Śmierć planktonu

Śmierć planktonu

Akcja przeszła próbę ognia. Wyborcy zweryfikowali harce polityków, eliminując małe ugrupowania, które chciały odkroić kawałek prawicowego tortu. Natomiast po lewej stronie rozepchnęło się Przymierze Społeczne - podsumowuje wybory Jacek Rybicki, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego AWS. - Sytuacja, w której wygrywają dwa wielkie bloki, jest znacznie zdrowsza od rozdrobnienia sceny politycznej, dotychczas uważanego za wyraz pluralizmu - uważa Sławomir Wiatr, członek SdRP. Partie przestaną się kojarzyć z gmachem przy ulicy Wiejskiej. Które z nich zaczną się kojarzyć z gmachem ratusza?
Wyborcy w większości negatywnie zweryfikowali ugrupowania skrywające się pod rozmaitymi, wymyślonymi ad hoc szyldami. - Polską lokalną często rządziły partie, tyle że ukryte pod dziwnymi nazwami. Teraz przynajmniej wszystko jest jasne, a wynik wyborów zmobilizuje działaczy partyjnych i przyspieszy budowanie struktur w tere- nie - mówi Aleksander Hall, lider Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, poseł AWS. Spektakularna okazała się porażka komitetu OK. Kraków, powstałego przy silnym poparciu radia RMF FM. - To dobrze, że przegrywają komitety złożone z kilku przedsiębiorców, którzy mają trochę pieniędzy i chcą załatwić swoje sprawy - twierdzi Andrzej Kieryło, rzecznik sztabu wyborczego AWS. Optymistyczne wydaje się odrzucenie pojawiających się niespodziewanie "lokalnych Tymińskich, czyli zbawców znikąd". Także tzw. nazwiska przestały gwarantować sukces; samorządowych mandatów nie zdobyli m.in. Aleksander Małachowski, były wicemarszałek Sejmu, prof. Tomasz Nałęcz, jeden z liderów UP, Ryszard Bugaj, były przewodniczący tej partii, Piotr Kołodziejczyk, były minister obrony narodowej, Mirosław Pietrewicz, były wicepremier.
Zdaniem wielu politologów, upartyjnienie samorządów powinno sprzyjać lepszej selekcji lokalnych elit. Za sprawowanie władzy w gminie będą odpowiadać organizacje o ponadlokalnym charakterze. Żyjąc z poparcia elektoratu, partie muszą dbać o to, aby lokalni działacze pracowali na zwycięstwo swej "firmy" w wyborach parlamentarnych. Dzięki temu obliczany na wiele lat proces kształtowania się miejscowych elit zdolnych do sprawnego rządzenia swoją miejscowością powinien zostać przyspieszony. Zwłaszcza gdy sami mieszkańcy lepiej zrozumieją wagę wyborów samorządowych, co powinno w przyszłości podwyższyć frekwencję. Choć i teraz - jak na polskie warunki - była ona całkiem dobra, gdyż zapewne przekroczyła 45 proc.; podczas wyborów samorządowych w 1994 r. do urn poszło niespełna 34 proc. uprawnionych. - To, że frekwencja była wyższa, może oznaczać, że upolitycznienie okazało się mobilizujące dla elektoratu - uważa Tomasz Żukowski, politolog. Czyjego elektoratu?
- Odpadli ci, których Stefan Niesiołowski nazwał "planktonem politycznym z zaburzeniami zdolności pływania" - ocenia poseł Piotr Żak, rzecznik prasowy Klubu Parlamentarnego AWS. Wyborcy okazali się bezwzględni dla secesjonistów z akcji. Nawet wpływowe Radio Maryja, prowadzące kampanię na rzecz Stowarzyszenia Rodzina Polska, nie potrafiło zmobilizować rzeczywiście dużego elektoratu. Wyjście z AWS okazuje się politycznym samobójstwem, a świadomość tego faktu wzmocni pozycję Mariana Krzaklewskiego.
Wynik wyborów zmieni układ sił nie tylko w akcji, ale również w koalicji. Co prawda odtworzenie jej na szczeblu samorządów, za czym opowiada się premier Jerzy Buzek, pozwala myśleć o zwielokrotnieniu siły obozu solidarnościowego, jednak porażka UW otwiera pole do nowych przetargów między samymi koalicjantami. - Niepowodzenie unii może być dotkliwe na szczeblu krajowym, bo zostanie wykorzystane przez tę grupę AWS, która chce zmniejszyć nasze, i tak stosunkowo niewielkie, wpływy w koalicji i w rządzie - uważa poseł Paweł Piskorski, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Unii Wolności. Już w wyborczy wieczór niektórzy politycy akcji mówili o konieczności weryfikacji podziału wpływów w koalicji. Teraz, podczas powtarzających się spotkań koalicyjnych, przypominają, że jeśli stosunek AWS do UW w parlamencie wynosi 1 do 3, to w samorządach - 1 do 5. W tej sytuacji zgłaszane przez unitów przed wyborami żądania renegocjacji umowy koalicyjnej i oddania unii stanowisk kilku wojewodów stały się raczej nierealne.
