W krainie Teletubbies

W krainie Teletubbies

Dodano:   /  Zmieniono: 
W Stratford, niedaleko dawnych świątyń teatru, znajduje się kraina Teletubbies
Najlepszym po niej przewodnikiem byłyby dzieci, a właściwie niemowlęta, gdyż za tą zagadkową nazwą kryje się świat telewizyjnego serialu przeznaczonego właśnie dla tej grupy wiekowej. Został on wyprodukowany przez BBC Worldwide i stał się największym komercyjnym sukcesem od czasu powstania tej instytucji. W ubiegłym roku dochód ze sprzedaży serialu, kaset wideo i książek wyniósł 23 mln funtów. Obecnie Teletubbies oglądają dzieci w 120 krajach, w 21 językach. Oglądając na ekranie telewizyjnym lalki przypominające skrzyżowanie żuczków z astronautami, ma się wrażenie, że są to stworki animowane komputerowo. Każdy detal krajobrazu, w którym się pojawiają, jest tak perfekcyjnie dopracowany, że prawie nie ma wątpliwości, iż jest to dzieło powstałe dzięki sprawności komputera. Tak jednak nie jest. Na potrzeby serialu wydzierżawiono pole. W środku wykopano wielki dół, a dookoła niego usypano szeregi jednakowych pagórków i ścieżek. To na nich pojawiają się najbardziej popularne postacie angielskiego ekranu - Tinky Winky, Laa-Laa, Dipsy, Po. Bohaterowie mają swoje ulubione czynności - lubią śpiewać piosenkę o kapeluszu, jeędzić na hulajnodze, tańczyć, wkładać i wyjmować ulubione przedmioty z wielkiej czerwonej torby. Czasami między pagórkami zjawia się metaliczna tuba, mówiąca różnymi językami, naśladująca również dęwięki wydawane przez zwierzęta i przedmioty. Teletubbies ma też swój kosmiczny technodom, pełen ogromnych maszyn wydających dziwaczne, choć niegroęne dęwięki. Powstają tam grzanki i inne smakołyki. Lalki mają swoje technołóżka, a w ich brzuszkach zainstalowane są ekrany, na których od czasu do czasu pojawiają się krótkie filmy o dzieciach. Jest w tym pewna logika: angielskie dzieci oglądają programy z krainy sympatycznych stworków, a te z kolei - króciutkie reportaże o dzieciach. Akcja rozgrywa się głównie w plenerze, gdzie Teletubbies wędrują po pagórkach, śpiewają, podlewają kwiatki, oglądają króliki i smakują proste rozkosze życia. Kamery są prawie niewidoczne, a centrum dowodzenia tego przedsięwzięcia znajduje się tuż obok, w skromnym barakowozie. W jednym z nich pracuje Andy Davenport, który na miejscu przygotowuje scenariusze kolejnych odcinków i nowe przygody. Scenarzysta zaznacza, że pomysł programu nie wziął się znikąd. Pojawił się, gdy pracował z małymi dziećmi i zajmował się logopedią. Wówczas zauważono lukę rynkową: wśród wielu programów dla dzieci nie było seriali adresowanych do najmłodszej widowni, tej do drugiego roku życia. Davenport podkreśla, że każdy program powstaje na podstawie szczegółowej obserwacji zachowań dzieci i ich potrzeb. On sam oraz aktorzy regularnie uczestniczą w zajęciach przedszkolnych. W ten sposób wzbogacany jest scenariusz, aktorzy natomiast mają bezpośredni kontakt ze swoją publicznością i mogą się uczyć najprostszych zachowań - głaskania po brzuszkach, obejmowania, machania rączkami. Scenarzysta zwraca uwagę, że celowo kładzie się nacisk na wszystkie monosylaby, które wyprzedzają mowę, a sygnalizują rozumienie. Dlatego też zamiast "Hello" na powitanie Teletubbies używają prostszego "Eh-oh" - skróconej, dziecięcej wersji. Wykorzystano wiele takich monosylab, są one powtarzane w programie aż do znudzenia - wówczas cierpią rodzice. Ale oglądające program dzieci natychmiast reagują na pozdrowienia, wołając również "Eh-oh". Program powstał na podstawie dokładnych badań zachowań dzieci. Dziewięćdziesiąt odcinków zakupił Canal Plus i zostaną one wyemitowane w Polsce we wrześniu, w wersji nie kodowanej. Teletubbies to coś więcej niż tylko serial edukacyjny dla najmłodszych. To fenomen kulturowy, słyszeli o nim prawie wszyscy. Powstają piosenki, sprzedawane są zabawki i książki o bohaterach. Na całym świecie kupiono ok. 10 mln lalek, a płyta z piosenką Teletubbies rozeszła się w nakładzie 1,3 mln egzemplarzy, bijąc na głowę fonograficzny rekord zespołu Spice Girls z 1997 r. W Nowej Zelandii każde dziecko w wieku przedszkolnym ma przynajmniej dwie książeczki o Teletubbies. Wszyscy wiemy, że dzieci coraz częściej zaczyna wychowywać telewizja, ale dopiero teraz zajęto się tymi, które są rzeczywiście najmłodsze. Zapracowani rodzice z ulgą włączają telewizor w nadziei, że zapewni im chwilę spokoju. Dzieci natomiast chętnie oglądają prawie wszystko. Czy wyrośnie z nich pokolenie Teletubbies - stworków mówiących i zachowujących się podobnie, bez objawów jakiejkolwiek odrębności?


Więcej możesz przeczytać w 39/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0