Filmy grozy

Filmy grozy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dokumentaliści pokazują przerażający obraz Europy
Bułgaria, rok 1997, osiedle Stołypinowo na przedmieściach Sofii. Cygańskie getto. Trzydzieści tysięcy ludzi pozbawionych szansy na znalezienie pracy wegetuje w zdewastowanych blokowiskach i dolepionych do nich budkach bez szyb w oknach, bez ogrzewania i prądu, wśród stert nie wywożonych śmieci, w których żerują wychudłe psy i kozy. Brytyjski książę Karol ogląda to zza szyb grzęznącej w błocie limuzyny. Słychać głosy "prawdziwych Bułgarów" z sąsiedztwa, że z tymi Cyganami "trzeba by coś zrobić"...

Czechy, rok 1996. Na terenie byłego obozu śmierci w Hodoninie, przez który przewinęło się 13 tys. skazanych na zagładę czeskich i morawskich Romów, mieści się dziś ferma świń. Okoliczna ludność nie ma pojęcia, co działo się tu w czasie II wojny światowej. Archiwalne fotografie dokumentujące zagładę przeplatają się ze współczesnymi ujęciami. Wiec czeskich neonazistów ze swastykami, wykrzykujących "sieg heil". I wystąpienie posła czeskiego parlamentu, przekonującego z mównicy pod państwowym godłem, że "każdy Cygan jest odpowiedzialny już od urodzenia za wzrost przestępczości w naszym kraju".
Polska, wrzesień 1981 r. Utrwalony na amatorskich zdjęciach i w relacjach świadków pogrom Cyganów w Oświęcimiu, o którym mało kto słyszał. Utopione w Sole samochody, spalone mieszkania w pożydowskich kamienicach (w latach 60. łapanych w lasach polskich Romów transportowano do Oświęcimia, by ich tam osiedlić, w sąsiedztwie byłego obozu cygańskiego). Szyld na drzwiach kawiarni: "Psom i cyganom wstęp wzbroniony". I narada miejscowego aktywu partyjnego, prokuratury i milicji z cygańską starszyzną: "To miasto was nie chce". Dano im dokumenty podróży w jedną stronę, takie same jak Żydom po Marcu. Z tych, którzy wówczas wyjechali, wrócił tylko jeden.
Szwedom, oglądającym te dokumenty w kinie Instytutu Polskiego w Sztokholmie, trudno było uwierzyć, że nakręcono je w sercu Europy kilka lat przed końcem tysiąclecia. - Pracując w komisji selekcyjnej krakowskiego festiwalu filmów krótkometrażowych odwiedziłam kilka stolic byłego obozu socjalistycznego i zobaczyłam filmy niesłychane, mówiące o problemie mniejszości. Środek Europy okazuje się egzotyką, powstałą na skutek przemieszczeń ludności przed, podczas i po drugiej wojnie światowej, zmian granic, Holocaustu, stalinowskich deportacji, zacierania różnic i odrębności etnicznych w imię ideologii. To sprawia, że ludzie do dziś nie mogą się z sobą pogodzić - mówi dr Jadwiga Głowa z UJ, która wraz ze znanym reżyserem TVP Michałem Nekanda-Trepką oraz Leo Kantorem, przewodniczącym Międzynarodowego Forum Kultury i doradcą szwedzkiego rządu, wybierała filmy do przeglądu filmowego pod hasłem "Godność człowieka, tolerancja i Holocaust w dokumencie". To pierwsza tego typu impreza na świecie, o randze bardziej politycznej i edukacyjnej niż artystycznej, wykraczająca poza ramy jednego z wielu przeglądów filmowych. - Taki pokaz chętnie urządziłoby wiele szwedzkich instytucji. Zorganizowaliśmy go jednak we współpracy z polską placówką, bo Polska ma szczególne powody historyczne, geopolityczne i moralne, aby podjąć ten temat. Na ziemi polskiej dokonał się Holocaust, ale i powstała "Solidarność". Poza tym Polacy robią znakomite dokumenty - mówi Kantor, pomysłodawca przedsięwzięcia.
