Sojusz z Kasandrą

Sojusz z Kasandrą

Znane powiedzenie "z wrogami sobie sam poradzę, a od przyjaciół chroń mnie Bóg" wydaje się znajdować zastosowanie wśród prawicowych polityków i publicystów. Najpierw wielu z nich było przekonanych, że zjednoczenie prawicy nigdy nie nastąpi i podawano bardzo przekonujące uzasadnienia, dlaczego tak musi być. Ciekawe, że ich autorzy nie stracili dobrego samopoczucia ani pewności siebie.
Znane powiedzenie "z wrogami sobie sam poradzę, a od przyjaciół chroń mnie Bóg" wydaje się znajdować zastosowanie wśród prawicowych polityków i publicystów. Najpierw wielu z nich było przekonanych, że zjednoczenie prawicy nigdy nie nastąpi i podawano bardzo przekonujące uzasadnienia, dlaczego tak musi być. Ciekawe, że ich autorzy nie stracili dobrego samopoczucia ani pewności siebie. Po powstaniu Akcji Wyborczej Solidarność przekonywali, że rozpadnie się ona przy układaniu list, następnie miała przegrać wybory i się rozpaść. Po wyborczym sukcesie przepowiadano AWS niemożność utworzenia koalicyjnego rządu, a następnie wróżono nie kończące się pasmo klęsk i kompromitacji.
To, że AWS jest atakowana z niezmordowaną zajadłością przez zdominowane przez postkomunistów media, pozostającą pod ich wpływami telewizję i komunistyczne brukowe pisma, np. "Trybunę", jest zrozumiałe. Trudniej wytłumaczyć jakąś samobójczą konsekwencję, z którą piszą o kierownictwie AWS prawicowi publicyści, dostrzegający niemal we wszystkich działaniach akcji wyłącznie błędy. W dodatku, stawiając za wzór politycznego rozsądku, zdolności przewidywania i taktycznego kunsztu Aleksandra Kwaśniewskiego, którego wybór na urząd prezydenta RP w 2000 r. już dziś uważają za przesądzony. Nie wdając się w szczegółową ocenę Aleksandra Kwaśniewskiego - miernoty, a w najlepszym wypadku sprytnie zamaskowanej przeciętności, udającego męża stanu półinteligenta niezdolnego do głębszej refleksji, ale doskonale wpasowującego się w gust tak zwanego przeciętnego obywatela - po pierwsze, nie uważam jego wyboru za przesądzony, a po drugie, właśnie takie, na wyrost krytyczne pod adresem prawicy pisanie, jest samospełniającą się przepowiednią.

