Przerzucanie kanałów

Przerzucanie kanałów

Włoski model upadku Telewizji Polskiej
Nazwanie Telewizji Polskiej SA "publiczną" to wprowadzanie ludzi w błąd. Jest to nadal telewizja państwowa i polityczna. Świadczy o tym zarówno struktura własności, jak i stosunek polityków do tego medium - uważa Andrzej Zarębski, sekretarz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Podczas trwającej od kilku tygodni kolejnej batalii o telewizję, główni rywale - AWS i SLD - zgadzają się co do jednego: "odgórne", polityczne zarządzanie TVP SA będzie utrzymane.
Liderzy AWS zarzucali TVP SA wyraźne faworyzowanie lewicy w czasie wyborów samorządowych. Czarę goryczy przepełnił telewizyjny długi wywiad z Aleksandrem Kwaśniewskim, wyemitowany tuż przed wyborami. Akcja w odwecie zażądała czasu antenowego dla premiera.
Mimo że Jerzy Buzek wystąpił w TVP, topór wojenny został odkopany. Szarżę na rządzącą w publicznej telewizji koalicję "ludzi" SLD i PSL posłowie akcji rozpoczęli od zapowiedzi postawienia większości członków KRRiTV przed Trybunałem Stanu. Powodem miało być niezgodne z prawem przyznanie koncesji telewizji komercyjnej TVN (votum separatum do decyzji koncesyjnej złożyli dwaj prawicowi członkowie rady - Jan Szafraniec i Marek Jurek). Koncesja została cofnięta wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, co oznacza, że telewizję Mariusza Waltera należałoby w praktyce zamknąć, a budżet państwa powinien wypłacić gigantyczne odszkodowanie jej właścicielom. Na razie TVN nadaje, a wyrok NSA pozostaje martwą literą. Na razie - ale jak długo? Politycy AWS przyznają jednak, że Trybunał Stanu dla członków krajowej rady ma być nie tylko działaniem na rzecz przestrzegania prawa, ale także jedynym realnym sposobem na zmianę politycznego układu w mediach publicznych. Przecież to nieodwoływalna w praktyce KRRiTV mianuje radę nadzorczą telewizji, a ta - zarząd. Przy obecnym składzie krajowej rady (przewaga SLD i PSL) wszelkie próby odwoływania zarządu czy rady nadzorczej nie mają sensu.
Na pomruki AWS "telewizyjny front" lewicy odpowiedział bolesną ripostą. Według nieoficjalnych informacji, ze wstępnych dyskusji o tworzeniu polskiej platformy telewizji cyfrowej może zostać wykluczona "ostoja" części AWS, czyli Telekomunikacja Polska SA. Rada nadzorcza i zarząd kontynuowały też politykę ignorowania istnienia właściciela spółki, czyli ministra skarbu. Odmówiły oddania Fundacji Polakom na Wschodzie 17 mln zł, która to suma miała m.in. umożliwić rodakom płacenie za odbiór TV Polonia. Zaskarżyły też - na razie z sukce- sem - powyższą decyzję ministra do sądu. W normalnej spółce akcyjnej taki akt niesubordynacji skończyłby się odwołaniem rady nadzorczej i zarządu. W wypadku "telewizyjnego potworka prawnego" właściciel ma w radzie nadzorczej tylko jednego przedstawiciela, a tym samym pozbawiony jest większego wpływu na politykę rady i zarządu. Chyba że - jak zapowiedzieli w zeszłym tygodniu posłowie AWS - postawi spółkę w stan likwidacji. Likwidatora, czyli władcę absolutnego, mianowałby wtedy właściciel, czyli Emil Wąsacz, minister skarbu państwa (AWS). - To groteskowy żart - skwitował pomysł Robert Kwiatkowski, prezes TVP SA. W obronie władz telewizji wystąpili też zaniepokojeni utratą wpływowego medium przywódcy lewicy. "Zamachem na telewizję publiczną" nazwał pomysł Leszek Miller, przewodniczący SdRP, o "zwyczajnym nieporozumieniu lub awanturze" mówił prezydent, a o "godzeniu w demokratyczny ład" - lider ludowców Jarosław Kalinowski. Oczywiście nie odbyło się też bez bolesnego odwetu ze strony "medialnej koalicji". Dzień po ujawnieniu pomysłu likwidacji spółki Sławomir Zieliński, szef telewizyjnej Jedynki, zdjął z anteny program "Opinie", przygotowywany przez uchodzącego za sympatyka prawicy dziennikarza Adama Pawłowicza. Dwa dni później - za prowadzenie studia wyborczego AWS - stracił pracę w telewizji prezenter Krzysztof Luft. Obie decyzje motywowano brakiem wiarygodności dziennikarza, który angażuje się w politykę. Tymczasem Robert Kwiatkowski, zanim został prezesem telewizji, przygotowywał kampanię prezydencką Aleksandra Kwaśniewskiego, zaś kierujący programem pierwszym Sławomir Zieliński i dyrektor Biura Programowego Andrzej Kwiatkowski występowali podczas debaty Wałęsa-Kwaśniewski po stronie obecnej głowy państwa.
Nic nie wskazuje, żeby "telewizyjna wojna" miała się szybko zakończyć. Straszenie likwidacją to tylko ostre "zaproszenie do rokowań" - analizuje sytuację członek KRRiTV. Nikt nie jest w stanie przewidzieć reakcji kontrahentów i reklamodawców na powołanie likwidatora, więc akcja nie odważy się prawdopodobnie na tak drastyczny krok. Politycy nie przerwali dyskusji o kształcie nowego zarządu. Akcja chce, by składał się on z czterech członków - po jednym z AWS, SLD, PSL, UW (prezes ma być z AWS), sojusz dorzuciłby jeszcze przedstawiciela prezydenta i zachował swojego prezesa. Oba pomysły przypominają włoski scenariusz podziału miejsc we władzach publicznej telewizji, po którym nastąpił podział poszczególnych kanałów między partie. We Włoszech taki eksperyment zakończył się radykalnym spadkiem popularności telewizji publicznej i budową medialnego monopolu komercyjnych stacji Berlusconiego. Z ziemi włoskiej do Polski?

Więcej możesz przeczytać w 44/1998 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0