NA STRONIE

NA STRONIE

Róbmy swoje
Nikt nie lubi płacić podatków, zwłaszcza gdy są to podatki od głupoty tych, na których decyzje nie mieliśmy wpływu. Tych ostatnich podatków od głupoty, politycznych interesów rządzących obrońców ludu i mafijnych kas zapomogowo-pożyczkowych zapłaciliśmy tyle, że obecnie należy zrobić wszystko, by kolejne pokolenia były zwolnione od tego ciężaru. Podatki to wielki zbiorowy obowiązek wszystkich obywateli w demokratycznym kraju, obowiązek solidarnego dzielenia się z państwem swymi dochodami po to, by owo państwo miało środki na realizację różnych celów polityki społecznej, obronnej, zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego etc. Najmniej powinno owo państwo wydawać z tych pieniędzy na działalność gospodarczą - co u nas ma, niestety, bogatą tradycję - albowiem im mniej państwa w gospodarce, tym zdrowsze państwo. Michał Zieliński w świetnym tekście "Moje pieniądze" pokazuje, do jakich patologii, z łamaniem konstytucji włącznie, dochodziło w państwie koalicji SLD-PSL, które wyjątkowo aktywnie uczestniczyło w gospodarce pod kierunkiem dyrektora-dobrodzieja Grzegorza Kołodki. Za te wszystkie zwolnienia podatkowe, preferencje i ulgi przyznawane państwowym molochom w imię hasła "Człowiek jest najważniejszy, a nie reformy, gospodarka" zapłaciliśmy wysoką cenę, zwłaszcza te firmy i osoby, które przynoszą wysokie zyski. "Moje pieniądze" to drobny, a zarazem ogromny wycinek absurdu w systemie finansowym państwa. Ten materiał pozwoli państwu łatwiej zrozumieć determinację, z jaką Leszek Balcerowicz walczy o uporządkowanie finansów państwa. "Biała księga podatków" , opublikowana w tych dniach przez Ministerstwo Finansów, wskazuje, że już gorzej być nie może, a więc musi być lepiej. Plasujemy się w gronie krajów o najwyższym stopniu obciążeń podatkowych. Oto aż 42,7 proc. PKB (produktu krajowego brutto) pochodzi z podatków, podczas gdy w USA tylko 27,9 proc. Kraj o takim stopniu fiskalizmu nie zachęca do inwestowania ani rodzimych, ani zagranicznych inwestorów. Nikomu na świecie nie udało się zbudować dynamicznej, konkurencyjnej gospodarki przy takich podatkach. Podatki te są tak wysokie, gdyż 30 proc. społeczeństwa, tzn. rolnicy, nie płaci niemal żadnych podatków, liczne ulgi, preferencje, strefy specjalne uszczuplają dochody państwa, które z kolei musi je zrekompensować, łupiąc tych, którzy przynoszą zyski. Nowy system podatkowy ze stawkami 22 proc. i 32 proc. podatku dochodowego jest prosty, korzystny dla najuboższych, gdyż wprowadza kwotę wolną od opodatkowania. Innymi słowy, najubożsi zapłacą wyższy podatek od mniejszej kwoty niż cały dochód. Warunkiem podstawowym wprowadzenia nowego systemu jest likwidacja wszelkiego rodzaju ulg i odliczeń, z wyjątkiem jednej, którą objęte byłyby rodziny mające więcej niż dwójkę dzieci. W przyszłości należy się spodziewać także podatku katastralnego, czyli od wartości rynkowej nieruchomości oraz opodatkowania rolników, którzy dotychczas, podobnie jak posłowie poprzedniej kadencji, żyli z nie opodatkowanej diety. Nowy system zaproponowany przez Balcerowicza i jego drużynę to wielkie nieszczęście dla wszelkiej maści kanciarzy podatkowych, polityków wspierających kolesiów w biznesie, zlikwiduje on jednak mętną wodę podatkową. Zapewne wszyscy czerpiący korzyści z dotychczasowego bałaganu podatkowego przypuszczą szaleńczy atak na Ministerstwo Finansów. Jeżeli jednak nie wprowadzimy tego systemu, za kilka lat, w roku 2002, kiedy na rynku pracy pojawi się wyż