Kilka przykładów. Katolicki dziennikarz Maciej Łętowski, autor bardzo pomocnej w kampanii wyborczej książki-wywiadu z Marianem Krzaklewskim "Czas na Akcję", pisał wiosną 1998 r.: "Liderzy SLD już wiedzą, jak reagować na rządowo-prezydencką przyjaźń. Natomiast liderzy AWS są jak zwykle zagubieni i z trudem definiują nową sytuację oraz wyciągają z niej ťmęskieŤ wnioski - trzeba współpracować z opozycją" ("Życie" z 24 IV 1998 r.). Obecnie ten sam Maciej Łętowski idzie w swojej krytyce dalej, pisząc: "Każda kolejna reforma będzie dzielić klub AWS. Gdyby kontynuować wyrzucanie dysydentów, ze świetności klubu pozostaną tylko wspomnienia. Co więcej, otworzy to drogę do powstania prawicowej alternatywy dla AWS. To może się zemścić najpierw w wyborach prezydenckich, później parlamentarnych. (...) Jeśli druga kadencja jest nagrodą za sprawowanie się w pierwszej, Kwaśniewski może spać spokojnie" ("Rzeczpospolita" z 8 IX 1998 r.). Sympatyzujący z prawicą filozof i publicysta Ryszard Legutko odrzuca podstawowy punkt prawicowego programu, czyli dekomunizację. "Nie wierzę w dekomunizację, a nie wierzę w nią nie dlatego, iż wydaje mi się z samej swojej istoty niewykonalną lub moralnie wątpliwą, lecz dlatego, że jej czas minął" ("Życie" z 31 VIII 1998 r.). Jeszcze ostrzej piszą publicyści prawicowego dziennika "Życie". Robert Krasowski zauważa: "W podatkowej szaradzie jednoznaczne natomiast jest niedołężne zachowanie AWS. Kiedy po dwóch miesiącach prawica postanowiła dostrzec pomysł Balcerowicza, nie wiadomo było, czy się śmiać, czy płakać. (...) Jeżeli Balcerowiczowi chodziło jedynie o zachowanie inicjatywy w rządzie, niepotrzebnie się trudził. Przy AWS można to osiągnąć, nic nie robiąc. AWS robi przy tym podwójny błąd" ("Życie" z 6 IX 1998 r.). A w tym samym numerze wtóruje mu Łukasz Perzyna: "Nie zmienia to jednak faktu, że akcja znalazła się w defensywie, a problem jej kandydata (na prezydenta - S.N.) będzie rozgrywany kosztem AWS przez inne ugrupowania". Natomiast poseł AWS-ZChN Michał Tomasz Kamiński kreśli raczej czarny scenariusz wydarzeń w Polsce: "Można zrezygnować z przeprowadzenia wyborów prezydenckich w 2000 r., bo i tak wiadomo, kto wygra". I uzasadnia to następująco: "Na razie więc szef AWS osiąga skutek odwrotny od zamierzonego - powołując Jerzego Buzka na premiera, chciał mieć swój ťzderzakŤ. Okazało się, że to raczej Krzaklewski stał się ťzderzakiemŤ Buzka. Kto więc ma walczyć z Kwaśniewskim? (...) Jeśli przegramy w 2000 r. , nie sądzę, byśmy znaleźli siłę do odniesienia sukcesu rok później. Może to oznaczać wieloletnie zepchnięcie prawicy na daleki plan" ("Wprost", nr 37). Dobrze by było, aby obok pesymistycznej oceny i czarnych scenariuszy autorzy pokazali, co prawica powinna zrobić, by nie przegrać. Fatalizm nie wydaje się najbardziej interesującą propozycją. Nie jest nią również sugerowane rozwiązanie, w myśl którego prawicowy kandydat na prezydenta Polski musi się podobać jednocześnie wszystkim w obszarze szeroko rozumianego prawicowego elektoratu. Czyli zarówno ludziom wzywającym do blokad dróg, twierdzącym, że koalicja AWS-UW tworzy rząd "zdrady narodowej", jak i tym, którzy uważają tę koalicję za jedyną możliwą w obecnym parlamencie, a nowe wybory za prezent dla SLD.


Nie ma powodu, by powtarzać, że wybory musi wygrać Kwaśniewski, bo wcale nie musi - i nie wygra

