będzie rządził Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji i czy ten potężny resort nie zostanie podzielony. Jako następcy Janusza Tomaszewskiego wymieniani są Marek Kempski, wojewoda śląski, lub Jacek Rybicki, wiceprzewodniczący Ruchu Społecznego AWS. Jeśli dojdzie do podziału ministerstwa, szefem resortu spraw wewnętrznych ma szansę zostać Marek Biernacki, poseł AWS, były likwidator majątku po PZPR. Wszyscy trzej wymienieni są obecnie politykami Ruchu Społecznego AWS. Z kolei resortem administracji - jak się nieoficjalnie dowiadujemy - chciałaby kierować UW. Ciągłym zmartwieniem rządu Buzka pozostaje zła komunikacja ze społeczeństwem, dlatego mówi się o odwołaniu Krzysztofa Lufta, trzeciego już rzecznika rządu. I choć do polityki informacyjnej można mieć wiele zastrzeżeń, jedno jest pewne - nawet najbardziej interesująca twarz rzecznika i zastąpienie ministra Kowalskiego ministrem Nowakiem nie zmieni radykalnie wizerunku gabinetu Jerzego Buzka. To może uczynić jedynie sam premier.

Okładka tygodnika WPROST: 38/1999
Więcej możesz przeczytać w 38/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0