demograficzny, a zarazem na ten okres przypadną największe spłaty kredytów zachodnich, otóż wtedy może nastąpić kryzys gospodarczy trudny do opanowania. Balcerowicz, widząc te zagrożenia oraz wyciągając wnioski z tego, co dzieje się w Rosji, proponuje jedno: "róbmy swoje", jak proponował to w słynnej piosence Wojciech Młynarski. Róbmy swoje, nie szukając winnych w jakichś antypolskich spiskach, kryzysach gospodarczych innych krajów, czy nieprzyjaznej atmosferze międzynarodowej. Hasło "Winni są inni" jest coraz bardziej żałosne. "Róbmy swoje" - to hasło dotyczy całego zespołu tygodnika "Wprost" i jest jeszcze bardziej aktualne w obliczu trudnego do zaakceptowania wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. W wyroku tym stwierdzono, że nieważna jest umowa o odpłatnym przekazaniu tytułu spółdzielni, a następnie stwierdzono nieważność sprzedaży praw do tytułu Agencji Wydawniczo-Reklamowej "Wprost". Wyrok ten powinien być ostrzeżeniem dla wszystkich inwestorów polskich i zagranicznych, ba, dla wszystkich zawierających w Polsce jakiekolwiek transakcje zakupu. Przestroga Antoniego Słonimskiego z czasów PRL jest ciągle aktualna: nie wolno siadać do gry w karty z partnerem, który podczas gry zmienia asa w szlemika. Czujemy się winni, gdyż nie przewidzieliśmy, że sukces wydawniczy i ekonomiczny prędzej czy później narazi nas na takie konsekwencje. Oto na podstawie raportu NIK z początku lat 90. pewien apolityczny likwidator RSW, którego nazwiska lepiej nie wymieniać, wniósł sprawę przeciwko "Wprost", choć ów raport wskazywał, że jedna czwarta spółdzielni, której przekazano prawa do tytułu, nie dokonała wpłat wkładów członkowskich. Ot, tak przypadkowo, spośród kilkunastu spółdzielni wybrał jeden tytuł dla "Elektrokomisu". Następnie po kilku latach procesów Sąd Wojewódzki wydał wyrok zgodnie z prawem automatyzmu. Orzeczenie brzmiało, że jeżeli pierwsze przekazanie tytułu jest nieważne, to późniejsza transakcja zakupu jest również nieważna. Gdyby to światowe osiągnięcie nauk prawniczych zastosować w czasie ostatnich wyborów prezydenckich, Aleksander Kwaśniewski, który wprowadził w błąd wyborców, deklarując, że ma wyższe wykształcenie, nie powinien piastować najwyższej godności w państwie. Na szczęście lub - jak kto woli - na nieszczęście w Polsce nie zawsze stosuje się te same prawa w podobnych sytuacjach. Sąd Apelacyjny w Poznaniu zorientował się, że automatyzm jest dobry w produkcji, ale nie w orzeczeniach sądowych i poprawił wyrok I instancji, znajdując nowy pretekst do podważenia transakcji zakupu praw do tytułu. Determinacja sądu, oczywiście niezawisłego, zasługuje na najwyższe uznanie i szacunek, co podkreślam z naciskiem. Zasada, że wszelkie wątpliwości przemawiają na niekorzyść obwinionego, zastosowana wobec nas, przeczy podłym insynuacjom o kryzysie niezawisłości sędziowskiej. "Wprost" szanowało i szanuje wyroki sądów, bo gdyby było inaczej, nie moglibyśmy się z państwem spotykać co tydzień przez najbliższe lata. Na szczęście, dziennikarze największego polskiego tygodnika informacyjnego, jakim jest "Wprost", nie otrzymali sądowego zakazu pisania, a więc dalej będą publikować swoje teksty, niewygodne dla niektórych polityków, różnej maści mafijnych biznesmenów finansujących za pomocą brudnych pieniędzy niektóre partie, czy państwowych urzędników i ludzi w togach. Robimy swoje i poprawy nie obiecujemy.
Okładka tygodnika WPROST: 36/1998
Więcej możesz przeczytać w 36/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0