Teka sapera

Teka sapera

Rozmowa z MARKIEM BIERNACKIM, ministrem spraw wewnętrznych i administracji
"Wprost": - To, co się ostatnio działo w MSWiA, mogłoby świadczyć, że to najgorsze z ministerstw. Czy w MSWiA zastał pan bagno?
Marek Biernacki: - To niezwykle skomplikowany problem. Ministerstwo jest bardzo rozbudowane. Zostało utworzone jako superresort przez polityka, który mienił się kanclerzem. Efekt jest taki, że MSWiA jako urząd funkcjonuje sprawnie, natomiast jako ministerstwo nie realizuje swych podstawowych zadań, czyli służby państwu. Problemem jest też to, że już od czasu pierwszego ministra, Leszka Millera, resort ten raczej zajmował się realizacją ambicji jego szefa, a nie wykonywaniem ustawowych zadań. Nie chcę być kanclerzem, lecz dobrym ministrem. Przede wszystkim muszą być efekty mojej pracy. Ministerstwo powinno działać sprawnie, według jasnej wizji. Trzeba stworzyć konkretny program bezpieczeństwa obywateli, który będzie realizowało nie tylko moje ministerstwo, ale cały aparat państwowy. To najważniejsze. Ale są również inne konkretne problemy wymagające szybkiego rozstrzygnięcia, chociażby dotyczące straży granicznej. Należy szybko zdecydować, czy przekształcać ją w formę urzędu imigracyjnego, czy też dać uprawnienia policyjne. Ważna jest ponadto sprawa Obrony Cywilnej Kraju i Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSWiA. Trzeba zdecydować, czy likwidujemy te jednostki, czy przekształcamy - wraz z obroną cywilną - w inną formację. Nie może być tak, że o ich likwidacji mówi się już od wielu lat, ale nie robi się nic konkretnego w tej sprawie. Na te i na inne ważne pytania chcę szybko dać konkretną odpowiedź.
- Wyjaśni pan publicznie, co się naprawdę działo w ministerstwie, a choćby to, czym się kierował pana tymczasowy poprzednik, Janusz Pałubicki?
- Najpierw muszę dokładnie poznać te sprawy. Dopiero przejmuję ministerstwo. Na razie afera goni aferę - najpierw była sprawa Gromu, potem pojawiła się kwestia wiceministra Budnika i problemy z systemami informatycznymi. Wiem, że kilka podobnych spraw, niestety, jeszcze mnie czeka.
- W ministerstwie nie wprowadzono wielu zapowiadanych rozwiązań, choćby centralnego rejestru pojazdów i nowych dowodów osobistych. Społeczeństwo fatalnie ocenia stan bezpieczeństwa, wojewodowie i starostowie ścierają się z sejmikami, w których rządzi opozycja. Jak chce pan to zmienić?
- Zdaję sobie sprawę, co mnie czeka, choć muszę, niestety, przyznać, że już po dwóch dniach pracy w MSWiA mam jeszcze bardziej pesymistyczny obraz tego resortu. To bezwzględnie należy zmienić. Mam nadzieję, że uda mi się rozbroić wszystkie miny i nowych afer nie będzie. Chcę, by zamiast tego był spokój i skuteczne działanie. Na razie jestem oszczędny w słowach i obietnicach. Zależy mi na tym, by oceniano mnie i pracę ministerstwa nie po tym, o czym się głośno mówi, ale po efektach.
- Miotła Janusza Pałubickiego, tymczasowego szefa MSWiA, wymiotła z ministerstwa dwóch wiceministrów, uznanych za ludzi Janusza Tomaszewskiego. Kogo wymiecie miotła Marka Biernackiego?


MSWiA jako urząd funkcjonuje sprawnie, natomiast jako ministerstwo nie realizuje swych podstawowych zadań, czyli służby państwu

