Druga Europa

Druga Europa

"Patrząc na stan norweskiej gospodarki, nie należy się dziwić, że premier popadł w depresję" - napisał brytyjski dziennik "Financial Times" po tym, jak szef rządu Kjell Magne Bondevik rozchorował się i udał się na tygodniowy odpoczynek. Powodem jego fatalnego samopoczucia jest dramatyczne pogorszenie sytuacji ekonomicznej kraju, do którego dotarły negatywne skutki krachu finansowego w Azji i Rosji.
"Patrząc na stan norweskiej gospodarki, nie należy się dziwić, że premier popadł w depresję" - napisał brytyjski dziennik "Financial Times" po tym, jak szef rządu Kjell Magne Bondevik rozchorował się i udał się na tygodniowy odpoczynek. Powodem jego fatalnego samopoczucia jest dramatyczne pogorszenie sytuacji ekonomicznej kraju, do którego dotarły negatywne skutki krachu finansowego w Azji i Rosji. Norwegia, podobnie jak Szwajcaria i Islandia, szuka własnego miejsca na obrzeżach integrującej się Europy. Na wcześniejszą separację wpływ miała korzystna sytuacja gospodarcza. Dziś ich decyzja mogłaby być inna.
Norweska gospodarka jest mocno uzależniona od górnictwa naftowego - wpływy ze sprzedaży ropy stanowią 15 proc. jej PKB. W miarę spadku cen tego surowca zaczęły się kurczyć dochody budżetowe, wartość norweskiej waluty w stosunku do marki niemieckiej osiągnęła najniższy pułap od sześciu lat, indeks giełdy w Oslo obniżył się o ponad 20 proc., stopy procentowe podwoiły się w ciągu kilku miesięcy. Norweskie biuro statystyczne potwierdziło prognozę spadku PKB z 3,5 proc. w tym roku do 0,5 w 1999 r. - to najniższa wartość od ośmiu lat. Gdy w październiku ubiegłego roku chadecki premier przejmował władzę, złożył wiele obietnic. Przede wszystkim miała się poprawić sytuacja emerytów, studentów i rodzin wielodzietnych. Po roku urzędowania okazuje się, że żadnej z obietnic nie był w stanie spełnić. Nic dziwnego, że w obliczu kryzysu coraz więcej Norwegów z tęsknotą patrzy na Unię Europejską jako obszar względnej stabilizacji.
Cztery lata temu, gdy w referendum 52,2 proc. społeczeństwa odrzuciło możliwość integracji z Unią Europejską, sytuacja była diametralnie różna. Głosowanie przypadło na bardzo korzystny moment dla norweskiej gospodarki. W przeciwieństwie do Finlandii, która w tym samym czasie decydowała się na wstąpienie do unii. Podczas gdy zmęczeni przeciągającą się depresją gospodarczą Finowie szukali dla siebie szansy w integracji z UE, przeżywająca okres bardzo dobrej koniunktury Norwegia takiej potrzeby nie widziała. W 1994 r. sprzedaż ropy naftowej zapewniła jej rekordowe wpływy do państwowej kasy. Przy czym ówczesny socjaldemokratyczny rząd pani Gro Harlem Brundtland, prowadząc odpowiednią politykę fiskalną, zaprowadził dyscyplinę budżetową i trzymał na wodzy inflację. W okresie prosperity Norwegowie zapomnieli, że są tylko niewielkim trybem w globalnej maszynie ekonomicznej; nie jest on w stanie równo pracować, gdy cały mechanizm się dławi.
To było drugie "nie" Oslo dla Brukseli. W 1972 r. bowiem 52 proc. Norwegów zaprotestowało przeciwko integracji. Wśród eurosceptyków przeważali rybacy i rolnicy, którzy obawiali się, że na integracji po prostu stracą. Dla tych drugich członkostwo w UE oznaczałoby zgodę na podporządkowanie się wspólnej polityce rolnej, która wydaje się bardzo atrakcyjna dla ubogich rolników w Polsce czy na Węgrzech, lecz dla norweskich oznaczałaby znaczny spadek stopy życiowej. Dochody tamtejszych farmerów składają się w 76 proc. z dotacji. Tylko rolnicy szwajcarscy otrzymują wyższe subwencje. Z kolei rybacy bali się konieczności dopuszczenia unijnych kutrów na swoje bogate łowiska i w konsekwencji spadku dochodów. Tym, czym ropa jest dla Norwegii, dla Islandii są ryby. Z ich sprzedaży pochodzi tam 80 proc. wpływów z eksportu. Dochody z rybołówstwa stanowią czwartą część produktu krajowego brutto. "Dopóki w unii obowiązywać będzie takie ustawodawstwo dotyczące rybołówstwa, Islandia nie będzie brała pod uwagę wstąpienia do tej organizacji" - powiedział premier Islandii David Oddsson w wywiadzie dla "Financial Times".
Oddsson zdaje sobie sprawę, że silne uzależnienie budżetu od wpływów z jednego źródła jest na dalszą metę niekorzystne. Myśli więc o rozwinięciu innych gałęzi przemysłu i usług. Jego plany zmierzają nawet do stworzenia w Islandii raju podatkowego. Szef islandzkiego rządu przewiduje, że w miarę jak państwa Unii Europejskiej będą harmonizować podatki i przepisy bankowe, na atrakcyjności będzie tracił Luksemburg, który dziś przyciąga ciułaczy z całej Europy bezwzględną tajemnicą bankową czy korzystniejszymi stopami procentowymi. Wkrótce klienci luksemburskich banków zaczną się oglądać za lepszymi miejscami na lokatę swoich oszczędności. Na razie w Reykjaviku działają ledwie cztery banki komercyjne (w Luksemburgu - ponad 100), więc na powstanie europejskiego centrum finansowego trzeba będzie trochę poczekać.


