Unia antyeuropejska

Unia antyeuropejska

Integracji z Europą boją się polscy rolnicy, menedżerowie, przedsiębiorcy i uczeni
Widmo krąży nad Polską, widmo kosmopolityzmu - głoszą anty-Europejczycy. Przeciwnicy zjednoczonej Europy mają już w Polsce własną reprezentację parlamentarną (Nasze Koło), własne, docierające do milionów odbiorców środki przekazu ("Nasz Dziennik", Radio Maryja), własnych duchownych (ojciec Tadeusz Rydzyk), własnych reprezentantów w samorządach. W tym ostatnim wypadku "naszych" działaczy jest niewielu, co oznacza, że antyeuropejskie dywizje nie są w Polsce aż tak silne.
? Unia Europejska to ZSRR ? rebours. Oparta jest na systemie antydemokratycznym. Biurokracja brukselska pożera struktury, niezawisłość i suwerenność państw członkowskich - twierdzi Piotr Jaroszyński, lider związanego z Radiem Maryja Stowarzyszenia Rodzina Polska. Podobnie uważa 19 proc. Polaków deklarujących niechęć do integracji z unią. Przez cztery lata aż o 15 proc. stopniało grono osób popierających jednoczenie kontynentu, zaś liczba eurosceptyków wzrosła dwukrotnie. Czy podczas referendum integracyjnego Polacy - podobnie jak Norwegowie - odrzucą możliwość przystąpienia do UE? - Mimo że zawsze byliśmy europejskimi nonkonformistami, eurosceptycy nie wygrają ? uspokaja dr hab. Bogdan Mach, socjolog z Instytutu Socjologii i Filozofii PAN. Na razie jednak to oni atakują i odnoszą sukcesy.
Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, nie tylko rolnicy i górnicy tworzą "elektorat strachu". Trudną do uchwycenia w badaniach statystycznych, ale coraz liczniejszą grupę stanowią drobni przedsiębiorcy, kupcy i część kadry menedżerskiej. Ludzie ci obawiają się wzrostu konkurencji wielkich zachodnich korporacji i konieczności sprostania wyższym wymaganiom zawodowym. Nawet w środowiskach inteligencji - prawniczych, lekarskich, uczonych (szczególnie nauk ścisłych) - coraz powszechniejsze są obawy przed zachodnimi kancelariami i instytutami badawczymi, które nie żyją z państwowych dotacji.
Najliczniejszą grupą niechętnych pozostają jednak rolnicy. Według ostatnich badań CBOS, aż 46 proc. chłopów jest przeciwnych wejściu do unii. I nie są w swym strachu osamotnieni. Według lipcowego opracowania Instytutu Spraw Publicznych, aż 66 proc. Polaków właśnie przyszłość polskiego rolnictwa uważa za najważniejszy temat w negocjacjach Polski z unią. Zdaniem głównego negocjatora, Jana Kułakowskiego, będą to jedne z najcięższych rozmów. Co bowiem zrobić z 2 mln gospodarstw, z których połowa produkuje żywność tylko na własne potrzeby? Ostatni, poświęcony polskiemu rolnictwu raport Komisji Europejskiej potwierdził, że od krajów piętnastki dzieli nas przepaść. Za jej zasypanie zapłaci - koniecznością przekwalifikowania się - część polskich rolników. I rzeczywiście - polski minister rolnictwa zapowiedział niedawno w Brukseli, iż liczba zatrudnionych w tym sektorze powinna się zmniejszyć w ciągu dziesięciu lat z 27 proc. do 5 proc. zawodowo czynnych Polaków. Minister zapowiedział też, że rząd nie wystąpi o ustanowienie okresu przejściowego dla naszego rolnictwa. Jeśli od razu zostaniemy pełnoprawnymi członkami UE, będziemy mogli skorzystać z unijnej kasy tak, jak farmerzy z Europy Zachodniej. Inaczej uważają liderzy PSL, którzy na sceptycznym stosunku do integracji usiłują budować swoją siłę. Ludowcy twierdzą co prawda, że do UE należy wejść, ale na naszych warunkach i niekoniecznie od razu. Żądają okresu przejściowego dla polskiego rolnictwa, a jednocześnie unijnych pieniędzy w tej samej wysokości, jaka przysługuje w ramach dotacji dla krajów unii.
Równie niechętnie odnoszą się do jednoczenia pracownicy przemysłu ciężkiego. Protestacyjne marsze Ursusa i antyeuropejskie wypowiedzi Zygmunta Wrzodaka, lidera ursuskiej "Solidarności", nie są incydentem. W ubiegły piątek członkowie popierającej rząd górniczej "Solidarności" manifestowali w Warszawie przeciwko rządowemu, a zaakceptowanemu przez Komisję Europejską, programowi restrukturyzacji górnictwa. Stolicę czekają niewątpliwie najazdy hutników i producentów rur, którzy po wejściu do UE będą musieli ograniczyć swój eksport.
Przystąpienie do unii może pozbawić ten ogromny sektor subsydiów, ulg podatkowych i gwarancji państwowych. Polska, przyjmując europejskie zasady udzielania pomocy publicznej i znajdując się pod stałą kontrolą Komisji Europejskiej, nie będzie mogła się zgodzić na wieloletnie niepłacenie stałych opłat (podatki, ZUS), gigantyczne zadłużenie zakładów i przerost zatrudnienia. Przekonała się o tym np. włoska poczta, która na skutek interwencji komisji musi zwrócić anulowane jej przez własny rząd horrendalne długi.
