Drzewo nadzieji

Drzewo nadzieji

Dodano:   /  Zmieniono: 
70 proc. Polek cierpiących na nowotwory narządów płciowych zgłasza się do lekarza dopiero wówczas, gdy choroba jest zaawansowana (III lub IV stopień), nastąpiły więc przerzuty do innych narządów
Przełom w leczeniu raka piersi i jajnika zawdzięczamy taksanom, czyli wyciągom z igieł cisa, od niedawna stosowanym w krajach zachodnich. W połączeniu z chemioterapeutykami zwiększają skuteczność terapii u ponad 70 proc. leczonych. W USA 99,5 proc. potrzebujących otrzymuje je jako lek pierwszego rzutu. W Polsce taką terapią objęto niewielki odsetek chorych.


Nowe terapie w leczeniu kobiecych nowotworów

Na świecie przeciętnie 13-38 proc. liczby chorób nowotworowych kobiet stanowią te, które atakują narządy płciowe. Podstawą leczenia tego typu schorzeń jest zabieg chirurgiczny. W Polsce wskutek zmian kancerogennych przeprowadza się rocznie ok. 2 tys. operacji całkowitego lub częściowego usunięcia narządów płciowych. - Po zabiegu przeważnie stosowana jest chemioterapia. W walce z rakiem jajnika taksany łączone są ze związkami platyny, a w wypadku raka piersi - z doksorubiciną. Celem odpowiednio skomponowanej terapii jest uszkodzenie chromosomów komórek nowotworowych i zahamowanie ich podziału. Nawet u chorych, u których doszło już do przerzutu, często następuje remisja - mówi prof. Marek Spaczyński, kierownik Kliniki Onkologii Ginekologicznej Katedry Ginekologii i Położnictwa Akademii Medycznej w Poznaniu.
Taksany to leki, których podstawą jest związek chemiczny o niespotykanym dotychczas mechanizmie działania cytostatycznego, odkryty w korze cisa krótkolistnego Taxus brevifolia. Do wyprodukowania kilograma tego specyfiku, wystarczającego dla zaledwie 500 pacjentów, potrzeba kory z ok. 3 tys. drzew. Kiedy przekonano się o dobroczynnym działaniu tej rośliny, szybko powstał czarny rynek kory cisa. Istnienie gatunku zostało zagrożone. W 1993 r. naukowcy opracowali przemysłową technologię produkcji taksanów z łatwo dostępnych igieł popularnego w Europie cisa pospolitego Taxus boccatta. Igły tego gatunku odrastają po zbiorze. Taksany trzeba podawać pod ścisłą kontrolą, gdyż może wystąpić nadwrażliwość na kremofor - w tej substancji należy rozpuścić lek, dzięki czemu można go podać dożylnie. Farmaceutyk aplikowany jest w sześciu porcjach co trzy tygodnie. Kuracja kosztuje ok. 10 tys. USD (40 tys. zł). Wysokość ceny powoduje, że w terapii taksanami uczestniczy tylko kilkanaście procent potrzebujących. W rozwiniętych krajach liczba kobiet cierpiących na nowotwory narządów płciowych wciąż wzrasta. Obniża się za to wiek chorujących. Wprawdzie najbardziej narażone są kobiety między 45. a 60. rokiem życia, ale nowotwór piersi nawet u kilkunastoletniej dziewczyny nie dziwi już lekarzy. Na tego typu raka rocznie zapada 9-10 tys. mieszkanek naszego kraju. - Tylko co czwarta Polka, u której wykryto raka piersi, zostaje trwale wyleczona. Tymczasem w Europie Zachodniej zdrowie odzyskuje ok. 80 proc. kobiet dotkniętych tym nowotworem. W związku z tym, że większość pacjentek trafia do onkologa, gdy na całkowite wyleczenie jest już za późno, nadal powszechne jest przekonanie, iż rak jest nieuleczalny, a lęk przed chorobą przeradza się niekiedy w obsesję - mówi prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii z Poradnią Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii Medycznej.


