Dzieci swoich dzieci

Dzieci swoich dzieci

Generacji "dorosłych dzieci" wchodzących na scenę w latach 90. towarzyszą coraz częściej dorośli mający trudności z adaptacją, skarżący się na "analfabetyzm uczuciowy". Sytuacje, w których dzieci zachowują się jak rodzice, a rodzice jak dzieci, są coraz powszechniejsze. Zagubieni we współczesnym świecie dorośli potrzebują pomocy: aż 33 proc. dojrzałych Polaków badanych przez CBOS przyznaje wprost, że wszelkie zmiany w kraju są dla nich źródłem obaw i lęków.
- Uciekają od niejasnego i trudnego w percepcji świata dorosłych w świat dziecka - tłumaczy zachowanie dorosłych prof. Kazimierz Pospiszyl, psycholog. - Bezwiednie naśladują reakcje swych pociech. A ich dzieci? Cóż, młodzi Polacy mają poczucie, że "świat jest do zdobycia". I właśnie oni przekonują o tym swoich rodziców.
- Często czuję się zagubiony. Brak mi pewności siebie - przyznaje prof. Jerzy Woy-Woyciechowski, prezes Polskiego Komitetu UNICEF. - Kiedy wyjeżdżam za granicę, bardzo to przeżywam. To dzieci uczą mnie "światowego" życia, umiejętności znalezienia się w trudnej sytuacji. Kiedy jechałem na konferencję do Genewy, pocieszały mnie, że mam tylko jedną przesiadkę w Zurychu. One z dnia na dzień kupują bilet i jadą do Mediolanu, np. na naukę języka włoskiego. - Wyciągał mnie z portowych barów. Przywoził na taczce do ośrodka, w którym przebywał. Do rana czekał, aż wytrzeźwieję. To on mnie wychował i przywrócił aktorstwu. Długo nie chciałam przyznać, że zostałam wychowana przez swojego syna - mówi jedna z trójmiejskich artystek.
Gdy w rodzinie pojawia się dziecko, rodzice stają się aktywni, tryskają energią i częściej spełniają dobre uczynki. Psychologowie przekonują nawet, że kochający rodzice dojrzewają wraz ze swymi pociechami, wręcz dostosowują życie do ich wymagań i oczekiwań. - Kiedy urodziła się Marysia, moje życie uległo radykalnej zmianie. Ja, "nocny marek", wstawałem o świcie, by ją nakarmić. Na najmniejszy szmer w łóżeczku reagowałem natychmiast - wspomina Przemysław Gintrowski, kompozytor. - Marysia uczy mnie odpowiedzialności i miłości ojcowskiej. - Często zostawiałam dzieci z babcią lub gosposią. Gdy wracałam z pracy, nie mogłam się oderwać od przytulonej Sandry. To ona uświadomiła mi, jak ważny dla obu stron jest czas spędzony razem. Starałam się więc nie zawodzić, bo ona nigdy nie zawiodła - mówi Bożena Walter, producent programów telewizyjnych.
- Rodzicielstwo niewątpliwie jest testem na dojrzałość. Zmusza do zmiany punktu widzenia i utartych poglądów. Uczy, że dziecko może mieć rację - przypomina prof. Kazimierz Pospiszyl. Dorośli Polacy na ogół tolerancji uczą się właśnie od dzieci. - One nie oceniają ludzi po wyglądzie czy zasobności portfela. Cierpliwie słuchają i starają się zrozumieć. Nie złoszczą się, gdy mam inne zdanie. Szukają odpowiednich argumentów, aby mnie przekonać - twierdzi Feliks Falk, reżyser.
- Dzieci potrafią zmieniać nasze przyzwyczajenia, wzbogacić o nowe doświadczenia - przekonuje Marek Borowski, wicemarszałek Sejmu. - Chciałem oderwać syna od hałaśliwych i nieznośnych dźwięków heavymetalowych. Przyzwyczajałem go do "Czterech pór roku" Vivaldiego. Nie byłem jednak wielbicielem muzyki poważnej, tylko szukałem kontrpropozycji dla ogłuszających rytmów, których słuchał. Z czasem dostrzegłem walory Brahmsa, Mozarta, Bacha. To syn nauczył mnie słuchać muzyki poważnej. - Zaproponowano mi stworzenie dziecięcego programu telewizyjnego. Zgodziłam się. čródło informacji miałam przecież w domu - uśmiecha się Bożena Walter. - Moje dzieci mieściły się w przedziale "5-10-15". Obserwowałam, czym się interesują. Zadawałam pytania.
