Waga problemu

Waga problemu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Lekarze, którzy spotkali się w Paryżu na VIII Międzynarodowym Kongresie Otyłości, dali nadzieję milionom grubasów. Pojawiły się właśnie preparaty pomocne w leczeniu otyłości, uznanej za chorobę przewlekłą. Na razie jednak żaden lek natychmiast nie rozwiąże problemów cierpiących na nią osób, a każda terapia nadal będzie kosztować ich wiele wyrzeczeń.
W ciągu ostatnich trzydziestu lat liczba grubasów w krajach rozwiniętych wzrosła niemal dwukrotnie. W Stanach Zjednoczonych z powodu otyłości cierpi 22 proc. mieszkańców, w krajach Europy - od 10 do 25 proc. Na naszym kontynencie najmniej grubasów żyje w Szwecji (7 proc. mężczyzn i 9 proc. kobiet), najwięcej zaś na Litwie (odpowiednio 22 proc. i 45 proc.). Od kilku lat nigdzie nie zmniejsza się liczba ludzi otyłych.
Choroba ta staje się poważnym problemem nie tylko w krajach rozwiniętych, lecz także rozwijających się. Coraz częściej specjaliści, mówiąc o otyłości, używają określenia "epidemia". Tylko w Stanach Zjednoczonych liczba dorosłych dotkniętych otyłością wynosi 61 mln. Na całym świecie jest 100 mln otyłych. Poważne problemy z nadwagą coraz częściej mają nastolatki. Co piąta osoba w wieku 12-19 lat wymaga opieki specjalistów.
- Ze wszystkich badań wynika, że ludzie wiedzą, jak jeść, by nie tyć, czym grozi otyłość, zdają sobie sprawę z potrzeby ruchu. Mimo to liczba grubasów dramatycznie rośnie - przypomina prof. John Foreyt z Baylor College of Medicine w Houston. Trendowi temu sprzyja regularny od dziesięciu lat wzrost ilości dostarczanych codziennie kalorii. Zwiększa się też wielkość porcji serwowanych w restauracjach. Ponadto 7 proc. Amerykanów przyznaje się, że codziennie zjada fast foods.
Tyjemy zatem, bo jemy za dużo i niewłaściwie. - Przeciętna dieta staje się coraz bogatsza w białko zwierzęce, nasycone kwasy tłuszczowe i alkohol, zmniejsza się zaś w niej ilość białka roślinnego, węglowodanów i błonnika - wymienia prof. Jacob Seidell z National Institute of Public Health w Holandii. Najszybciej zniekształcają sylwetkę produkty tłuste. Wystarczy zjeść ich niewiele, aby dostarczyć organizmowi dużo energii i tym samym szybko przytyć. 1 g tłuszczu zawiera bowiem 9 kcal, podczas gdy tyle samo cukru dostarcza 4 kcal. Pierwszym etapem walki z otyłością jest zatem ograniczenie do 30 proc. ilości zjadanych codziennie tłuszczów. Dzisiaj przeciętna dieta zawiera ich aż 40 proc. Pomocne w tych zmaganiach może się okazać zastąpienie tradycyjnych produktów artykułami o obniżonej zawartości tłuszczu. Na polskim rynku dostępne są już odtłuszczone mleko, jogurty, majonez i tzw. napoje light o niewielkiej wartości kalorycznej. Choć od kilku lat rośnie zainteresowanie konsumentów tymi produktami, efekty tych zmian są jednak mało widoczne.
- Człowiek instynktownie wybiera produkty słodkie i tłuste, czyli takie, które dostarczają mu szybko jak najwięcej kalorii. Dawniej, kiedy jedzenie było trudno dostępne i często go brakowało, takie postępowanie było uzasadnione. Teraz nadmiar pożywienia stworzył możliwość dogadzania sobie i jedzenia wszystkiego przez cały rok, co wpędziło nas w pułapkę otyłości - uważa dr Seidell. Za mało się ruszamy. Statystyczna Amerykanka spędza przed telewizorem 44 godziny tygodniowo.


