Układ warszawski

Układ warszawski

Dodano:   /  Zmieniono: 
- Miasto rozwija się błyskawicznie, dla inwestorów jest jednym z naj- atrakcyjniejszych miejsc w środkowej Europie - twierdzą radni rządzącej Warszawą koalicji UW-SLD. - To jeden z najgorszych momentów w dziejach stolicy - przekonuje opozycyjna AWS. Obecne władze Warszawy cieszą się z "cudu gospodarczego" ostatniego dziesięciolecia. Według rankingów i wyliczeń statystycznych, miasto przyciągało inwestorów skuteczniej niż Praga i Budapeszt. Stopa bezrobocia wynosi zaledwie 2,4 proc. - jest więc dwukrotnie niższa od średniej europejskiej i czterokrotnie niższa od średniej krajowej. Warszawiacy nieźle zarabiają. Pensje są o 60 proc. wyższe niż średnie wynagrodzenie w kraju. Liczba zarejestrowanych aut w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest podobna jak w Berlinie i Paryżu.
Warszawa postawiła bowiem na wykorzystanie swego potencjału intelektualnego - dobrego szkolnictwa i dużej liczby fachowców, często ściągniętych z innych miast i regionów. Miasto przyciągnęło też drobny handel, przede wszystkim firmy "walizkowe" nie tylko z Polski, ale i niemal z całego terytorium byłego ZSRR, Chin i Wietnamu.
W okresie, kiedy trzeba było zgromadzić dostateczne środki na przyszły rozwój, miasto zdobyło je praktycznie bez inwestowania. Dobre wyniki finansowe osiąga zresztą także dziś. - Dramat polega na tym, że ten sukces obraca się przeciw Warszawie. Czas dojazdu do pracy wydłużył się dwukrotnie: centrum stolicy, gdzie znajduje się 70 proc. miejsc pracy, jest coraz bardziej zakorkowane. "Walizkowy" biznes spowodował też większe zagrożenia przestępczością. W Warszawie nie brakuje miejsc na nowe stragany, nie ma natomiast biur o wysokim standardzie - mówi Lech Isakiewicz, marszałek Warszawskiego Sejmiku Samorządowego.
Warszawa ciągle ma szanse, by się stać europejską metropolią o znaczeniu ponadregionalnym. Nie będzie to jednak możliwe bez zainwestowania znacznych sum w drogi, komunikację zbiorową i infrastrukturę techniczną. Problem polega na tym, że inwestycje te często nie zależą od woli zarządu miasta. W większości wypadków konkretne decyzje muszą być poprzedzone długotrwałymi negocjacjami z innymi władzami samorządowymi działającymi w stolicy, a więc radami jedenastu gmin miejskich i radami siedmiu dzielnic gminy Centrum. W wypadku konfliktu interesów między tymi podmiotami każda, nawet najlepsza inicjatywa może zostać udaremniona. Sejm chciał uprościć system zarządzania stolicą - jego wysiłki storpedował jednak prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Obecne władze miasta obciąża się za wszystko: korki, pękające rury, wysokie ceny, brak dostatecznej liczby biurowców, brzydotę parceli położonych w centralnych punktach miasta oraz nachalność miejscowych kloszardów i terror przestępców. Kłopoty Warszawy cieszą tymczasem władze Pragi i Budapesztu. Liczą one, że dziwaczny - z ich punktu widzenia - ustrój Warszawy, dublowanie kompetencji przez gminy, miasto jako całość oraz wojewodę, a także komplikacje przy powoływaniu nowego zarządu po wyborach samorządowych nie pozwolą szybko przyjąć planów rozwoju i przystąpić do strategicznych inwestycji. Konkurentom odpowiadałoby, jeśli nie zredukowanie polskiej stolicy do roli "przedmieścia Berlina", to przynajmniej ograniczenie do roli centrum drobnego i średniego biznesu.
Tymczasem kłopoty z czytelnym zarządzaniem metropolią sprawiły, że Warszawa straciła swoją pierwszą pozycję w rankingu miast najbardziej atrakcyjnych dla inwestorów. Według opracowania Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, wyprzedzają ją Gdańsk, Katowice, Kraków oraz Poznań. Warszawa inwestuje za mało w stosunku do posiadanego potencjału: gmina Centrum przeznacza na przykład na inwestycje tylko 15 proc. budżetu (choć jest to budżet znacznie większy niż aktywa innych polskich metropolii), blokując pokaźne środki na kontach bankowych. - Inwestycje dobrze przygotowane i szybko zrealizowane równie szybko się zwracają. Pieniądze wydane z opóźnieniem tracą na wartości - uważa Jerzy Urbaniak, prezes warszawskiej Regionalnej Izby Obrachunkowej. - W Centrum panuje mylne przekonanie, że na lokatach bankowych można zarobić. Gdyby tak było, banki poszłyby z torbami.
Trzymanie się takiej strategii powoduje, że choć władze Warszawy mają dość pieniędzy, budowa kilkunastokilometrowego odcinka metra z Kabat do Centrum trwała aż 18 lat. Efektem oszczędności czynionych kosztem modernizacji sieci wodociągowej - pamiętającej XIX w. i swego twórcę Williama Lindleya - są potężne awarie: dwa miesiące temu wyciek z pękniętej rury zniszczył linię kolejową, paraliżując komunikację ze stolicą na dwa dni. Miesiąc temu wyciek zalał centrum Warszawy, powodując straty liczone w setkach tysięcy złotych. Przez ostatnie dziesięć lat nie zbudowano żadnego mostu: mieszkańcy prawobrzeżnych osiedli tracą godziny w korkach na istniejących przeprawach. Ostatnie poważne inwestycje drogowe zakończono trzydzieści lat temu, jeszcze w czasach Edwarda Gierka. Warszawa nie ma obwodnicy, a budowa autostrady i nowych tras wewnątrzmiejskich stale powoduje protesty mieszkańców i urzędników warszawskich gmin.