Na tym bazują politycy broniący "dobrego, bo polskiego". Część z nich wskazuje na "przesocjalizowanie" UE. - Musimy twardo bronić interesu narodowego - podkreśla Marian Piłka, prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. - Bruksela chce nas zmusić do przyjęcia Karty Socjalnej, a na to jesteśmy jeszcze za biedni. Niektóre dyrektywy Komisji Europejskiej mogą z kolei osłabić tempo naszego rozwoju gospodarczego.
Większość antyeuropejskich trybunów woli łatwiejszą drogę - po prostu dostrzegają w pracach rządu "uległość i służalczość" w stosunku do biurokratów z unii. Według Wojciecha Włodarczyka, posła ROP, reforma administracji jest "dostosowaniem do biurokratycznej machiny w Brukseli". Jan Łopuszański, poseł Naszego Koła, uważa, że włączenie Polski do Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie byłoby dla nas zabójcze. - Celem ponadnarodowego rządu europejskiego nie byłoby dobro narodów, ale związanych z nim wielkich grup międzynarodowego kapitału, co rozbiłoby moralną więź pomiędzy rządzącymi a rządzonymi - grzmi Łopuszański. Przestrzega przed dołączeniem narodu polskiego do grona tych, które dążą do samolikwidacji na rzecz przyszłych mgławic międzynarodowych. - Dziś już nie grozi nam ideologia komunistyczna, bo nie ma Związku Radzieckiego, który ją podtrzymywał, ale groźna jest dominująca w UE ideologia socjalistyczno-sekularyzacyjna - przewiduje Piotr Jaroszyński.
Żądając specjalnego traktowania, polscy eurosceptycy liczą, że także na Zachodzie powiększy się obóz niechętnych poszerzaniu unii. Nasze wejście do UE popiera już mniej niż połowa mieszkańców piętnastki. Najwięcej przeciwników mamy wśród Austriaków - aż 52 proc. nie chce nas we wspólnocie.
Polscy eurosceptycy, powołując się na prosperity państw europejskich, które odrzuciły możliwość integracji z UE, nie przyjmują też do wiadomości zmian zachodzących w tych krajach. I tak w Norwegii, gdzie dwukrotnie odmówiono wejścia do UE (w 1972 ? 53,5 proc. obywateli, a w 1994 r. 52,4 proc. nie poparło w referendum idei integracji), dziś odsetek zwolenników integracji wzrósł na tyle, że gwarantuje minimalną przewagę euroentuzjastów. Norwegowie obawiają się pozostania na marginesie, zwłaszcza że do unii należą ich sąsiedzi - Duńczycy, Finowie, Szwedzi. Problem może się stać palący po wprowadzeniu od 1 stycznia przyszłego roku wspólnej waluty - euro - w 11 krajach unii. Tak więc ostatnim bastionem niezależności w Europie Zachodniej jest Szwajcaria. Nie tylko nie chce się integrować z unią, ale w 1992 r. jej mieszkańcy odrzucili w referendum, stosunkiem głosów 50,3 proc. do 49,7 proc., możliwość przyłączenia się do Europejskiego Obszaru Ekonomicznego. Sondaż przeprowadzony ostatnio w Szwajcarii wykazał jednak, że odsetek zwolenników integracji z EOE wzrósł do 59 proc. Ankietowani argumentowali to poczuciem izolacji i to nie tylko w sprawach gospodarczych, ale i w wymiarze ludzkim - niemożnością podejmowania pracy w krajach unii, studiów, wymiany naukowej itp. Konserwatywna Szwajcaria (w niektórych kantonach dopiero w latach 90. przyznano kobietom prawa wyborcze) staje się bardziej proeuropejska.
Piotr Jaroszyński liczy jednak na Norwegów i Szwajcarów przeciwnych integracji. - Nawiązaliśmy już z nimi kontakty. Być może nawet dogadamy się z przeciwnikami unii działającymi w jej krajach członkowskich. Wspólnie poprowadzimy akcję uświadamiania Polaków - zapowiada. Jaroszyński może też na pewno liczyć na ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, zapowiadającego, że Polacy "do Europy nie będą wchodzić na kolanach". W polskim Kościele postendeckie poglądy ojca Rydzyka nie są zbyt popularne. Wyniki badań przeprowadzonych wiosną tego roku wykazały, że większość duchownych przychylnie spogląda na jednoczenie Europy.
Podobnie jak PSL, inni eurosceptycy przestają już negować potrzebę samej integracji, podkreślając w zamian konieczność spełnienia wielu warunków niezbędnych do zjednoczenia. Oczywiście ma je spełnić unia, nie Polska. - Integracja jest nieunikniona, trzeba jednak ją przeprowadzić w sposób najmniej bolesny dla Polski. Nie można zapominać, że rozszerzenie jest też wyzwaniem dla samej unii - twierdzi Jan Olszewski, lider ROP. ZChN, zgadzając się z potrzebą integracji, szuka już europejskich sojuszników dla koncepcji Europy ojczyzn. We wrześniu zjednoczenie podpisało porozumienie z prawicową frakcją Parlamentu Europejskiego - Unią dla Europy. - Opowiadamy się za istnieniem UE, ale przeciwko nadmiernemu rozbudowaniu kompetencji Brukseli i przekształceniu Komisji Europejskiej w rząd ponadnarodowy - tłumaczy Marian Piłka. Anty-Europejczycy wszystkich krajów łączcie się?