- Miotła Marka Biernackiego będzie się kierowała tylko kryteriami merytorycznymi i moją wizją pracy ministerstwa. Chcę dobrać kompetentnych i - co niezwykle ważne - lojalnych współpracowników. Zdaję sobie sprawę, że w MSWiA pracują różni ludzie i wiadomo, że nie wszyscy są zadowoleni, że to ja zostałem nowym ministrem. Jestem więc przygotowany na różne niespodzianki z ich strony. Powtarzam jednak, że dla mnie jedną z najważniejszych zasad jest lojalność. Jeśli ktoś z moich podwładnych ją złamie, nie zawaham się zwolnić go z pracy - niezależnie od tego, kto go popiera.
- Objął pan stanowisko dające dużą władzę, ale też poddawane surowej ocenie społeczeństwa i opozycji. Czym premier przekonał pana, że warto podjąć to ryzyko?
- Premier zdawał sobie sprawę, że powierza mi trudne ministerstwo. Znał mnie jednak z prac nad ważnymi ustawami w sejmowych komisjach. Duże wrażenie zrobiła na nim przede wszystkim moja praca nad ustawą o ochronie informacji niejawnych, której uchwalenie było spektakularnym osiągnięciem. Musieliśmy ją przyjąć w bardzo krótkim terminie i to się udało. Premier ma swoją wizję kierowania państwem i cieszę się, że mieszczą się w niej tacy ludzie jak ja. Postaram się nie zawieść jego zaufania.
- Inne zdanie na pana temat ma Janusz Zemke, poseł SLD. Nazwał pana ostatnio BMW - bierny, mierny, ale wierny. Dlaczego politycy SLD tak pana nie lubią?
- Nie dziwię się wypowiedzi pana Zemke. Proszę sobie przypomnieć przegrane przez SdRP sprawy w sądzie, pieniądze, które musieli oddać skarbowi państwa. To była moja zasługa. Instytut Pamięci Narodowej, któremu od początku przeciwny był SLD, również powstał przy moim dużym udziale. To są konkretne efekty mojej pracy, a w ich świetle trudno nazywać mnie BMW. Moja praca w MSWiA będzie oceniona za mniej więcej trzy miesiące. Mam nadzieję, że jej efekty będą już wtedy widoczne .
- Czy jeśli nie uda się panu zreformować MSWiA, dotrzyma pan słowa i poda się do dymisji?
- Mówiłem o tym serio. Jeżeli się okaże, że w sprawach bezpieczeństwa nic nie drgnęło, to będzie oznaczało, iż trzeba szukać innych środków i innej osoby.
- Mówiąc o "nowym otwarciu", premier zapowiedział istotny wzrost nakładów na poprawę bezpieczeństwa. Tymczasem w projekcie budżetu na przyszły rok zaplanowano tylko trzyprocentowy wzrost wydatków na te cele. Jan Maria Rokita, szef sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji, mówi, że policja potrzebuje co najmniej 320 mln zł. Ma pan pomysł, skąd wziąć te pieniądze?
- Niestety, polski budżet wygląda tak jak wygląda. Jest to wypadkowa sytuacji gospodarczej państwa - sytuacji, niestety, kryzysowej. Lecz wiadomo też, że projekt budżetu zakłada niewielki, ale jednak wzrost nakładów na bezpieczeństwo. Przewidziano na przykład fundusze motywacyjne dla policjantów. Na pewno dziś ten budżet nie jest dla policji satysfakcjonujący, ale jeszcze nie było parlamentarnej dyskusji nad tym projektem, a poza tym będziemy szukać dodatkowych pieniędzy - poprzez współpracę z samorządami czy rezygnację ze służby konwojowej. Jest prawdą, że policja jest niedoinwestowana, lecz równocześnie funkcjonariusze muszą mieć świadomość, że o wiele łatwiej będzie o dofinansowanie, jeżeli będą efekty ich pracy. To jest zamknięte koło: policja potrzebuje pieniędzy, ale równocześnie, żeby je dostać, musi się czymś wykazać, musi być bardziej widoczna, skuteczniejsza. Jeśli tak się stanie, o wiele łatwiej będzie o fundusze. Podobnie jest w innych służbach, na przykład straży pożarnej czy granicznej. W tym roku batalia o budżet się kończy, ale już musimy rozpoczynać walkę o następny budżet. Najbliższy rok będzie bardzo ciężki, jednak musi być rokiem, w którym uda się odbić od dna. Myślę, że wtedy znajdzie się więcej pieniędzy.
- Już co najmniej od trzech lat dyskutuje się o powołaniu polskiego FBI, ogólnopolskiej służby kryminalnej. Kiedyś proponowano, by włączyć do niej część UOP, by nie dochodziło do dublowania działań. Kiedy powstanie polskie FBI?
- Jedna z propozycji rzeczywiście zakłada powołanie scentralizowanej policji krajowej. Powstałaby ona na bazie istniejących wydziałów do zwalczania przestępczości zorganizowanej, narkotyków i części tzw. PG. Najprawdopodobniej ta koncepcja zostanie zrealizowana, gdyż ma wielu zwolenników. Sam ją popieram. W żadnym wypadku nie ma jednak mowy o połączeniu takiej formacji z jednostkami Urzędu Ochrony Państwa. Urząd ma odrębną filozofię służby i inne cele.
- Na wyjaśnienie czeka sprawa zabójstwa gen. Marka Papały. Kiedy można liczyć na rozwikłanie tej zagadki? Przy okazji tego spektakularnego zabójstwa wyszło na jaw, jak wiele łączy świat przestępczy z biznesem i politykami. Czy Marek Biernacki wyda wojnę polskiej mafii, nawet gdyby okazało się, że w jej strukturach mogą być przedstawiciele jego zaplecza politycznego?
- Zawsze mówiłem, że sprawa zabójstwa gen. Papały jest priorytetowa. To sprawa honoru policji i jako minister to podtrzymuję. Uważam, że wszyscy są równi wobec prawa i zakładam, że nikt z mojego obozu politycznego nie współpracuje ze strukturami świata przestępczego. Ale gdyby się okazało, że nie mam racji, nikt nie może liczyć na pobłażliwość. To ważny problem. Moim zdaniem, w Polsce jeszcze nie ma mafii w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale twierdzę, że istnieje niebezpieczeństwo, iż w najbliższym czasie może powstać. Dlatego trzeba współdziałania wszystkich organów państwa i instytucji pozarządowych, by do tego nie dopuścić.
- Obejmuje pan stanowisko w niefortunnym momencie. Rząd ma słabe poparcie, w koalicji trwają personalne przepychanki, wielu polityków AWS i Unii Wolności formułuje postulaty zmiany rządu. Nie przeszkodzi to pana zamierzeniom?
- Zdaję sobie sprawę, w jakich warunkach zaczynam pracę. Przyjąłem propozycję, gdyż premierowi, którego szanuję, się nie odmawia. Koncentruję się przede wszystkim na pracy, chcę przynajmniej uporządkować sytuację w MSWiA. Wiem, że być może będę miał mało czasu. Mam jednak zamiar zbudować sprawną strukturę ministerstwa.
- Mówił pan, że nie jest BMW. Kim więc pan jest?
- Jestem Biernacki. ...Marek Biernacki.
Okładka tygodnika WPROST: 42/1999
Więcej możesz przeczytać w 42/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0