Stolica Polski ma szanse stać się europejską metropolią o znaczeniu ponadregionalnym

Urzędnicy dzielnicy Śródmieście przez lata starali się - z dużym powodzeniem - wywindować ceny powierzchni biurowych w centrum miasta, przekazując na te cele zbyt mało budynków. W efekcie ceny biur w Warszawie są porównywalne z cenami w Paryżu. Inwestorzy znaleźli jednak sposób na obejście przepisów i polityki władz dzielnicy: wykupywali plajtujące przedsiębiorstwa i zakłady pracy, adaptując je na biura. Działo się to często na granicy prawa, nie wiązało z inwestowaniem w drogi dojazdowe i parkingi. Nie przejmowano się prawem budowlanym - nawet urzędnicy gminy Warszawa Włochy, jak wynika z raportu NIK, rozbudowali swoją siedzibę (tzw. ratusz) bez odpowiednich pozwoleń, czyli nielegalnie.
- Największym problemem Warszawy są właśnie nieruchomości. To zbrodnia, że w latach 90. nie przeprowadzono reprywatyzacji. Stan prawny wielu budynków w mieście jest niejasny, każdy inwestor musi się liczyć z ewentualnymi protestami byłych właścicieli - mówi Julia Pitera (AWS), stołeczna radna. Niejasne prawo wymusza z kolei na wszystkich chętnych do inwestowania stosowanie rozwiązań prowizorycznych. - Budujący w Warszawie, w rzeczywistości wcale nie są zainteresowani nabyciem pełnych praw własności. Większość gruntów pod biurowce trafia drogą przetargu w "wieczyste użytkowanie" - tłumaczy Paweł Bujalski, wiceprezydent Warszawy. - Warszawie brakuje natomiast fundamentalnej rzeczy: całościowego i usystematyzowanego planu zabudowy i rozwoju miasta.
Kłopot polega na tym, że nie wiadomo, kto taki plan miałby opracować i wdrożyć w życie. Strukturę zarządzania stolicą skomplikowano do absurdu. Rada Warszawy żyje ze składek kilku gmin miejskich. Ponadto aglomeracja warszawska składa się de facto z innych gmin, w żaden sposób nie podporządkowanych Radzie Warszawy, takich jak Pruszków, Piaseczno, Otwock. Rozmaite władze samorządowe dbają przede wszystkim o interesy mieszkańców swoich gmin, dzielnic i miasteczek. Unikają przy tym łożenia na utrzymanie komunikacji miejskiej, metra, inwestowanie w drogi o znaczeniu ogólnomiejskim, mosty, oczyszczalnie ścieków, ciepłownictwo i utylizację śmieci.
Gminy nie potrafiły się dogadać w sprawach tak fundamentalnych jak restrukturyzacja komunalnych przedsiębiorstw: ciepłowniczego, oczyszczania miasta, wodociągów i komunikacji miejskiej. Negocjowany przez lata projekt powołania tzw. związków, czyli firm odpowiedzialnych za konkretne zadania, ostatecznie storpedowały Bielany i Włochy. W efekcie każde z komunalnych przedsiębiorstw do dzisiaj działa według schematów, jakie obowiązywały jeszcze w PRL.
Warszawa może się za to poszczycić największą pośród miast europejskich liczbą radnych: w rozmaitych ciałach samorządowych miasta jest ich 659. Na utrzymanie takiej armii radnych wydaje się z budżetu miasta 80 mln zł rocznie, czyli tyle, ile będzie potrzeba na zbudowanie Mostu Świętokrzyskiego. A radnych będzie jeszcze więcej, gdyż spór o kształt ustroju stolicy między rządem a prezydentem Kwaśniewskim doprowadził do tego, że Warszawie przybędzie dodatkowy urząd - starosty, a także nowa rada - powiatowa. - Nie ma jednak mowy o tym, by Warszawa przestała się rozwijać - przekonuje Paweł Bujalski. - Pozostaje tylko pytanie, jak ma to robić najefektywniej.
Wygląda na to, że problemy rozwiążą sami mieszkańcy, wybierając tzw. wariant amerykański. Kłopoty komunikacyjne i braki w infrastrukturze spowodują, że ambitni i bogatsi warszawiacy będą się wyprowadzać do okolicznych miast i miasteczek - daleko od centrum. Peryferyjna gmina Warszawa Białołęka zachęca do osiedlania się na swoim terenie, inwestując w infrastrukturę proporcjonalnie trzy razy więcej niż Warszawa Centrum. Podobnie jest w innych podwarszawskich gminach. Również biznes wybiera peryferie stolicy: Radzymin, Otwock i Piaseczno. Jeśli te tendencje się utrzymają, za kilkanaście lat aglomeracja warszawska będzie przypominać waszyngtońską: w centrum pozostaną urzędy, drogie hotele i siedziby największych korporacji. Wokół Śródmieścia będą natomiast zamieszkiwać najubożsi, których nie będzie stać na wyprowadzkę na obrzeża
Marcin Święcicki, prezydent Warszawy, wierzy jednak, że miasto zachowa swój europejski i uniwersalny charakter: centrum nie będzie martwe, jak w Waszyngtonie, lecz raczej będzie przypominać Londyn, Paryż, Pragę, a nawet Nowy Jork, w którym wieżowce harmonijnie przenikają się z niższą zabudową, a życie towarzyskie i kulturalne pulsuje od okolic Central Parku, przez Brooklyn, po malownicze Soho.


Więcej możesz przeczytać w 41/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0