Holocaust stale odsłania nowe mroki. "Pierwszym kosmonautą" nie był Jurij Gagarin, lecz nieznany z nazwiska 37-letni Żyd, więzień Dachau, którego 20 lat przed wystrzeleniem Gagarina poddawano eksperymentalnym lotom na dużych wysokościach (z wyników tych doświadczeń korzystała później NASA, a do dziś w podręcznikach medycyny lotniczej cytowane są raporty słane do Himmlera, choć ich autor został powieszony po procesie norymberskim). Spacerowy statek, którym latem 1939 r. uciekali przed zagładą bratysławscy Żydzi, by przez Dunaj i Morze Czarne dotrzeć do Palestyny, został zatrzymany przez brytyjskie władze, nie widzące dostatecznego powodu do exodusu Żydów. Rok później ten sam statek ewakuował w odwrotną stronę Niemców z Besarabii po jej wchłonięciu przez ZSRR, by ich zaraz potem wysłać na front wschodni. Film "Karuzela" - o tłumnie odwiedzanej karuzeli, kręcącej się wesoło tuż przy murze płonącego getta warszawskiego - jest wstrząsającym zapisem obojętności zmieszanej z naiwną wiarą, że "nas to nie dotyczy". Półtora roku później, pod koniec powstania warszawskiego, było 200 tys. zabitych po "tej" stronie muru. Z beznamiętnej opowieści Emericha Rotha, czeskiego Żyda, który przeżył Auschwitz, wynika, że w jego rodzinnym sztetł też zaczynało się niewinnie: od gwiazd Dawida na szubienicach i napisów "Juden raus", malowanych przez zwolenników Hitlera, którego też najpierw nie traktowano poważnie. Zawierający tę relację film "Świadek zagłady" wyświetla się w szwedzkich szkołach i być może również dlatego na ulicach Sztokholmu nie widać antysemickich bazgrołów, wobec których nie ma tutaj tolerancji. Policja nie czeka na oficjalne zgłoszenie, by ścigać autorów nazistowskich graffiti.
- Jak zauważył Ryszard Kapuściński, Europie nie zagrażają wojny w klasycznym sensie, ale konflikty na tle rasowym i etnicznym. To nad nami wisi, grozi wybuchem i ostatnio objawiło się bałkańską rzezią. Nieszczęściem Europy jest to, że w wielu krajach, które przeżyły wszak wojnę, do władz lokalnych i parlamentów wchodzą faszyści i neonaziści. Są doskonale zorganizowani i pozyskują młodzież. My też musimy szukać do niej dostępu. Film dokumentalny dzięki atrakcyjnej formie i ładunkowi emocjonalnemu jest dobrą drogą dotarcia do młodego pokolenia, złapania za serce, a może i za gardło - przekonuje Leo Kantor.
