Kochane dranie

Kochane dranie

Mężczyźni są bez szans
Tak przynajmniej twierdzą ojcowie walczący o kontakt ze swymi dziećmi. O ile polskie prawo daje równe prawa do dziecka zarówno ojcu, jak i matce, o tyle statystyki sądów rodzinnych pokazują, że jedynie 1-2 proc. dzieci z rozwiedzionych rodzin trafia pod opiekę ojców. A i to tylko wtedy, gdy matka nie chce się zająć dzieckiem lub nie pozwala jej na to stan psychiczny. Zdesperowani mężczyźni coraz silniej domagają się prawa do uczestniczenia w wychowaniu swych dzieci. Najczęściej - bezskutecznie.
Rozwód po polsku jest czymś więcej niż ustaniem związku małżeńskiego między kobietą a mężczyzną. Najczęściej jest to także rozwód ojca z dzieckiem. Ponad 98 proc. spraw kończy się przyznaniem matce bezpośredniej opieki nad dzieckiem. - Najgorsza matka jest w ocenie sądów lepsza od najlepszego ojca. Choćby była i prostytutką, choćby nie potrafiła zapewnić dziecku godziwych, elementarnych warunków prawidłowego rozwoju - mówią w Stowarzyszeniu Obrony Praw Ojców. - Jedna łza w oku "matki Polki" wystarczy, by "ten drań" był bez szans.
Nie istnieje szlachetny wizerunek ojca Polaka. Psychologowie coraz częściej ryzykują nawet stwierdzenie, że brakuje jakiegokolwiek wizerunku ojca. Dzielne, aktywne matki pracują, realizują się, wychowują dzieci. Ojcowie pozostają w tle. Są zmęczeni, czytają gazetę, łatwo się denerwują. Zwłaszcza wtedy, gdy "zupa była za słona". Media w słusznej sprawie nagłaśniające patologie i pokazujące pijaków bijących żony i molestujących dzieci nie dają niczego w zamian. Nic dziwnego, że i sąd, najczęściej w żeńskim składzie, intuicyjnie w każdym ojcu wyczuwa złe skłonności.
"Nasza historia, bogata w zrywy niepodległościowe, nie dała ojcom Polakom żadnych szans" - przekonuje prof. Andrzej Tyszka, socjolog, w książce "Kultura jest kultem wartości". "Po każdym polskim wysiłku zbrojnym kobiety musiały się stać nie tylko głową rodziny, ale też gospodarstwa rodzinnego, interesu; nierzadko musiały być jedynym żywicielem rodziny. W wielu polskich rodzinach kilka pokoleń pod rząd dorastało bez obecności ojca, a niekiedy w ogóle bez mężczyzny w najbliższym otoczeniu". Taka sytuacja doprowadziła nie tylko do deficytu wychowawczego, ale także do wymuszonej feminizacji życia zbiorowego. Jedną z konsekwencji kilkupokoleniowej nieobecności mężczyzn jest przyspieszona emancypacja kobiet. Wraz z nią całej społeczności narzucony został awans kobiecych wartości i kobiecych kategorii moralnych.
W Stanach Zjednoczonych ponad 50 proc. spraw sądowych o przyznanie opieki nad dzieckiem wygrywają mężczyźni. Tworzą silne lobby, ale i oni wciąż muszą walczyć o wizerunek ojca Amerykanina. Zdaniem Laury Schlessinger, amerykańskiej dziennikarki, autorki książki "10 głupstw, które popełniają mężczyźni, aby skomplikować sobie życie", to histeria skrajnych feministek oraz politycznie poprawna publicystyka doprowadziły do tego, że mężczyzna wywołuje w amerykańskim społeczeństwie następujące skojarzenia: krzywdziciel dzieci, wykorzystujący dziecko seksualnie, gwałciciel, napastnik seksualny, brutal, flirciarz, nieodpowiedzialny osobnik, który nie chce się angażować, nieobecny ojciec.

Rozwód po polsku to przeważnie rozwód mężczyzny nie tylko z żoną, ale także,
często wbrew jego woli, z dzieckiem


