Zero tolerancji

Zero tolerancji

Bezpieczny Nowy Jork
Śmierć 31-letniego Gidone?a Buscha od kul stróżów prawa ponownie podsyciła dyskusję na temat granic manewru i metod nowojorskiej policji. Na początku września z zimną krwią zastrzelono Buscha na Brooklynie, gdy wymachiwał młotkiem przed oczami funkcjonariuszy. Jeden z nich podobno został uderzony tym narzędziem przez cierpiącego na zaburzenia psychiczne żydowskiego mieszkańca rejonu Borough Park.
Zabicie Buscha przypomniało o podobnym incydencie sprzed trzech lat. Policyjne pociski trafiły wówczas w plecy młodocianego, czarnoskórego Kevina Cedeno, który - uzbrojony w maczetę - uciekał przed pościgiem funkcjonariuszy. Podobno nie stwarzał dla nich żadnego zagrożenia. Padł śmiertelnie rażony rewolwerowymi kulami, bo nie chciał się zatrzymać, mimo nawoływań uczestników pogoni.
Przeciwnicy daleko posuniętej stanowczości stróżów prawa oskarżają New York Police Department (NYPD) o samowolę i tworzenie ,,państwa w państwie". O domniemanych, rażących naruszeniach prawa przez policjantów nowojorskiej metropolii sygnalizuje również w swych dorocznych raportach Amnesty International. AI monitoruje wszelkie występki i przestępstwa władzy. Zazwyczaj ta prestiżowa organizacja zajmuje się jednak masowymi prześladowaniami, między innymi Tybetańczyków przez reżim chiński, albo bezpardonowym dławieniem opozycji przez juntę birmańską. AI, zwracając uwagę na postępowanie policji w dużym mieście modelowego państwa demokratycznego, zszokowała niektóre kręgi opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych.
Tymczasem większość nowojorczyków nadal z uznaniem traktuje sposób działania policji w ich mieście. Ich zdaniem, funkcjonariusze przywrócili im wiarę w możliwość egzekwowania prawa, zaprowadzenia ładu i zapewnienia bezpieczeństwa. W mroki niepamięci stopniowo odchodzi obraz Nowego Jorku jako siedliska zła i bezprawia, bezkarnie szerzących się za sprawą gangów bandytów różnej maści. Dziś - choć nie polecają tego przewodniki - można się udać na nocny spacer alejkami Parku Centralnego. Równie bezpieczna jest przejażdżka metrem w godzinach nocnych. Jeszcze kilka lat temu, słysząc, że ktoś ma ochotę na takie ,,fanaberie", wymownie popukano by się w czoło.
Widok policjanta budzi dziś w Nowym Jorku respekt. Jeszcze na początku lat 90. samo pojawienie się stróżów prawa prowokowało uśmieszki, a nawet niestosowne komentarze bezkarnych wyrostków. Poważanie dla sił porządkowych mają również demonstranci. Miarą skuteczności i miru, jaki budzi NYPD, była między innymi wrześniowa wielotysięczna manifestacja ,,niebieskich kołnierzyków" na ulicach wokół Central Parku. Domagali się oni wyższych wynagrodzeń i odwołania planowanych zwolnień. Gromady ślusarzy, spawaczy, hydraulików i mechaników, karnie i bez ekscesów przemaszerowały wyznaczoną trasą. Z ruchu wyłączono tylko dwa pasy. Samochody mogły normalnie, choć nieco wolniej przejeżdżać. Przemarsz ubezpieczały policyjne oddziały, wyposażone w broń, kajdanki i paralizatory. Niektórzy funkcjonariusze pilnowali porządku na koniach. Dzięki takiej organizacji oraz dyscyplinie niewielu z dość licznej grupy gapiów wymyślało protestującym. Przybyszowi z Warszawy nieodparcie nasuwa się porównanie z obrazem polskiej stolicy, regularnie paraliżowanej przez kolejne demonstracje i ,,marsze głodowe".
Za zbawcę Nowego Jorku uchodzi Rudolph Giuliani. W 1993 r. objął on urząd burmistrza tej gigantycznej me- tropolii, liczącej oficjalnie 7,5 mln mieszkańców (uwzględniając przyległe miejscowości i nielegalnych imigrantów jest ich jednak więcej). Były federalny prokurator bez trudu pokonał w wyborczych szrankach czarnoskórego polityka Davida Dinkinsa, który wcześniej sprawował tę funkcję. Dinkins, zaliczany do zagorzałych zwolenników politycznej poprawności, doprowadził miasto do stanu zapaści. Nowy Jork stał się nie sterowalnym molochem, a przestępczość biła tam rekordy. Pojawiło się zapotrzebowanie na silnego człowieka, swego rodzaju bezkompromisowego ,,szeryfa", tępiącego występek tak jak pozytywni bohaterowie westernów.
