Więcej rynku!

Więcej rynku!

Jak przeciwdziałać globalnym kryzysom gospodarczym?
Kryzys dewaluacyjny w Rosji, podobnie jak wcześniejszy krach w Meksyku i w krajach azjatyckich, stał się impulsem do dyskusji, jak zapobiegać tego typu sytuacjom i jak na nie reagować. Kryzys rosyjski po raz kolejny unaocznił znaczenie zdrowej polityki gospodarczej, stabilności politycznej, przejrzystości systemu prawnego i standardów informacyjnych, wzajemnej zgodności stosowanych instrumentów, a także znaczenia publicznych zachowań i wypowiedzi polityków. W warunkach rosnącej globalizacji wszystkie te parametry poddawane są prędzej czy później weryfikacji ze strony rynków finansowych. Kryteria oceny są przy tym znacznie surowsze w stosunku do tzw. wschodzących rynków niż w stosunku do krajów wysoko rozwiniętych. Nie jest prawdą, że kraj może się stać ofiarą kryzysu przez czysty przypadek. Wszystkie gospodarki, które przeżyły kryzys dewaluacyjny w ostatnich latach, miały wystarczające ku temu podstawy, leżące na przykład w sferze finansów publicznych, słabościach sektora bankowego lub sektora przedsiębiorstw. Wpływ czynnika zewnętrznego mógł co najwyżej przyspieszyć wystąpienie trudności.
Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na kilka czynników, które mogą decydować o wystąpieniu kryzysu.

Po pierwsze, trudno przecenić znaczenie zdrowszych finansów publicznych. Najlepszy budżet to budżet w pełni zbilansowany. W krajach przekształcających swoją gospodarkę nawet niewielki deficyt budżetowy może być trudny do nieinflacyjnego sfinansowania. Dzieje się tak za sprawą ograniczonego zaufania do krajowego pieniądza i niedorozwoju lokalnego rynku finansowego. Inwestorzy zewnętrzni natomiast, jak pokazało doświadczenie Meksyku, Rosji i Ukrainy, bardzo łatwo poddają się zmianom nastrojów. W rezultacie kraj o dużym krótkookresowym zadłużeniu publicznym i niezrównoważonym budżecie (nawet jeśli deficyt wynosi zaledwie kilka procent PKB, a zadłużenie ogółem pozostaje na umiarkowanym poziomie) bardzo szybko może się stać faktycznym bankrutem.

Po drugie, stały lub kontrolowany kurs walutowy może być użytecznym narzędziem w zwalczaniu inflacji (pełniąc funkcję tzw. kotwicy antyinflacyjnej), ale jedynie wówczas, gdy towarzyszy mu twarda polityka fiskalna, a bank centralny posiada dostateczne rezerwy walutowe na pokrycie swej bazy monetarnej. W przeciwnym razie zadeklarowany kurs walutowy może się stać łatwym obiektem ataku spekulacyjnego.

Po trzecie, kolejny raz okazało się, że stabilność makroekonomiczna w dużym stopniu zależy od postępu reform ustrojowych i instytucjonalnych. Nieefektywny system podatkowy, słabość aparatu fiskalnego, nadmierne zobowiązania socjalne państwa, źle zaprojektowana decentralizacja finansów publicznych, istnienie dużego sektora nierentownych przedsiębiorstw państwowych itd. uniemożliwiają zbilansowanie budżetu państwa i powodują, że kryzys fiskalny staje się nieunikniony.
To samo dotyczy niedostatecznego postępu w zakresie prywatyzacji i restrukturyzacji przedsiębiorstw i banków oraz ułomnych regulacji własnościowych. Jeśli w gospodarce dominuje własność publiczna lub silnie rozproszona własność prywatna, jeśli przedsiębiorstwa oraz banki nie są poddawane tzw. twardym ograniczeniom budżetowym i zadłużają się w nieodpowiedzialny sposób, jeśli zasady ich rachunkowości i sprawozdawczości odbiegają od ogólnie przyjętych standardów, a w dodatku państwo w sposób oficjalny lub domniemany gwarantuje ich zobowiązania, tworzy się sytuacja, w której dług prywatny niewiele różni się od publicznego i w ostatecznym rachunku destabilizacji podlega zarówno polityka monetarna, jak i fiskalna.

Po czwarte, istnienie wielkich konglomeratów, takich jak koreańskie czebole lub rosyjskie grupy finansowo-przemysłowe, ogromnie utrudnia prowadzenie przejrzystej i konsekwentnej polityki gospodarczej. Rząd staje się bardzo często ekonomicznym i politycznym zakładnikiem struktur oligarchicznych. Sposobami zapobiegania patologiom w tej dziedzinie są: unikanie aktywnego wspierania nadmiernej koncentracji własności, niechronienie zmonopolizowanych sektorów przed konkurencją zewnętrzną i wewnętrzną, przejrzysta i otwarta polityka prywatyzacyjna, wzmacnianie nadzoru bankowego itp.

