Pojedynek na media

Pojedynek na media

Nic nie jest w stanie zmusić polityka, aby stał się gościem programu publicystycznego, jeśli uzna, że nie przyniesie mu to znaczących korzyści
- Politycy niewątpliwie wykorzystują media, by walczyć z sobą, "sprzedając" niekiedy informacje, które nie mają pokrycia w rzeczywistości - zauważa Monika Olejnik, dziennikarka radiowej Trójki, prowadząca razem z Bogdanem Rymanowskim w telewizji TVN "Kropkę nad i".

Fałszywką okazały się m.in. rewelacje dotyczące wiceministra Bondaryka, a dziennikarze ponieśli koszty zbyt dużego zaufania do polityków. Dziennikarze kreują politykę, dostarczając faktom mniej lub bardziej wiarygodnych interpretacji. Dlaczego na przykład niektóre media, oprócz "Faktów", zwlekały kilka dni z relacją z wizyty prezydenta Kwaśniewskiego w Charkowie, chociaż materiały były już zmontowane? Korzystanie z mediów to jeden z bardziej skutecznych sposobów polemiki. Jakie są dowody na to, że premier Tomaszewski chciał obalić rząd? Czy gdyby się okazało, że tak nie było, odwróciłoby to bieg wypadków? Ostatnio w medialną walkę wdali się politycy ZChN, którzy zaatakowali premiera Balcerowicza, wiedząc, że i tak nie dojdzie do jego odwołania - opowiada Monika Olejnik.
- O ile kiedyś politycy traktowali media jak wroga, o tyle dziś traktują je jak instrument. Toczy się swego rodzaju gra i to od dziennikarza zależy, czy będzie z niej miał coś dla siebie - mówi Krzysztof Skowroński, dziennikarz Radia Zet. To w telewizji, a nie podczas zamkniętych obrad parlamentu, politycy formułują wyraziste i błyskotliwe poglądy. Mają też świadomość, że parę uwag nagle rzuconych w popularnym programie może skutecznie nadszarpnąć reputację przeciwnika. Telewizyjne potyczki stały się - według prof. Wiesława Godzica z Uniwersytetu Jagiellońskiego - "operą mydlaną dla mężczyzn".
Wyrazistym i efektownym medialnym pojedynkiem było starcie Janusza Pałubickiego i gen. Sławomira Petelickiego. Wcześniej natomiast konflikt między Januszem Tomaszewskim a Wiesławem Walendziakiem, zakończony odwołaniem tego ostatniego ze stanowiska szefa kancelarii premiera. Media odegrały też niebagatelną rolę w ocenie kompetencji i pozbawieniu Ryszarda Czarneckiego funkcji sekretarza Komitetu Integracji Europejskiej.
- Telewizja pełni funkcję katalizatora. Właściwie każdy polityk może być osobowością medialną i dobrym rozmówcą: albo jest tak pewny siebie, że może coś powiedzieć, albo tak słaby, że musi to powiedzieć - twierdzi Krzysztof Skowroński. Z drugiej strony, każdy może unikać wypowiedzi, jeśli akurat uzna, że publiczne wystąpienie nie przyniesie mu korzyści. Janusz Korwin-Mikke niekiedy ucina rozmowę krótkim, zdecydowanym "nie". Zamknięcie w sobie zdarza się także Lechowi Wałęsie, który na pytanie: "Co pan o tym myśli?" potrafi odpowiedzieć: "To, co myślę, to moja sprawa". Unikanie odpowiedzi stało się swego rodzaju znakiem firmowym Jana Olszewskiego, który sprawia wrażenie, że "wie bardzo dużo, ale niestety niewiele może powiedzieć". Sytuacja, w której ktoś odmawia odpowiedzi, jest już znaczącą informacją. Jacek Żakowski, gospodarz "Tok szoku", stara się to często wykorzystywać, pytając: "Dlaczego pan nie chce rozmawiać?". Niedawno w czasie rozmowy z Leszkiem Balcerowiczem powiedział: "Ale pan ściemnia", czym miał zmusić wicepremiera do wyraźnej odpowiedzi.
