Balcerowicz musi odejść

Balcerowicz musi odejść

Wie pan, panie Januszu, przed wojną polscy policjanci bili mnie po jądrach za to, że byłem komunistą
Po latach doszedłem do wniosku, że mieli rację". Takie oto wyznanie ojca Adama Michnika przytoczył w rozmowie z dziennikarzami "Życia" słynny Janusz Szpotański. Cykl zamieszczanych w sobotnim wydaniu "Życia" rozmów - autorstwa Cezarego Michalskiego i Macieja Nowickiego - z głównym wrogiem Władysława Gomułki to jedna z najciekawszych analiz najnowszej historii. Jestem przeciwnikiem bicia kogokolwiek nawet po pupie, gdyż przemoc fizyczna jest dowodem bezsiły stosującego ją. Tak naprawdę przemoc ta poniża nie osobę bitą, lecz bijącego. Cóż, kiedy ofiara bicia antykoncepcyjnego w wydaniu przedwojennych policjantów uważa, że mieli rację jego oprawcy. Bicie po jądrach wydaje się dziś niezwykle humanitarną formą represji w porównaniu z biciem po głowie stosowanym masowo przez reżim komunistyczny zwłaszcza w okresie stalinizmu. Gdyby w Rosji sowieckiej, a także w PRL, bili tak jak przedwojenni policjanci, nie byłoby takich problemów z transformacją ustrojową, z reformami przerastającymi niekiedy możliwości intelektualne polityków opozycji i nie tylko. Oto Marian Piłka, prezes ZChN, pisze list do premiera pod hasłem "Balcerowicz musi odejść", co tylko potwierdza, że bicie po głowie w czasach PRL przynosi gorsze skutki niż bicie przez granatowych przed wojną. To przedwojenne bicie jest także bardziej humanitarne z tego powodu, że zmusza do wysiłku głowę. W Polsce najgłośniej hasło "Balcerowicz musi odejść" wykrzykują ci politycy, przywódcy związkowi i te grupy zawodowe, które już dawno powinny odejść z życia politycznego i gospodarczego lub co, niestety, wymaga wysiłku umysłowego, powinny się zreformować zgodnie z wymogami gospodarki rynkowej. Balcerowicz musi odejść - to prawda, musi odejść od troglodytów politycznych i gospodarczych, wrzaskliwych i agresywnych, lecz na szczęście coraz mniej licznych. Balcerowicz musi odejść z ponad 60 proc. Polaków, którym bicie po głowie w czasach PRL nie zaszkodziło tak jak obecnej opozycji. Otóż te bez mała 60 proc. chce niższych podatków i zlikwidowania ulg, czyli tego, co stanowi istotę reformy podatkowej Leszka Balcerowicza. Oni wiedzą, że ich poziom życia zależy od ich pracy, a nie od redystrybucyjnej funkcji państwa, a więc od dotacji, ulg i zapomóg ("Podatkowa kontrrewolucja"). Nie znaczy to jednak, że państwo może być zwolnione od pomocy tym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji nie z własnej winy. Czy można jednak pomagać tym, którzy wykorzystując niepełnosprawnych, osiągnęli nieuczciwe zyski, o czym piszą autorzy "VATgate"? Muszą odejść z Balcerowiczem ci młodzi ludzie, którzy skazując się na ogromne wyrzeczenia, wykorzystali możliwości stypendialne, studiując na Zachodzie. To nowa wspaniała grupa młodych Polaków. Przywiozą oni do Polski dobra najcenniejsze: wiedzę, wysoką kulturę pracy i przekonanie, że cele życiowe to są marzenia z datą realizacji. "Stypendium życia", wspólna akcja Radia Zet i tygodnika "Wprost", to oferta dla tych młodych ludzi, którzy zamiast chodzić w demonstracjach po ulicach Warszawy, wolą demonstrować wolę osiągnięcia sukcesu, ciężko pracując w czasie studiów. Pieniądze szczęścia nie dają, lecz są niezbędne, by dać nam zdrowie. A cóż warte jest szczęście, jeśli nie mamy zdrowia. Pieniądze zatem to najlepsze lekarstwo dla służby zdrowia, o czym przekonują nas autorzy "Terapii rynkowej". Uciążliwe zaparcie, które tak męczyło pracowników służby zdrowia, ustępuje procesowi racjonalizacji usług medycznych, racjonalizacji, którą wymusza przekształcenie państwowej służby zdrowia w prywatne przychodnie, szpitale, ambulatoria. PRL w służbie zdrowia dogorywa i wszystko wskazuje, że niewielu już myśli o reanimacji bezpłatnej, czyli płatnej inaczej, służby zdrowia. Jak tak dalej pójdzie, do odchodzących z Balcerowiczem dołączą już niedługo lekarze, tylko dokąd ma odejść dwie trzecie społeczeństwa? Jeżeli Balcerowicz musi odejść, to ci, którzy to mówią, już dawno powinni odjechać.
Okładka tygodnika WPROST: 42/1999
Więcej możesz przeczytać w 42/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0