Budżet niewiadomych

Budżet niewiadomych

Rząd RP czeka na raporty Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego dotyczące światowych konsekwencji załamania gospodarczego w Azji, Rosji i w Ameryce Południowej. Najwyższe władze tych instytucji finansowych zbierają się w pierwszej połowie października. Dopiero wówczas będzie można ocenić, jaki wpływ na polską gospodarkę miał globalny kryzys. Zdaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezes NBP, o jego konsekwencjach dla Polski będziemy mogli mówić nie wcześniej niż za trzy miesiące.
Kryzys na Wschodzie, dyskusja o systemie podatkowym i opóźnienia przy wprowadzaniu reformy administracyjnej kraju - to trzy główne powody odroczenia o miesiąc terminu złożenia przez Radę Ministrów w Sejmie projektu budżetu państwa na 1999 r. Tymczasem opozycja twierdzi, że rząd odroczył termin opublikowania projektu budżetu, by przed wyborami do samorządu terytorialnego nie ujawnić prawdy o kondycji gospodarki i o drastycznym obcięciu przyszłorocznych wydatków budżetowych, a tym samym uniknąć pogorszenia swego wyniku wyborczego. - Opóźnienia w przygotowaniu budżetu to efekt zaniechania przez poprzednie rządy wprowadzenia podstawowych reform - uważa Hanna Gronkiewicz-Waltz. - Sejm nadal pracuje nad ustawami niezbędnymi przy opracowywaniu założeń planu dochodów i wydatków państwa - dodaje prezes NBP.
Zgodnie z konstytucją, rząd powinien do 30 września przedstawić projekt budżetu państwa na następny rok. W wyjątkowych wypadkach można jednak termin przesunąć. Rada Ministrów skorzystała z tej klauzuli. - Opóźnienie nie ma większego znaczenia - twierdzi prof. Cezary Józefiak z Centrum im. Adama Smitha. - Nie zdarza się zresztą po raz pierwszy. Ważniejsze jest, by przy planowaniu budżetu wiedzieć, jak po azjatyckim i rosyjskim kryzysie będzie się kształtowała sytuacja w Europie Zachodniej oraz w USA. - Znacznie ważniejsze od niewielkiego opóźnienia jest to, czy w nowym budżecie uporządkowane zostaną finanse publiczne - przekonuje prof. Jan Macieja z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN.
Według Henryka Goryszewskiego, rząd mógłby przygotować prowizorium budżetowe na pierwszy kwartał, a na początku przyszłego roku właściwy bud- żet. Opóźnienie w przedstawieniu projektu budżetu nie będzie miało większego wpływu na gospodarkę. Prawie 90 proc. wydatków jest już przecież znanych i ci, którzy otrzymują pieniądze z kasy państwa, na pewno je dostaną.


Jeżeli przyszłoroczny wzrost gospodarczy osiągnie w Polsce 5 procent, będzie to bardzo dobry wynik

W pierwszej wersji gotowego już projektu budżetu na 1999 r. zapisano, że w przyszłym roku PKB wzrośnie o 6,1 proc. Podobnie sądzą autorzy raportu opublikowanego przez Komisję Europejską. Ich zdaniem, PKB wzrośnie o 6,1 proc., a inflacja nie powinna przekroczyć 8,1 proc. Z kolei eksperci Rządowego Centrum Studiów Strategicznych szacują, że w 1999 r. PKB wzrośnie o 6,5 proc. Mniej optymistyczni są pracownicy Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, oceniający, że przyszłoroczny wzrost gospodarczy wyniesie 5,7 proc. Zdaniem szefowej NBP, w przyszłym roku PKB wzrośnie najwyżej o 5,4-5,5 proc.
- Wszystkie te prognozy są zbyt optymistyczne - twierdzi prof. Stanisław Gomułka z London School of Economics, doradca ministra finansów. - Uważam, że przyszłoroczny wzrost gospodarczy nie przekroczy 5 proc. i będzie to bardzo dobry wynik. Jeszcze niedawno mówiło się, że np. w Czechach PKB wzrośnie w przyszłym roku o 1-2 proc. Dzisiaj szacuje się, że może być ujemny - dodaje prof. Gomułka. Wzrost produktu krajowego o punkt procentowy wymagałby zwiększenia nakładów inwestycyjnych o pięć punktów procentowych; to jest nierealne, gdyż wówczas na inwestycje musielibyśmy przeznaczać 30 proc. PKB.
Od określenia tego podstawowego wskaźnika gospodarczego zależy wielkość dochodów budżetu państwa. Jeżeli założymy większe wpływy, to znaczy, że możemy więcej wydawać. Dlatego też wszyscy populistycznie nastawieni politycy są takimi optymistami. - Można zaryzykować i przyjąć większy wzrost PKB, ale wówczas rezerwa bud- żetu państwa nie powinna wynosić 100 mln zł, lecz na przykład 2 mld zł - przekonuje prof. Gomułka, dodając, że wówczas będzie z czego sfinansować zobowiązania. - Musimy się liczyć ze zmniejszeniem tempa wzrostu PKB, a tym samym mniejszymi wpływami i koniecznością skorygowania wielkości wydatków - uważa prof. Cezary Józefiak. - Nie możemy dopuścić do większego deficytu budżetowego, gdyż może to doprowadzić do destabilizacji gospodarki - przestrzega prezes NBP.
Ekonomiści obawiają się jednak, że racje polityczne także tym razem "wygrają" z prawami ekonomii i w trakcie prac nad budżetem pojawią się silne naciski na zwiększenie deficytu budżetowego. A stąd już tylko krok do większej inflacji.


Więcej możesz przeczytać w 40/1998 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0