Pociąg do Brukseli

Rozmowa z dr. hab. BOGDANEM MACHEM,
badającym problemy integracji Polski z UE
w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN

"Wprost": - Czy podczas referendum Polacy powiedzą "nie" Unii Europejskiej?
Bogdan Mach: - Myślę, że jednak zaakceptujemy przystąpienie do UE, choć do czasu referendum liczba eurosceptyków będzie wzrastać.
- Dlaczego liczba Polaków popierających integrację stale maleje?
- Jeszcze kilka lat temu przystąpienie do unii było dla większości Polaków abstrakcją. Dlatego myślenie o integracji koncentrowało się wokół wartości takich jak wolność bądź "powrót do Europy". Im bliżej członkostwa, tym bardziej patrzymy na unię przez pryzmat własnego, często jednostkowego interesu.
- To jedyny powód wzrostu eurosceptycznych postaw?
- Wiedza o europejskich strukturach jest coraz powszechniejsza. Tym, którzy nie mieli dotychczas zdania na temat integracji, Bruksela zaczyna się jawić jako miejsce nie kończących się konfliktów. Ludzie mogą uważać, że Polska nie może się po takiej wspólnocie wiele spodziewać. Jedynym lekarstwem na te niepokoje jest spokojna i profesjonalnie prowadzona kampania na rzecz integracji
Więcej możesz przeczytać w 44/1998 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0