Izolacja trójki "separatystów" od reszty Europy nie uchroni ich od problemów kontynentu

Islandia ma jednak sporo do zaoferowania, przede wszystkim niskie koszty produkcji, co głównie wynika z posiadania źródeł taniej energii geotermicznej i korzystnych porozumień handlowych zarówno z unią, jak i USA oraz Kanadą. Rząd systematycznie obniża podatek od przedsiębiorstw. Jeszcze pięć lat temu wynosił 50 proc., obecnie - 30 proc. Dzięki temu udało się przyciągnąć inwestorów amerykańskich i kanadyjskich. Kilka firm z USA zainwestowało w zakłady przetwarzające importowane z Ameryki drewno, które jest następnie sprzedawane na rynkach zachodnioeuropejskich. Do inwestycji przymierzają się też producenci papieru.
Islandia chce być pomostem między Europą i Ameryką. Podobnie jak Szwajcaria, Norwegia i Lichtenstein, jest członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA) i stara się o przyjęcie do tej organizacji Kanady. Premier Oddsson uważa, że przynależność państwa z kontynentu amerykańskiego do europejskiej organizacji byłaby modelowym rozwiązaniem dla innych transatlantyckich porozumień. Islandia stałaby się wówczas bramą do Unii Europejskiej.
Gdy w 1992 r. Szwajcarzy odrzucili członkostwo w Europejskim Obszarze Gospodarczym, zamknęli sobie tym samym drzwi do ewentualnej integracji z Unią Europejską. Od tego czasu tamtejsza gospodarka ma jedne z najsłabszych wyników w Europie Zachodniej. Według danych szwajcarskiego Związku Producentów Maszyn, nieprzystąpienie do Europejskie- go Obszaru Gospodarczego przyniosło tej branży ok. 1 mld franków strat rocznie, głównie z powodu kosztownych formalności celnych. Po 1992 r. pracę w przemyśle maszynowym straciło 70 tys. osób, zmalała wartość zagranicznych inwestycji. Linie lotnicze Swissair, które nie mogą uczestniczyć w liberalizacji przestrzeni powietrznej, tracą na izolacji 200 mln franków w ciągu roku. Szwajcarskie banki i fabryki farmaceutyków mają trudności z zatrudnieniem wykwalifikowanych zagranicznych pracowników i z zalegalizowaniem pracy krajowych specjalistów w swoich oddziałach na terenie UE.
Ekonomiści ostrzegają, że w miarę rozszerzania się kryzysu gospodarczego na świecie, jego dotkliwe skutki zaczną odczuwać także firmy spod Alp. Zwłaszcza że od 1990 r. systematycznie pogarsza się stan tamtejszych finansów. W tym roku deficyt budżetowy osiągnie 3,5 proc. (wynik ten eliminowałby Szwajcarów z grupy państw, które mogą wprowadzić wspólną walutę).