- Osoby z wyraźną osobowością są "wypłukiwane" z polityki. Co ciekawe, nie tylko u nas, ale i na Zachodzie kariery robią osoby przeciętne, bez znaków szczególnych - mówi Jacek Żakowski. Niekonfliktowość i trzymanie się złotego środka, przydatne przy zawieraniu politycznych sojuszy, traci jednak rację bytu w telewizji. Dlatego Joanna Wnuk-Nazarowa potrafi podczas programu chwycić za skrzypce i śpiewać góralskie piosenki, a Lech Wałęsa naśladować rechot żaby.
Co to znaczy, że politycy stali się bardziej medialni? To, że nie wykonują gwałtownych ruchów przed kamerą, aby nie posądzono ich o agresywność, nie pokazują się z nieodpowiedniego profilu i wiedzą, że niewłaściwa pozycja w fotelu może odebrać wiarygodność nawet najgłębszym przemyśleniom.Wiedzą także, że o powodzeniu w wyborach może niekiedy decydować kolor krawata, a dobrze dobrany garnitur może być symbolem władzy. Ale medialność oznacza dziś także umiejętność mówienia tego, czego się oczekuje, przestrzegania konwencji, unikania gwałtowności i dostosowania się do instrukcji producenta programu.
- O tym, że media mogą odgrywać decydującą rolę w wyborach politycznych, przekonała Polaków wygrana Aleksandra Kwaśniewskiego. Suma szczegółów stworzyła bardzo pozytywne telewizyjne wrażenie - mówi prof. Godzic. Trzeba pamiętać, że to właśnie Aleksander Kwaśniewski czekał z ogłoszeniem decyzji o podpisaniu ordynacji samorządowej do czasu wieczornych "Wiadomości". Prezydent uchodzi za osobę, która dobrze wie, co chce powiedzieć i konsekwentnie się tego trzyma. Także Lech Wałęsa podtrzymywał kontakty z mediami, co znalazło odzwierciedlenie w słowach skierowanych do dziennikarzy: "Przyszedłem do was, bo to wy tworzycie polityków, naświetlacie problemy, denerwujecie prezydenta". Słynne stało się też powiedzenie, że bardzo cenna będzie dla niego krytyka, o ile zostanie wyrażona o dwunastej w nocy, gdy większość telewidzów już śpi.
Zdaniem analityków mediów, większość polityków mówi jednak do nikogo, nie potrafiąc precyzyjnie określić adresata swojej wypowiedzi. Najbardziej skuteczne okazują się twierdzenia krótkie, potoczyste i dosadne, na przykład w wykonaniu Andrzeja Urbańczyka (SLD) lub Piotra Żaka (AWS), który "w dwóch, trzech zdaniach potrafi przytłoczyć swą logiką". Według komentatorów, medialnym grzechem polityków UW jest nadmierna szczerość w wyrażaniu swoich wątpliwości. Członkowie PSL mówią natomiast zbyt długo, omijając sedno, a część osób z prawicy - zbyt emocjonalnie, wychodząc z założenia, że wystarczy powiedzieć "patriotyzm" lub "ojczyzna", by wszystkich ogarnęło wzruszenie.
- Politycy wykorzystują telewizję do kreowania własnego wizerunku. Rzadko mówią to, co chciałby usłyszeć dziennikarz. Jeszcze rzadziej pragną o czymś poinformować widza - ocenia Dorota Gawryluk z "Politycznego graffiti", emitowanego w Polsacie. Często kontakt między dziennikarzem a politykiem jest pozorowany: prowadzący program patrzy w kartkę, a gość odpowiada na pytania, jednak nie na te, które zostały zadane.
Świadome tworzenie wiadomości przez wypowiedź lub gest zyskało nazwę news making , a za mistrza w kreowaniu faktów tego typu uchodzi papież. Fachowcy zauważają jednak, że coraz rzadziej programy z udziałem polityków można zaliczyć do informacyjnych. Niepostrzeżenie wkroczyły one w sferę rozrywki, przekształcając się z information w infotainment.
Okładka tygodnika WPROST: 43/1999
Więcej możesz przeczytać w 43/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0