Ale nieszczęściem Europy i zagrożeniem dla jej przyszłości jest nie tylko neonazizm "w klasycznym sensie". Także wszelkie inne przejawy nietolerancji wobec "innych": mniejszości religijnych, osób niepełnosprawnych, ludzi żyjących w innym wymiarze kulturowym czy ekonomicznym. Oraz deptanie godności ludzkiej i bierna tolerancja wobec zła dotykającego bliźnich. Nakręcony przez Andrzeja Fidyka dla BBC (TVP "nie miała budżetu") "Rosyjski striptiz" ukazuje obraz zniewolenia i upodlenia młodych dziewcząt w rosyjskiej pornobranży, która dawno już przebiła duńską i tajlandzką. Rosyjskie serwery są dziś masowym nośnikiem pornografii dziecięcej w Internecie, rozpowszechnianej całkiem bezkarnie. Polskie dzieci narażone są na inne formy zniewolenia. Film Elżbiety Nekanda-Trepki "Szkoła tolerancji" pokazał ogromny trud ks. Michała Czajkowskiego, odkłamującego to, co "nawkładał" do dziecięcych głów w jednej z warszawskich szkół były katecheta, który na lekcjach religii uczył nienawiści, mówiąc, że niekatolicy "służą diabłu". Czy w polskim Kościele katolickim jest wielu takich księży jak ks. prof. Czajkowski, namawiający uczniów podstawówki, by chodzili do różnych świątyń, poznawali inne religie i mieli szacunek dla tych, co nie wierzą w Boga? To, co Szwedzi postrzegają jako rzecz oczywistą, w Polsce jest szokującym wyzwaniem przeciw nietolerancji, z której przejawami stykamy się od dziecka, również - czy może przede wszystkim - w szkołach. - Edukacja młodych pokoleń jest warunkiem koniecznym, lecz nie wystarczającym. Musi to być mądra edukacja, nie podporządkowana ideologii, ucząca wrażliwości, przepojona humanizmem i podparta rzetelną wiedzą historyczną - twierdzi Katarina Strand, pracująca przy rządowym projekcie "Żywa historia", edukującym szwedzkie społeczeństwo o czasach Holocaustu. Zwraca uwagę, że zbrodniczym ideologiom nazizmu i komunizmu ulegali i wcielali je w życie ludzie należący do tzw. elit. Pol Pot i Heng Samrin, którzy zgładzili cztery miliony swych rodaków, kończyli Sorbonę, a ścigany za ludobójstwo Radovan Karad?zić, lider bośniackich Serbów, jest lekarzem i poetą. Zaś pod opublikowanym 2 września protestem przeciw uznaniu praw polskich mniejszości narodowych i etnicznych, którego lektura cofa w epokę pieców, podpisało się pięciu profesorów prawa, filozofii i historii, łącznie z niestrudzonym Ryszardem Benderem, byłym senatorem. - Inteligencja ma ogromny udział w terrorze fizycznym, psychicznym i duchowym. Naukowcy, którzy wykorzystywali więźniów do eksperymentów medycznych, lekarze odmawiający pomocy ofiarom pogromu kieleckiego, pedagodzy kierujący normalne dzieci do szkół specjalnych. To następny obszar białych plam - mówi Jadwiga Głowa.
Wielkie dzieło Griffitha "Nietolerancja" powstało w apogeum I wojny światowej, niezrozumiałej dla milionów Europejczyków, którym przyszło umierać pod Verdun i Przemyślem. Film nie znalazł też zrozumienia w ówczesnej Ameryce i poniósł finansową plajtę. Dzisiejsze filmowe dokumenty nietolerancji, także niezbyt kochane przez muzę, powstają w czasie, kiedy świat wstrząsany jest trudnymi do ogarnięcia konfliktami na tle religijnym i narodowościowym, terroryzmem politycznym i czystkami etnicznymi. Antypody nie pojmują - lub nie chcą pojmować - o co chodzi w byłej Jugosławii, Kurdystanie i na Bliskim Wschodzie, my nie rozumiemy - lub nie chcemy rozumieć - tego, co działo się nie tak dawno w Rwandzie, a teraz dokonuje się w Timorze Wschodnim. Jak mówi Szymon Wiesenthal na planie poświęconego mu filmu - jeden zabity z pobudek rasowych to wypadek, stu zamordowanych to nieszczęście, milion zgładzonych to już tylko statystyka. Lekceważąc wypadki i będąc obojętni na nieszczęścia, zajmujemy się już potem zimną statystyką: sześć milionów ofiar Holocaustu, dziesięć tysięcy zgładzonych w Kosowie i "tylko" jakieś pięćset ofiar antycygańskich ekscesów w Czechach, na Słowacji, w Rumunii i Bułgarii, o czym świat nawet nie dowiaduje się z newsów. Zaś wyniki sondaży, według których co trzeci Polak czuje organiczną niechęć do Romów i Żydów, przyjmujemy też jako zwykłe statystyczne tabele.

Więcej możesz przeczytać w 39/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0