Na raka piersi rocznie zapada 9-10 tysięcy Polek

Za 5-10 proc. zachorowań na nowotwory piersi odpowiedzialne są dziedziczne mutacje w kilku genach. Szacuje się, że ok. 20 tys. Polek jest genetycznie predysponowanych do tego schorzenia. Pacjentkom, których dwie krewne pierwszego stopnia zostały zaatakowane przez raka piersi, powinno się nawet co trzy miesiące przeprowadzać zarówno badania mammograficzne, jak i ultrasonograficzne tego organu. To, czego nie zauważy ultrasonograf, wykryje mammograf. Dodatkowo należy pobrać do badania wycinek guza. Od ponad 25 lat w leczeniu raka piersi z powodzeniem stosuje się nolvadex (tamoksyfen). W 1996 r. międzynarodowa grupa lekarzy po przeprowadzeniu badań ogłosiła, że zażywanie tego preparatu przez kobiety cierpiące na raka sutka pozwala ewidentnie zmniejszyć ryzyko pojawienia się guza w drugiej piersi. Jednocześnie ogłoszono, że tamoksyfen u leczących się zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia raka endometrium. W związku z tym trzy niezależne ośrodki medyczne zwróciły się do brytyjskiej firmy Zeneca (producenta nolvadexu) o pomoc w przeprowadzeniu badania prewencyjnego, które w założeniu miało trwać pięć lat. Uczestniczyło w nim ponad 13 tys. kobiet. Po przeanalizowaniu dotychczasowych wyników Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) zatwierdził celowość rejestracji nowego wskazania dla leku produkowanego przez Zenecę jako zmniejszającego prawdopodobieństwo wystąpienia raka sutka u kobiet z grupy wysokiego ryzyka. Nie zakazał więc jego sprzedaży, jak podaliśmy we ,,Wprost" (nr 42/98), lecz nie wyraził zgody na użycie terminu ,,prewencja" w odniesieniu do nowego wskazania. Uzyskane dotychczas wyniki - różne w trzech ośrodkach - są przedmiotem dalszej analizy, a wszystkie uczestniczące w badaniu kliniki prowadzą dalszą obserwację kobiet leczonych tym preparatem. W ciągu ostatnich kilku lat dokonano olbrzymiego postępu w leczeniu nowotworów. Przybyło kilkadziesiąt nowych farmaceutyków, lecz nadal są to leki bardzo toksyczne. - Coraz częściej na świecie stosuje się intensywne terapie dużymi dawkami cytostatyków, zwłaszcza u młodych kobiet. Ponieważ dochodzi wówczas nie tylko do zniszczenia komórek nowotworowych, ale także do uszkodzenia układu krwiotwórczego, wcześniej pobiera się od pacjentki zdrowe komórki szpiku lub komórki macierzyste układu krwiotwórczego z krwi obwodowej. Po kuracji ponownie się je wszczepia, by mogły znów podjąć pracę. W naszej klinice taką terapię wykorzystujemy w walce z nowotworami piersi, jajnika i jądra - mówi prof. Cezary Szczylik.
Chemioterapeuci zabiegają o to, by cierpiących na nowotwory leczono wyłącznie w ośrodkach specjalistycznych. Obecnie każdy lekarz ma prawo leczyć chorych zaatakowanych przez raka. Zdarza się więc, że pacjentem zajmuje się lekarz nie mający pojęcia o terapiach onkologicznych. - Niekiedy trafiają do nas osoby (głównie z małych ośrodków), u których choroba nowotworowa jest zaawansowana, wcześniej nieprawidłowo leczone przez lekarzy innych specjalności. Niekiedy kobiety zaniepokojone obecnością guzków lub zgrubień w piersiach zgłaszają to lekarzowi, lecz ten, nie wykonując szczegółowych badań, stwierdza, że to nic groźnego. Dopiero gdy guz rośnie i nasilają się dolegliwości, udają się one do specjalisty, który diagnozuje chorobę nowotworową - mówi dr Jerzy Załuski, ordynator Oddziału Chemioterapii Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Co roku w Polsce 3200 kobiet zapada na raka jajnika, a niemal 2000 umiera. Jest to jedno z najbardziej podstępnie przebiegających schorzeń. Narodowy Instytut Zdrowia w USA stwierdził, że nie dysponujemy dziś skutecznymi metodami wykrywania wczesnych postaci tego nowotworu. W odróżnieniu od guzów piersi rozwija się on bezobjawowo. - We wczesnym stadium można chirurgicznie usunąć chorą tkankę i szansa na wy- leczenie sięga wtedy 90 proc. Gdy kobieta zaczyna odczuwać bóle, chudnie, krwawi, powiększa się jej obwód brzucha, najczęściej jest już za późno na skuteczną pomoc. Niecałe 30 proc. chorych przeżywa pięć lat od chwili wykrycia tego nowotworu - mówi prof. Marek Spaczyński. Ryzyko zachorowania na raka jajnika wzrasta wraz z wiekiem. Przysadka mózgowa wydziela gonadotropiny pobudzające jajniki do jajeczkowania. Po menopauzie nieczynne organy nie mogą wykorzystać tych hormonów, a ich nadmiar sprzyja procesom nowotworowym. Jedną z metod terapeutycznych stosowaną po chirurgicznym usunięciu guza jest podawanie analogów GnRH, które zmniejszają ilość gonadotropin. Ostatnio pacjentkom w okresie menopauzy, u których udaje się wykryć genetyczną predyspozycję do raka jajników (odpowiednia mutacja w genie BRCA 1), niekiedy profilaktycznie wycina się te narządy. W Polsce pierwszą tego typu operację przeprowadzono niedawno w Klinice Ginekologii Operacyjnej Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
Każda kobieta powinna raz w roku zgłosić się na badanie ginekologiczne połączone z badaniem piersi. Kobiety młodsze winny się kontrolować nawet co pół roku, gdyż nowotwory rozwijają się u nich zazwyczaj szybciej. Tylko USG pozwala dostrzec zmiany nowotworowe jajnika w bardzo wczesnym stadium. Nie wykryte mogą w ciągu roku przybrać postać inwazyjną. Przyczyną choroby mogą być predyspozycje genetyczne, zatrucie środowiska, chemicyzacja rolnictwa bądź palenie papierosów. Piersi i narządy płciowe kobiety są szczególnie podatne na pojawienie się nieprawidłowych podziałów komórkowych (czyli zmian nowotworowych), gdyż wraz z cyklem hormonalnym komórki nieustannie się przeobrażają. Według wielu specjalistów, ryzyko wystąpienia choroby jest tym mniejsze, im mniejsza jest liczba owulacji. Ze statystyk wynika, że każda ciąża obniża to prawdopodobieństwo o 10 proc. Korzystnie działa również karmienie piersią, gdyż hamuje jajeczkowanie.

Więcej możesz przeczytać w 41/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0