Słowo "męskie" stało się synonimem wszystkiego, co w społeczeństwie złe, "żeńskie" zaś uważa się za antidotum na to zło. Według autorki "10 głupstw...", wrogie, negatywne nastawienie do mężczyzn wynika i z tego, że stali się oni obiektem ataku neurotycznej odmiany feminizmu, szerzącego się także w psychoterapii. Zdaniem jej wyznawczyń, wszystkie niedostatki kobiecej natury, osobowości i charakteru czy też głupie zachowania kobiet biorą się z samego faktu istnienia osobników płci męskiej. "Nasza obecna kultura - pisze Schlessinger - chce widzieć ofiary (nie tylko wśród kobiet, ale i w wielu grupach uznanych za upośledzone), musi wskazać sprawcę, a sprawcami są mężczyźni".
David Blankenhorn, socjolog, autor książki "Ameryka bez ojców", uważa, że dzisiejsza dramatyczna w skutkach nieobecność ojców w życiu rodziny jest m.in. efektem zmiany hierarchii wartości i postaw w społeczeństwie, które zmierza w stronę skrajnego indywidualizmu. Potrzeba bycia mężem czy ojcem schodzi na daleki plan, ustępując miejsca innym indywidualnym potrzebom, ważniejszym dla współczesnego mężczyzny. Tymczasem Laura Schlessinger właśnie łatwą rezygnację z ojcostwa uznaje za jedno z dziesięciu głupstw, jakie popełniają mężczyźni, aby skomplikować sobie życie.
Polski sąd orzekający w sprawie rozwodu i losu dzieci najczęściej odracza sprawę co najmniej na pół roku, powierzając potomstwo matce. Ten czas działa na niekorzyść ojcowskiej miłości. Matki najczęściej zakładają, że skoro mężczyźni okazali się złymi mężami, są też automatycznie złymi ojcami. Po rozwodzie utrudniają więc byłym mężom kontakty z dziećmi. Przeszkodą nie do pokonania bywa konieczność spotykania się z dzieckiem w domu matki, a więc praktycznie pod jej nadzorem. W napiętej atmosferze trudno jest ojcu nawiązać z potomkiem sensowny kontakt.
A może dla dobra dziecka ojciec w ogóle nie powinien się z nim kontaktować? Takie pytanie wcześniej czy później stawia sobie każdy mężczyzna starający się uzyskać wpływ na wychowanie pozostającego przy matce potomka. Tymczasem psychologowie alarmują, jak niekorzystny jest dla rozwoju dziecka brak ojcowskiej miłości. Dzieci pozbawione ojca nie umieją na ogół funkcjonować w rodzinie, którą kiedyś założą. To ojcowie kształtują w nich ambicję, inicjatywę, niezależność, uczą je sprawiedliwości, uczciwości, obowiązku. To mężczyznom łatwiej jest narzucić dyscyplinę i przekazać synom wzór męskiej odpowiedzialności. Córki kochane przez ojców czują, że są warte miłości, umieją zaufać i jako dorosłe kobiety związać się z wartościowymi partnerami.
Naukowcy obalają mit wyższości opieki matczynej nad ojcowską. Badania prof. Marii Jarosz z PAN wykazały, że dzieci wychowywane przez ojców lepiej radzą sobie w szkole niż ich rówieśnicy pozostający pod opieką samotnych matek. Wyrastają na samodzielnych, przedsiębiorczych ludzi, łatwiej rozwiązują życiowe problemy. Są bardziej zdyscyplinowane, rzadziej wchodzą w konflikt z prawem. - Samotni ojcowie nie próbują udowadniać, że w pojedynkę lepiej wychowają dziecko, co często zdarza się kobietom. Dlatego nie rozpieszczają nadmiernie swoich pociech, ucząc je samodzielności i odpowiedzialności - uważa prof. Maria Jarosz.
- Jednym z wielu skutków postępowania sądów utrudniających nam kontakty z dziećmi jest psychiczna kastracja mężczyzn - mówią w Stowarzyszeniu Obrony Praw Ojców. - Przychodzą do nas normalni faceci, którym nagle zniknęli z oczu ich synowie czy córki. Nie mogą pracować, są roztrzęsieni, zdesperowani i zupełnie bezsilni. Wraz z odejściem dziecka życie często traci dla nich jakikolwiek sens. Nie wiedzą, jak się bronić, nie umieją opanować emocji, popadają w depresję, zaczynają pić, kończą z sobą.
- Prawa ojca to możliwość zobaczenia się z dzieckiem o każdej porze. Sprawowanie władzy rodzicielskiej nie może się odbywać dwa razy w miesiącu po cztery godziny. Sąd, który ustala w taki sposób kontakty ojca z dzieckiem, wcale ich nie umożliwia, lecz utrudnia - mówi Krzysztof Łapaj, wiceprezes Stowarzyszenia Obrony Praw Ojców.
W amerykańskiej prasie zamieszczono ogłoszenie Narodowej Inicjatywy na rzecz Ojcostwa. Miało ono wyjaśniać różnicę między rolą ojca a rolą tatusia. Po stronie "być ojcem" znajdował się jedynie rysunek plemnika. Po stronie "być tatusiem" zamieszczono długą listę. Oto jej fragment: dotrzymywać obietnic, czytać dzieciom książeczki, chodzić razem na spacery, dawać dobry przykład, słuchać dzieci, oszczędzać na ich naukę, zabierać dzieci na modlitwę, robić razem latawce, razem puszczać latawce. "Rozumiesz już? Trzeba być prawdziwym mężczyzną, żeby zostać tatu- siem" - tak brzmi ostatnie zdanie tego ogłoszenia.
I dlatego tatusiowie walczą.


Okładka tygodnika WPROST: 38/1999
Więcej możesz przeczytać w 38/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • Aleksandre   IP
    Świetny artykuł! Mnie udało sie