Droga Rosji

Droga Rosji

Prezydent jest chory. Nie, jest zdrowy. Składa dymisję. Nie, on trwa. Ruchy pionków na Kremlu wzmożone
"Nie sądzę, bym przesadzał, stwierdzając, że cesarstwo Rosji to kraj, którego mieszkańcy są najbardziej nieszczęśliwi na ziemi, równocześnie cierpiąc plagi barbarzyństwa i cywilizacji" markiz de Custine

Markiz nie starzeje się. Obserwacja sprzed półtora stulecia znajduje swe dramatyczne potwierdzenie, mimo że szczątki ostatniego cara zostały już pochowane, że w tym czasie przeminęła era komunizmu, że choć ciut poza nawiasem, to przecież Rosja Jelcyna znalazła się w grupie G-7. Mam wciąż w oczach zdjęcie agencyjne pokazujące szturm na drzwi do banku tych, w których ostatni krach uderza. Bank reagujący na wskaźniki giełdowe to żywy dowód cywilizacji, to klasyka cywilizowanych reguł gry, a równocześnie rosyjskie wydanie tej klasyki ma w oczach i sylwetkach szturmujących ludzi żywą jeszcze obecność przedwczorajszych czasów kraju gułagów.
Kształt szachownicy zmienia się co chwila. Szach - Kirijenko, szach-mat - Czernomyrdin. Gdy przez Europę Środkową przetaczała się w drugiej połowie 1989 r. wiadoma rewolucja, arcymistrz szachowy Gary Kasparow (wywodzący się przecież z Kraju Rad, więc wiedzący, co mówi) tak komentował niepewne ruchy Gorbaczowa: "Gdy dom ci się pali, nie możesz się przejmować sąsiadami. Mówimy w szachach, że jeśli twój król jest atakowany, nie bój się utracić pionka po stronie królowej". Nie znam się na szachach, ale już nie mam pewności, kto jest w dzisiejszej Rosji królem, kto królową, a kto pionkiem i po czyjej stronie który pionek stoi. Jasno widać jedynie twarze ludzi szturmujących bank i na puentę zdjęcie kobiety półleżącej, półklęczącej na trotuarze, gdy stało się dla niej oczywiste, że wiara w depozyt bankowy była cywilizacyjną iluzją. A przecież jeszcze w maju 1990 r. ten sam Gorbaczow ogłaszał w Londynie swą wiarę w przemiany: "Wierzę - jak powiedział Lenin - że ten rewolucyjny chaos wykrystalizuje się jeszcze w nowe formy życia". Wciąż wierzył bardziej Leninowi niż Wilde?owi ("Nic nie jest niemożliwe w Rosji prócz reform"). I oto osiem lat później prasa światowa przynosi zdjęcia owych nowych form życia...

Winston Churchill zza grobu przypomina: "Nie potrafię przewidzieć zachowania Rosji"



W domu ogarniętym pożarem można zapomnieć o sąsiadach. Inaczej sąsiedzi: ci muszą pilnie baczyć, czy ogień nie przemieszcza się z jednego domostwa na drugie. Czy powiew wiatru nie kładzie cudzych płomieni na mój dach, czy wreszcie strażak, lejąc swą pompą na płonącego sąsiada, nie zatapia równocześnie mojego dobytku? Słabą pociechą jest to, że inni sąsiedzi także mokrzy, że giełdy całego świata - a nie tylko Polski - wpadły w nerwowe drgawki.
Analitycy trudzą się nad opisem sytuacji. Komentatorzy wyłapują każdy sygnał. Jelcyn napisał list. Nie, Jelcyn nie napisał listu. Prezydent jest chory. Nie, jest zdrowy. Składa dymisję. Nie, on trwa. Ruchy pionków na Kremlu wzmożone. Pionki zamarły. Królowa puszcza oko. Winston Churchill zza grobu przypomina: "Nie potrafię przewidzieć zachowania Rosji. To zagadka owinięta w tajemnicę wewnątrz enigmy". Da się powiedzieć, że w porównaniu z tym obrazem Polska jest oazą spokoju i cywilizowanych reguł gry. Jest przewidywalna, rząd pracuje, ministrowie wykonują swe obowiązki, czasem udają się na urlopy...
A przecież tak niewiele potrzeba, by polska droga upodobniła się do rosyjskiej. Wystarczy poważniej naruszyć równowagę budżetową. Wystarczy przywyknąć do stukotu górniczych kasków o bruk, jak przywykł podobno Kirijenko, lub do widoku ziarna na torach kolejowych. Powstrzymać się od niepopularnych decyzji. I pozwolić, by gra partyjnych frakcji zdominowała decyzje merytoryczne, uniemożliwiając lub choćby spowalniając niezbędne reformy i dostosowania.
Okładka tygodnika WPROST: 36/1998
Więcej możesz przeczytać w 36/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0