Po piąte, niestabilność polityczna odbierana jest jako sygnał ograniczonej zdolności danego kraju do prowadzenia konsekwentnej polityki gospodarczej. Wobec tego w oczach inwestorów rośnie prawdopodobieństwo destabilizacji danej gospodarki.
Aby skutecznie ustrzec się kłopotów, trzeba zawczasu stawić czoło wspomnianym problemom. Nie jest natomiast receptą na uniknięcie kryzysu ograniczanie wymienialności, tak jak uczynił to ostatnio premier Malezji. Takie działania nie usuwają źródeł patologii, lecz je na ogół pogłębiają. Dla rynków finansowych stanowią sygnał, że władze danego kraju chcą uniknąć koniecznej terapii. Kiedy rząd lub bank centralny ucieka się do działań restrykcyjnych w warunkach kryzysu, jak stało się to w Rosji i na Ukrainie, potęguje się tylko atmosfera paniki i powstają warunki sprzyjające odradzaniu się czarnego rynku walutowego.
Napływ kapitału do krajów przechodzących transformację i rozwijających się stanowi nowy, a przy tym stosunkowo nieduży segment światowego rynku finansowego. Liczne ograniczenia regulacyjne w państwach, skąd pochodzi kapitał, a także utrzymywana wciąż kontrola obrotów kapitałowych w krajach transformujących się powodują zakłócenia w normalnym funkcjonowaniu tego segmentu rynku. Stosunkowo dużą rolę odgrywa na nim kapitał krótkoterminowy, angażowany w operacje o podwyższonym ryzyku.
Sądzę, że doświadczenia kolejnych kryzysów mogłyby sprzyjać "normalizacji" procesu inwestowania na wschodzących rynkach, pod warunkiem jednak, że pozwoli się zadziałać siłom rynkowym. Upraszczając nieco, możemy stwierdzić, że inwestor, który zdecydował się wiosną bieżącego roku na zakup rosyjskich bonów skarbowych (GKO), albo nie przeprowadził dostatecznie wnikliwej analizy sytuacji makroekonomicznej tego kraju, albo liczył na to, że zdąży się wycofać przed krachem, inkasując przy tym ogromny zysk (a więc podejmował świadome ryzyko), albo myślał, że Rosja jest zbyt dużym i zbyt ważnym geopolitycznie krajem, aby międzynarodowa społeczność pozwoliła mu na gospodarczy upadek.
Dochodzimy tu do roli międzynarodowych organizacji finansowych w zapobieganiu kolejnym kryzysom. Poczynając od kryzysu meksykańskiego na przełomie 1994 i 1995 r., poprzez azjatyckie, a na Rosji i Ukrainie skończywszy, MFW zaoferował bezprecedensową w dotychczasowej skali pomoc, pozostając w efekcie prawie bez płynnych środków. Czy była to pomoc efektywna? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
W wypadku Meksyku i części krajów azjatyckich pomoc MFW pozwoliła zatrzymać spiralę kryzysu i jego możliwe niekorzystne skutki dla gospodarki światowej. Stworzyła jednak powszechne wrażenie, że operacje ratunkowe będą odtąd regułą, co nie skłaniało rządów kolejnych krajów zagrożonych kryzysem do podejmowania potrzebnych działań dostosowawczych, a inwestorów prywatnych do przeprowadzania mniej ryzykownych operacji.
Jeśli chodzi o Rosję i Ukrainę, kolejne programy MFW i Banku Światowego nie zapobiegły kryzysowi, gdyż były zbyt "miękkie" (czyli stawiały zbyt niskie wymagania). Dotykamy tu bardzo istotnego i delikatnego problemu. Obie organizacje, mimo swego niewątpliwego profesjonalizmu, są instytucjami o charakterze publicznym, poddanym kontroli przedstawicieli rządów głównych udziałowców, czyli krajów grupy G7. Państwa te przeżywają swoje własne problemy fiskalne, które ograniczają możliwość udzielania pomocy finansowej bezpośrednio kanałami rządowymi (a takie rozwiązanie byłoby "czystsze" w wypadku realizacji celów czysto politycznych). Międzynarodowe organizacje finansowe są w tej sytuacji dogodną podręczną kasą, nie podlegającą bieżącej kontroli parlamentów. Ubocznym skutkiem takich praktyk jest jednak obniżanie ich autorytetu i stymulowanie nieodpowiedzialnych zachowań zarówno rządów, jak i inwestorów. Jeśliby zrealizować pomysł Geor- ge?a Sorosa - dotyczący stworzenia kolejnej międzynarodowej instytucji gwarantującej inwestycje prywatne - niebezpieczeństwo ewolucji rynków finansowych w kierunku ryzykownych operacji i nerwowych reakcji uległoby wzmocnieniu.
Jeśli politycy pozwolą na rozwiązanie rynkowe, a MFW powróci do roli profesjonalnej organizacji, egzekwującej od rządów krajów członkowskich prowadzenie zdrowej polityki gospodarczej, prywatni inwestorzy będą zmuszeni do daleko idącej korekty swoich zachowań na wschodzących rynkach. Mniej chętnie będą finansowali deficyty budżetowe i udzielali kredytów bankom i przedsiębiorstwom o niepewnej reputacji. Zaczną przeprowadzać głębsze analizy poszczególnych krajów. Tego samego będą wymagać od agencji ratingowych i licznych placówek badawczych pracujących na ich potrzeby. Skończy się podejmowanie poważnych decyzji finansowych na podstawie powierzchownej analizy kilku wskaźników i wrzucania wszystkich krajów danego regionu do jednego worka. Międzynarodowe przepływy kapitałowe nabiorą bardziej cywilizowanych form i przestaną straszyć polityków i opinię publiczną krajów transformujących się swoją pozorną nieracjonalnością. 


Okładka tygodnika WPROST: 40/1998
Więcej możesz przeczytać w 40/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0