Spośród trójki "separatystów" najbardziej w Szwajcarii odżyły prounijne dążenia. W ubiegłym tygodniu w obradach Konferencji Europejskiej - forum współpracy między UE a państwami starającymi się o członkostwo - po raz pierwszy uczestniczył przedstawiciel Berna. Szwajcaria jest bowiem najbardziej uzależniona od unijnej gospodarki. Dwie trzecie jej obrotów handlowych odbywa się z UE. Już w 1972 Szwajcarzy podpisali z Brukselą porozumienie o swobodnym przepływie towarów. Po niepowodzeniu referendum, rząd stara się wynegocjować z unią dwustronne porozumienie, które otworzyłoby temu krajowi swobodny dostęp do wspólnego rynku bez granic. Do pokonania pozostała jedna z ostatnich przeszkód na drodze do porozumienia - uzgodnienie wysokości opłat, jakie muszą wnosić unijni przewoźnicy za przejazd przez Alpy. Negocjacje dowiodły, że na powodzeniu rozmów zależy bardziej Szwajcarom niż Brukseli. Obecna sytuacja jest uciążliwa zwłaszcza dla młodych i mobilnych, którzy robią międzynarodową karierę. Na co dzień zmagają się z różnymi uciążliwościami, począwszy od stania na lotniskach w kolejce dla osób nie będących obywatelami UE, a skończywszy na załatwianiu pozwoleń na pracę za granicą.
Podczas dyskusji na szalę rzucane są nie tylko argumenty ekonomiczne. Były szwajcarski dyplomata Edou- ard Brunner twierdzi, że wobec współczesnych problemów, takich jak przestępczość zorganizowana czy międzynarodowy terroryzm, czas najwyższy zrewidować swoje przywiązanie do idei neutralności. Według Brunnera, najskuteczniejszą obroną przed tymi zagrożeniami jest integracja z UE, a nawet członkostwo w NATO. W tej ostatniej kwestii nastąpiło już zbliżenie - w 1996 r. Szwajcaria przystąpiła do programu Partnerstwo dla Pokoju. "Ludzie zdają sobie sprawę, że izolacja od reszty Europy nie uchroni nas od jej problemów" - twierdzi Brunner.
Na szwajcarskich i norweskich politykach piętno wycisnęły przegrane referenda. Nawet gdy ostatnie sondaże wskazują, że większość społeczeństwa opowiada się za przystąpieniem do UE (w ostatnim 55 proc. ankietowanych), liczba euroentuzjastów nigdy nie jest na tyle duża, aby odważyć się na rozpisanie kolejnego referendum. Na razie polityka rządów wspomnianych krajów opiera się na lawirowaniu pomiędzy niezależnością a bliskimi związkami gospodarczymi z Zachodem.
Kolejny slalom zapowiada się po wprowadzeniu 1 stycznia 1999 r. przez jedenaście państw UE wspólnej waluty. Przewiduje się, że ze względu na większą stabilność strefy euro potencjalni inwestorzy zamierzający lokować kapitał w Europie Zachodniej będą preferować państwa, które wprowadziły wspólny pieniądz. Z drugiej strony - Norwegia, Szwajcaria i Islandia mogą przyciągnąć inwestorów szukających stabilnego kraju zachodniego, nie należącego do strefy euro. Teraz wielu z nich lokuje kapitał w państwach Europy Środkowej i Wschodniej. Wkrótce i one staną się członkami Unii Europejskiej, a wiele już teraz deklaruje chęć wprowadzenia wspólnej waluty.


Okładka tygodnika WPROST: 42/1998
Więcej możesz przeczytać w 42/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0