To pozwoliło odżyć tym unitom, którzy uważają, że UW grozi podzielenie losu dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego, partii wolnorynkowej, dysponującej pieniędzmi i mającej w swych szeregach popularnych polityków, która jednak w 1993 r. znalazła się poza parlamentem. Podczas niedzielnego posiedzenia Rady Krajowej UW działacze unii przypuścili atak na prof. Leszka Balcerowicza, obarczając go odpowiedzialnością za zgłoszenie tuż przed wyborami propozycji likwidacji ulgi budowlanej. Krytykowano też sztab wyborczy, który - jak podkreślano - "podczas burzy wokół podatków i ulgi budowlanej serwował razem z Maciejem Kuroniem kanapki". W dyskusji padały nawet głosy, by cały zarząd oddał się do dyspozycji Rady Krajowej. Mówiono o konieczności zmiany oblicza Unii Wolności, postrzeganej jako "polityczne ramię Ministerstwa Finansów". "Wystarczy, że AWS dystansuje się wobec rządu" - kontratakował Balcerowicz, który zaznaczył potrzebę rozbudowania lokalnych struktur. To jednak - z powodu utraty wpływów w wielu samorządach - może się akurat okazać trudniejsze niż do tej pory. - Zapłaciliśmy koszty reform. Najgorszy wynik unia uzyskała w miastach, które utraciły statut miast wojewódzkich: w Gorzowie, Koszalinie, Zielonej Górze, Kielcach - usiłuje tłumaczyć zły wynik unii poseł Mirosław Czech, sekretarz generalny UW. - Wydaje się, że w Polsce wybór pomiędzy prawicą a lewicą jest uwarunkowany ideowo, a UW postrzegana jest jako partia pragmatyczna, która może zawierać koalicje i z prawą, i z lewą stroną. Być może ta postawa została odrzucona - zastanawia się poseł Aleksander Hall.
Aktywiści głównej siły opozycji - SLD - też mają o czym myśleć. Sojusz uzyskał dobre wyniki, co pozwala Leszkowi Millerowi na razie zapomnieć o zamiarach wewnątrzpartyjnych oponentów, myślących o zmianie lidera wraz z przekształceniem SLD w jednolitą partię. Tyle że zwycięski sojusz już tradycyjnie ma kłopoty z przejęciem władzy z powodu trudności ze znalezieniem potencjalnych koalicjantów. W samorządach będzie o nich łatwiej niż w parlamencie, ale nie na tyle łatwo, aby przestać szukać odpowiedzi na pytanie, jak nie przegrywać zwycięstw.
Mieszane odczucia mogą też mieć członkowie Przymierza Społecznego, tworzonego przez PSL, Unię Pracy i Krajową Partię Emerytów i Rencistów. Uzyskany przez przymierze wynik daje możliwość współrządzenia w wielu radach, ale jest o wiele niższy od zsumowanych wyników, jakie zyskały UP i PSL w wyborach parlamentarnych. Większość radnych PS to kandydaci ludowców, którzy prawdopodobnie zebraliby więcej głosów, startując pod własnym szyldem. Mimo że Jarosław Kalinowski, prezes PSL, twierdzi, iż przymierze zdało egzamin, wielu ludowców nie chce "dźwigać balastu małych partii". Na niedzielnym posiedzeniu władz stronnictwa oponenci prezesa, próbując nie dopuścić do wzmocnienia jego pozycji, krytykowali pomysł zachowania przymierza, gdyż - jak podkreślał z powagą Zdzisław Podkański - godzi ono w tożsamość chłopskiej partii.
Tak więc w grze o władzę startują cztery ugrupowania oraz mocno przetrzebione lokalne koalicje. Przewaga mandatów pozwoli AWS samodzielnie powołać zarząd miasta m.in. w Krakowie, Rzeszowie i Gdańsku, zaś SLD - w Łodzi, Bydgoszczy czy Kielcach. Gdzie indziej nie będzie już tak łatwo. Tylko władze AWS deklarują jeszcze, że nie zgodzą się na lokalne układy z postkomunistami, a niechętnie będą patrzeć na porozumienia z Unią Pracy. Wszystkie inne ugrupowania zgłaszają gotowość do zawierania koalicji "dobrych dla lokalnych społeczności". Taką wolę wyraziła w uchwale Rada Krajowa Unii Wolności, rezygnując jednocześnie z zapisu o pierwszeństwie porozumień z AWS. Tak również postanowiło Przymierze Społeczne, porzucając udzielenie pierwszeństwa porozumieniom z SLD. Karty zostały rozdane. Teraz trzeba je wyłożyć.
Okładka tygodnika WPROST: 43/1998
Więcej możesz przeczytać w 43/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0