Polityk musi zabiegać o społeczne poparcie, ale musi także uzasadniać swoje racje i bronić ich, przewidywać konsekwencje działań, a nie poddawać się fali krzykliwego populizmu i demagogii. Obietnice bez pokrycia, gwałtowna, pełna zajadłej bez- rozumnej nienawiści do rządzących "innych" krytyka - to zjawiska towarzyszące każdej demokracji. Nie są wolne od niej stabilne systemy demokratyczne w Europie Zachodniej, stanowią tam jednak pewien margines. I jest rzeczą elit politycznych nie dopuścić do tego, by ten margines stał się zbyt szeroki, by zagroził demokratycznej stabilizacji. W Polsce od samego początku po odbudowaniu demokracji w roku 1989 mamy do czynienia z mieszaniną antydemokratycznych zachowań połączonych z socjalną i narodową demagogią. Najpełniejszym tego przejawem był niespodziewany sukces Stana Tymińskiego w wyborach prezydenckich w 1990 r. Obecnie pewnego rodzaju recydywą tymińszczyzny jest budowanie, kosztem AWS, ugrupowań, które rzekomo lepiej niż akcja realizują jej program i reprezentują polski interes narodowy. W tych próbach uczestniczą przegrane w dotychczasowych wyborach ugrupowania. Często mające w swoich szeregach ludzi o bardzo nieciekawych życiorysach. Nazywanie ich radykalnymi antykomunistami jest nieuzasadnione, gdyż po pierwsze, głosują w Sejmie razem z postkomunistami, a po drugie, realizują scenariusz powrotu postkomunistów do władzy. I obarczanie lidera AWS zadaniem zyskania poparcia tych środowisk jest zadaniem bez- nadziejnym, albowiem ich celem i racją istnienia jest właśnie zniszczenie AWS. Należy to cierpliwie tłumaczyć i wyjaśniać prawicowemu elektoratowi, który w swej zdecydowanej większości popiera jedność prawicy, jedność będącą wielkim osobistym sukcesem Mariana Krzaklewskiego.
To czyni z przewodniczącego AWS naturalnego lidera prawicy i jej kandydata w wyborach prezydenckich. Zjednoczenie prawicy i zwycięstwo w wyborach 1997 r. jest realnym, wymiernym, bardzo poważnym sukcesem. Dopóki jakikolwiek prawicowy polityk nie będzie się potrafił wylegitymować porównywalnym sukcesem, dopóty trudno oczekiwać, by na prawicy pojawił się inny poważny kandydat. Nie znajduję powodu, by czyjeś chore ambicje lub działania destrukcyjne traktować za wystarczający powód do ubiegania się o urząd prezydenta RP. Celowo piszę "poważny", gdyż z pewnością będziemy mieli do czynienia z galerią mniej lub bardziej komicznych figur, czasem znanych z wyborów poprzednich, z których każda będzie podbijała bębenek prawicowego radykalizmu, obiecywała wszystko i przedstawiała AWS jako sprawcę wszelkiego zła. Właśnie AWS, a nie postkomunistów, gdyż walka będzie się toczyć w obrębie prawicowego elektoratu - postkomuniści mają i tak swojego kandydata. Jeszcze jest za wcześnie, by pisać scenariusze tej kampanii, ale tym bardziej jest za wcześnie, by przepowiadać zwycięstwo Aleksandra Kwaśniewskiego, który w drugiej turze będzie miał przeciwko sobie elektoraty pozostałych kandydatów. I nie widzę powodu, by powtarzać kilka razy w tygodniu, że wybory musi wygrać Kwaśniewski, bo wcale nie musi - i nie wygra.

Siłą prawicy jest jedność. Prawica zorganizowana w AWS, biorąc na siebie odpowiedzialność za Polskę, realizuje program ważnych reform. Walka z tym programem jest o tyle bezpłodna, że ci, którzy ją prowadzą, nie potrafią zaproponować niczego w zamian. Najmniej są tu wiarygodni postkomuniści, bo już pokazali - w latach 1944-1989 i potem 1993-1997 - co potrafią. Z kolei grupa Adama Słomki już od wielu lat próbuje obalać kolejne rządy. Trudno to nazwać programem dla prawicy. Tym programem jest natomiast wyraźna poprawa warunków życia, zmniejszenie bezrobocia, reprywatyzacja i uwłaszczenie, poprawa sytuacji w oświacie, służbie zdrowia, stworzenie szans na rozwój rolnictwa, reforma ustrojowa państwa, walka z przestępczością i demoralizacją, ukaranie komunistycznych zbrodniarzy, rozbicie imperium postkomunistycznej nomenklatury, lustracja. Oto program AWS, a do jego realizacji niezbędny jest czas. Pozytywny efekt zaczętych dziś reform pozwoli prawicy zwyciężyć w wyborach. Tego czasu nie chcą jej dać postkomuniści, przegrani ostatnich wyborów, a także politycy wyrzuceni bądź opuszczający AWS. Odpowiadając na pytanie, co dziś najbardziej potrzebne jest prawicy, można powiedzieć - jedność i czas. We wznowionym po kilkuletniej przerwie teoretycznym miesięczniku ZChN "Sprawa Polska" tak pisze jeden z najwybitniejszych polityków i publicystów prawicy Marek Jurek: "Ostrzegaliśmy przed rosnącą siłą polityczną i groźbą komunizmu. Potem, w tym duchu, rada naczelna ZChN zwróciła się już w czasie kampanii wyborczej z apelem do całej prawicy o przekroczenie wszystkich podziałów, o zjednoczenie wyborcze, by zagrodzić neokomunistom drogę do władzy. Apel ten został właściwie odrzucony przez wszystkich". Został odrzucony z bardzo różnych powodów i przyczyn. Ale warto pamiętać, że dziś świadomość zagrożeń jest na prawicy większa niż dawniej i większe jest przekonanie o wartości, jaką jest jedność.


Więcej możesz przeczytać w 40/1998 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0