Dzieci potrafią nie tylko twórczo uskrzydlić, zainspirować, ale przede wszystkim znaleźć motywację do działania. Według badań CBOS, 7 proc. Polaków, którzy regularnie ćwiczą, dbając o kondycję, nie kryje, że robi to, by dotrzymać kroku swym dzieciom. - Już od pięciu lat szusuję na nartach. To dzieci mnie namówiły. Kiedy patrzą na mnie, zawsze bardziej się staram - mówi Katarzyna Frank-Niemczycka. - Założyłem łyżwy po 35 latach. Kupiłem kije i krążki hokejowe. W zimowe wieczory rozgrywam z dzieciakami mecze. Latem jeżdżę na rowerze - opowiada prof. Lech Falandysz.
Psychologowie biją jednak na alarm, że w wielu rodzinach kontakt między rodzicem a dzieckiem opiera się na negatywnych emocjach. Rodzice wymagają, kontrolują, karzą. W czasie wolnym są zmęczeni. Siedzą kilka godzin przed telewizorem. Pogrążeni w filmowej fikcji nie rozmawiają z sobą ani z dziećmi. Nie przychodzi im do głowy, że mogą się uczyć od własnych dzieci, że są sobie nawzajem potrzebni. - Wszystko zależy od tego, jakie podejście do życia mają rodzice. A nie od tego, z jakiej klasy społecznej pochodzą - przypomina prof. Maria Łopatkowa. - Jeśli nie są zatwardziałymi egoistami, dzięki swoim latoroślom wzbogacają się wewnętrznie. Dojrzewają do roli odpowiedzialnych rodziców.
- Kiedy rodzic jest krytykowany przez swoje dziecko, przyjmuje rolę przegranego, ono zaś wciela się w rolę zwycięzcy. Ten obraz kłóci się z wizerunkiem najwyższego autorytetu, kreowanym przez rodziców na co dzień - wyjaśnia prof. Brunon Hołyst, wiktymolog i kryminolog.
Dorośli wmawiają dzieciom, że to oni - i tylko oni - mają rację. Na zebraniach szkolnych o dzieciach mówi się bez nich. Uśmiechnięte nauczycielki unikają trudnych tematów, a rodzice wpadają w panikę, gdy dziecko chodzi do szkolnego psychologa. - Uczniowie już w szkole podstawowej dowiadują się, że najwyższą cnotą jest posłuszeństwo. Można się pokusić o stwierdzenie, że obyczajowość każe wychowywać dzieci na ciamajdy i nieudaczników życiowych. Jedynym argumentem rodzica staje się powiedzenie: "kiedy byłem w twoim wieku..." - uważa prof. Pospiszyl. Maria Łopatkowa dostrzega w polskiej obyczajowości postępowanie w myśl zasady: "dzieci i ryby głosu nie mają".
Tymczasem dzieci swych rodziców po prostu zawstydzają. Zaskakują dojrzałymi stwierdzeniami i odwagą. - Uderzyłam swoją trzynastoletnią córkę. Ze stoickim spokojem powiedziała, że mogę ją bić, bo jestem od niej starsza i silniejsza. Należę do osób gwałtownych, ale już nigdy nie zachowałam się podobnie - przyznaje Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezes NBP. - Córka nauczyła mnie opanowania. Odważnie pokazała, że nie można łamać cudzej woli. Użycie siły, szczególnie wobec dziecka, to słabość rodzica. - W sytuacjach spięć domowych dzieci są rozjemcami. Swoim spokojem łagodzą i pacyfikują napiętą atmosferę. Rzeczowymi argumentami doprowadzają nas do oprzytomnienia - mówi prof. Lech Falandysz.