Giuliani ograniczył rozdęte programy społeczne i zainwestował w siły policyjne. Zainicjował szeroko zakrojoną akcję ,,Zero tolerancji". Na fali sukcesu w 1997 r. znowu wygrał wyścig do ratusza. Po czterech latach jego rządów o połowę zmalała liczba napadów z bronią w ręku, o 60 proc. zmniejszył się odsetek mordów. Nowojorczycy odetchnęli. Następnym sprawdzianem popularności kontrowersyjnego burmistrza będą przyszłoroczne wybory do Senatu. W walce o mandat do izby wyższej Kongresu Giuliani zmierzy się z Hillary Clinton, małżonką aktualnego prezydenta USA. Pobieżna sonda wśród znajomych i przyjaciół mieszkających w Nowym Jorku pokazuje, że szanse obojga kandydatów zdają się być dziś wyrównane. Większe pieniądze i zręczne działania Giulianiego sprawiły, że NYPD jest teraz najliczniejszym policyjnym wydziałem w USA, rozrzuconym w 77 obwodach. Armia policjantów liczy ponad 32 tys. osób, w tym 4600 kobiet. Stróże prawa nie mogą narzekać na słabe uzbrojenie i brak środków technicznych. Efektywną pracę na pewno ułatwiają im także setki nowoczesnych pojazdów. Aż 1500 policyjnych wozów nie jest oznakowanych. Często dotkliwie (finansowo) przekonują się o tym piraci drogowi. Na wspaniałych amerykańskich autostradach, które w Polakach budziłyby wyścigowe ambicje, nie ma ich jednak wielu. Ci, którzy zdecydują się na niebezpieczną dla innych jazdę, prędzej czy później zostaną ukarani co najmniej grzywną. Policjanci błyskawicznie reagują też na sygnały spokojnych kierowców zaniepokojonych czyjąś szaleńczą jazdą. Napisy na nowojorskich szosach zachęcają: ,,Report aggressive drivers" (,,Informuj o agresywnych kierowcach"). Sytuację na drogach, także podczas demonstracji, obserwują ponadto załogi policyjnych helikopterów. Prawdziwym postrachem bandytów są członkowie Emergency Services Unit (jednostki zajmującej się nadzwyczajnymi przypadkami). Ta elitarna formacja składa się z 400 funkcjonariuszy potrafiących się posługiwać wszelkiego rodzaju bronią i wyśmienicie wyszkolonych w technikach taktycznych. O sprawności tych ,,supergliniarzy" nie raz przekonali się na własnej skórze członkowie mafii włoskiej, rosyjskiej czy latynoskiej oraz innych odłamów zorganizowanej przestępczości. Komisarz Howard Safir twierdzi, że trzeba być stanowczym, lecz główna dewiza jego oraz jego podwładnych brzmi: ,,kurtuazja, profesjonalizm i szacunek".
Policyjne uprawnienia budzą jednak zastrzeżenia nie tylko Amnesty International. Część nowojorczyków, głównie niemile wspominających własną konfrontację ze stróżami prawa, również uważa, że te pełnomocnictwa są nadmierne. Wiadomo, że policjant, który złamał prawo, może liczyć na wyrozumiałość Temidy. Gdy kwestionowana jest zasadność, legalizm i zakres interwencji, może milczeć przez 48 godzin. W tym czasie ma okazję dokładnie ustalić treść zeznań z adwokatami. Jednocześnie stale rośnie wysokość odszkodowań, jakie miasto musi wypłacać osobom pokrzywdzonym w trakcie interwencji.
Bezkompromisowa postawa Rudolpha Giulianiego, swoista ,,pacyfikacja" grup przestępczych była też na rękę biznesowi. Nowy Jork, który pod koniec lat 80. powoli, lecz systematycznie przekształcał się w pustynię inwestycyjną, znów cieszy się zaufaniem dużego kapitału. Zwraca na to uwagę na przykład Jan Jaroszewicz, długoletni pracownik wielkiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs na Wall Street. Podobną opinię wygłasza Ryszard Klemm, odpowiadający między innymi za kwestie ekonomiczne w polskim konsulacie w Nowym Jorku. Według Klemma, nowojorska koniunktura nie jest zagrożona. Wskazuje na to nie tylko ogólnie pomyślna sytuacja gospodarcza USA, ale i ugruntowująca się dobra reputacja miasta w kołach międzynarodowego biznesu.
Pod koniec lata Rudolph Giuliani i podległe mu oddziały policyjne znowu zyskują poklask. Tym razem dzięki bardzo specyficznej misji stróżów prawa. Używając śmigłowców i jeepów, pomagają oni rozpylać środki owadobójcze, mające unieszkodliwić groźny gatunek komarów. Ukąszenia tych insektów, dotychczas nie rozmnażających się w Nowym Jorku tak bardzo, od początku września zdążyły wywołać zapalenie opon mózgowych u 80 osób.

Okładka tygodnika WPROST: 41/1999
Więcej możesz przeczytać w 41/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0