W ciągu roku z powodu otyłości umiera 300 000 Amerykanów

Naukowcy wyliczyli, że jeżeli niczego nie zmienimy w naszych kulinarnych zwyczajach, to w 2230 r. otyli będą wszyscy mieszkańcy naszego globu. Jedynej szansy na zmianę tych statystyk lekarze upatrują w prewencji i edukacji, począwszy od dorosłych, a na przedszkolakach skończywszy. O cudownej tabletce nie mamy co marzyć. Otyłość jest bowiem wieloczynnikową chorobą, której rozwój zależy od funkcjonowania wielu genów, hormonów, neuroprzekaźników i - oczywiście - od dostarczanych produktów. To wszystko powoduje, że trudne jest nie tylko leczenie, lecz także znalezienie skutecznych leków pomocnych w walce z tą chorobą. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że grubasom trzeba pomóc.
- Otyli cierpią z powodu dyskryminacji i izolacji społecznej. Wielu wstydzi się swoich rozmiarów. Przestają się więc spotykać ze znajomymi, zamykają się w domu, a tam - dla zabicia czasu - siadają z chipsami przed telewizorem - mówi prof. John Foreyt. Badania opublikowane w "New England Journal of Medicine" pokazały, że kobiety grube zarabiają rocznie o 6,7 tys. dolarów mniej niż te, które nie mają problemu z otyłością. Te pierwsze rzadziej także wychodzą za mąż.
Niemal każdy grubas cierpi ponadto z powodu licznych chorób towarzyszących otyłości. Nadmiar kilogramów jest przyczyną między innymi nadciśnienia, cukrzycy typu II, zawału, choroby niedokrwiennej serca, niektórych rodzajów nowotworów oraz kłopotów ze snem i oddychaniem. W krajach rozwiniętych otyłość jest uważana za drugą - po paleniu papierosów - przyczynę zgonów określanych jako "możliwe do uniknięcia". Epidemiolodzy szacują, że rocznie jest ona pośrednio odpowiedzialna za śmierć 300 tys. Amerykanów.
Ideał piękności wylansowany przez media powoduje, że niemal każdy chciałby się stać podobny do smukłej modelki. Wielu otyłych nie jest zatem w stanie zrozumieć, że już samo zahamowanie tycia można uznać za sukces. Są także niezadowoleni, gdy schudną zaledwie kilka kilogramów. Tymczasem lekarze twierdzą, że już spadek wagi o 5-10 proc., choć niezauważalny, daje wymierne efekty zdrowotne. Przede wszystkim zmniejsza ryzyko choroby niedokrwiennej serca. Spada wówczas ciśnienie krwi oraz stężenie cholesterolu i trójglicerydów. Naukowcy wyliczyli, że dziesięcioprocentowa redukcja masy ciała zmniejsza o 20 proc. ryzyko choroby niedokrwiennej serca. - Tak odchudzone osoby lepiej się czują, zaczynają wierzyć w siebie i w to, że potrafią w ogóle powstrzymać tycie. Cieszą się, że mogą się bawić ze swoimi dziećmi na podłodze. Mniej cierpią, wchodząc po schodach. Rola lekarzy musi polegać na uświadamianiu tego pacjentom - wyjaśnia prof. Foreyt.
Co jednak powinniśmy zrobić, żeby nie tyć? Odpowiedź na to pytanie wydaje się banalna. Po prostu należy mniej jeść i więcej się ruszać. Dla większości grubasów ta prosta recepta jest jednak niemożliwa do zrealizowania. - Wszyscy, także lekarze, muszą sobie zdać sprawę, że walka z otyłością jest trudna. Tak jak nie można powiedzieć osobie cierpiącej na chorobę Parkinsona "nie trzęś się", tak samo nie wystarczy grubasowi rozkazać: "nie jedz". Taka rada niczego nie zmieni w jego życiu - mówi prof. Michael Carruba z uniwersytetu w Mediolanie. - Strategia sukcesu musi się opierać na trzech czynnikach: mniej tłuste posiłki, codzienne liczenie kalorii i aktywność fizyczna. Wystarczy nawet zwykły spacer, pod warunkiem, że będziemy się przechadzać codziennie przez co najmniej pół godziny. Najczęstszą przyczyną niepowodzenia w walce z otyłością jest właśnie zbyt mała aktywność fizyczna, mimo zmiany diety - dodaje prof. James Hill z University of Colorado w Denver. Lekarze mają nadzieję, że lepsze efekty będzie można uzyskać dzięki wspieraniu tych wysiłków terapią farmaceutykami. Od ubiegłego roku, kiedy ze względu na groźbę poważnych powikłań zdrowotnych wycofano jedyny lek przeciwko otyłości, lekarze mieli do zaoferowania grubasom terapię pełną wyrzeczeń: ograniczenie jedzenia i więcej ruchu, bez jakiekolwiek wsparcia farmakologicznego. Teraz specjaliści mają do wyboru dwa preparaty. Jednym z nich jest sibutramina (o której pisaliśmy na początku tego roku), drugim - orlistat.
Badania opublikowane w czasopiśmie "Lancet" wykazały, że orlistat pomaga w odchudzaniu i zabezpiecza przed ponownym przybraniem na wadze. Blokuje on trawienie i wchłanianie ok. 30 proc. tłuszczów dostarczanych organizmowi w posiłkach. Działa zatem wyłącznie w układzie pokarmowym i nie wpływa na ośrodkowy układ nerwowy. Efektem działania drugiego leku stosowanego przy otyłości jest zaś obniżenie łaknienia i przyspieszenie przemiany materii poprzez działanie na ośrodkowy układ nerwowy. Oba preparaty zatwierdziła amerykańska Komisja ds. Żywności i Leków.
Najtrudniejszym zadaniem lekarzy będzie jednak przekonanie pacjentów, że leki te tylko pozornie dają pacjentom niewielkie korzyści zdrowotne. Faktem jest, że chorzy mogą liczyć na zaledwie kilkuprocentowy spadek masy ciała za cenę znacznych wyrzeczeń. Leki trzeba bowiem stosować wraz dietą uboższą o 300-500 kcal niż dotychczasowa. Powodują one także nieprzyjemne skutki uboczne. W przyszłości - jak twierdzą specjaliści - w leczeniu otyłości pomocna będzie terapia wielolekowa. Każdy pacjent musi być traktowany indywidualnie. Na Zachodzie ci, którzy decydują się na leczenie, w pierwszym kwartale spotykają się z lekarzem raz w tygodniu, potem wystarczy wizyta w miesiącu. Dla wielu chorych niezmiernie ważne jest to, że jest ktoś, kto o nich myśli i im sprzyja, do kogo można zadzwonić, poradzić się - podkreślają zachodni specjaliści. Ten model postępowania powinien się stać powszechny także w Polsce.


Więcej możesz przeczytać w 37/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0