Czy współczesny świat może się odmienić tylko dzięki dzieciom? Jeśli rodzice będą elastyczni w swoich poglądach, z uwagą wysłuchają, co dziecko ma do powiedzenia... - Wtedy może się zdarzyć, że wpłynie ono na zmianę światopoglądu i zainteresowań rodziców - uważa prof. Barbara Smolińska z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. - Jeśli tak się stanie to znak, że dorośli dostrzegli antidotum na dehumanizację i postępujący regres społeczeństwa - mówi prof. Łopatkowa. - Albo że przestraszyli się Międzynarodowej Konwencji Praw Dziecka, w myśl której dziecko ma prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich dotyczących go sprawach.
- Dzieci niewątpliwie są lekiem na zło świata, w którym pieniądz jest bogiem, a kłamstwo środkiem do osiągnięcia celu. Pilnują mnie, bym mówił prawdę i dotrzymywał słowa. Pozytywnymi emocjami wskazują sens życia. Sprawiają, że jestem radosnym mężczyzną, w pełni sił witalnych - przyznaje Lech Falandysz. - Złodziej ukradł moje samochodowe wycieraczki. Z wściekłości także komuś ukradłem - wspomina aktor Jerzy Bończak. - Zanim uznałem je za swoje, pomyślałem o nie narodzonym dziecku. Na pytanie: "Czy kradłeś, tato?" nie mógłbym odpowiedzieć "nie". Wycieraczki oddałem. - Radzę się swojego syna głównie w sprawach zawodowych. Opowiadam o roli, do której szukam aktora. Czekam na jego propozycje, chociaż decyzja i tak należy do mnie - mówi Barbara Borys-Damięcka, reżyser.
Dorośli narzekają na brak czasu i pomysłów. Tylko dzieci, choć nigdy się nie nudzą, na wszystko mają czas. - Syn zmusił mnie do przejażdżki metrem. Przytłoczył argumentami. Wziął za rękę i wyprowadził z domu. Od dawna miałam na to ochotę, ale zawsze brakowało mi czasu - mówi dr Irena Eris. - Marysia zmusza mnie do ciągłego wysiłku intelektualnego. Nieustannie o coś pyta. Z prostych opowiadań i oczywistych odpowiedzi tworzę więc szkatułkowe opowieści. Jej poczucie ładu społecznego i ciekawość świata mają wpływ na moją twórczość - przyznaje Przemysław Gintrowski. Z opinią tą zgadza się Laura Łącz, aktorka tworząca wspaniałe spektakle dla dzieci. Dla niej również natchnieniem jest syn.
Z deklaracji respondentów CBOS wynika, że większość osób ma poczucie dobrego kontaktu i silnych więzi emocjonalnych ze swoimi dziećmi. Aż 80 proc. zawsze znajduje czas na rozmowę z nimi, a 70 proc. na spacer i wspólne zabawy. - Skaczę z dziećmi po pokoju i witam nowy dzień. To najlepsza recepta na długowieczność - mówi Iwona Büchner.



Resocjalizacja przez miłość

W Krzywańcu znajduje się jedyny w Polsce zakład karny, w którym skazane kobiety mogą przebywać z dziećmi poniżej trzeciego roku życia. 10 z 11 skazanych kobiet sąd uznał winnymi zabójstwa. Od 1979 r. jedynie 8 proc. przebywających tam matek po wyjściu z więzienia ponownie popełniło przestępstwo. Sporadyczne były wypadki porzucenia dziecka po odbyciu kary.
- Walczyłam o ten oddział dwadzieścia lat - mówi prof. Maria Łopatkowa. - Jestem przekonana, że jedynym ratunkiem dla tych kobiet jest resocjalizacja przez miłość. A dzieci mają na nie szczególny wpływ. Onieśmielają i nakazują czynić dobro. Właściwie nie spotkałam kobiety, która dla swojego dziecka nie chciałaby się oczyścić moralnie.
- U boku swojego dziecka dorastałam - mówi jedna ze skazanych kobiet. - Uczyłam się życia i odpowiedzialności. W zabawach w smoka, w szalonych wyprawach po ukryte głęboko w ziemi skarby odnajdywałam to, czego nie miałam, będąc dzieckiem. Powoli odzyskiwałam człowieczeństwo. Zaczynałam z nadzieją spoglądać w przyszłość.
Okładka tygodnika WPROST: 43/1998
Więcej możesz przeczytać w 43/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0