Świętowanie rocznicy

Świętowanie rocznicy

Wydawało się, że od czasu, gdy PSL zgłosiło w Sejmie wniosek o wotum nieufności wobec własnego rządu, nikt w Polsce już nic bardziej dadaistycznego politycznie nie wymyśli
Za niedawnych czasów peerelu był taki żart: Żydowi udało się wyjechać na stałe ze Związku Radzieckiego do Izraela, gdzie wszyscy zaraz zaczęli go pytać, jak się żyje w ZSRR. A Żyd na to: - Co tu dużo gadać. Oni tam mieli Wielką Rewolucję Październikową. Październikową! To oni rocznicę tej rewolucji obchodzą w listopadzie. I tak jest ze wszystkim.

Ten październikowo-listopadowy symbol rozziewu teorii z praktyką przyrósł, zdaje się, do nas już na zawsze. Oto dla uczczenia Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej - bo innej okazji nie widzę i innej przyczyny także nie - otóż dla jej uczczenia, w wigilię 81. rocznicy wybuchu tej rewolucji Akcja Wyborcza Solidarność - główna siła polityczna koalicji sprawującej rządy w Polsce - zgłosiła i przegłosowała w Sejmie poprawki do ustawy podatkowej. Między innymi - prorodzinną ulgę zależną od liczby dzieci oraz zwolnienie z opodatkowania składki związkowej. Posłom AWS świętowanie rocznicy rewolucji październikowej w listopadzie szło tak świetnie i jak z płatka, że o mało co przegłosowaliby jeszcze jedną zmianę - uzależnienie wielkości odpisów w ramach ulgi mieszkaniowej od liczby osób w rodzinie. Szkoda, że do uchwalenia tej ulgi nie doszło - byłby pasztet jak ta lala. Zabawę popsuł szef Komisji Finansów Publicznych Henryk Goryszewski, który zadał pytanie: "Jak będzie się rozliczało rodzinę, która zacznie budować jako dwuosobowa, a po czterech, pięciu latach skończy jako sześcioosobowa?".
Minister Finansów Leszek Balcerowicz pytał retorycznie i dramatycznie dziennikarzy, czy AWS bierze odpowiedzialność za kraj. Mówił, że AWS głosowała przeciw własnemu rządowi, własnemu premierowi i własnemu bud- żetowi, że zachowała się jak opozycja wobec samej siebie. Rzeczywiście, takie porównanie samo się narzuca. Wydawało się, że od czasu, gdy Polskie Stronnictwo Ludowe (do którego ta historyczna i piękna tradycją nazwa tak pasuje jak pięść do oka) - otóż wydawało się, że od czasu, gdy PSL zgłosiło w Sejmie wniosek o wotum nieufności wobec własnego rządu, nikt w Polsce już nic bardziej dadaistycznego politycznie nie wymyśli. Ale, jak się właśnie okazało, dopóki Piłka w grze - wszystko jest możliwe. To, co mówił po tym nadzwyczajnym głosowaniu poseł AWS i lider ZChN Marian Piłka, przebiło wszystkie monologi przedwojennego estradowca Tymoteusza Ortyma. Pan Piłka mówił o pieniądzach, których wprawdzie nie ma ani on, ani nikt, ale które muszą się znaleźć, ponieważ są panu Piłce i jego kolegom bardzo potrzebne do zrealizowania zapisu o polityce prorodzinnej, z którego to zapisu pan Piłka nie zrezygnuje.


Pan Piłka z kolegami zadekretowali szczęście rodzin w Polsce i teraz pilnują,
żeby szczęście i dobrobyt podążały za dekretem


Pan Piłka z kolegami zadekretowali szczęście rodzin w Polsce i teraz pilnują, żeby szczęście i dobrobyt podążały za dekretem. Rozumiem te potrzeby, bo doświadczałem wolności podróżowania i wolności słowa, i wolności zrzeszania się, i różnych innych zadekretowanych przyjemności i wolności. Cenzura działała, paszportu nie otrzymałem - ale wolność słowa była i podróżowania także. Chcę tu powiedzieć, że prorodzinną politykę można - i należy - prowadzić w trochę inny sposób niż to robi pan poseł Piłka z kolegami. Trzeba wspierać szkolnictwo. Niech będzie tania i ogólnie dostępna, na wysokim poziomie oświata dla wszystkich, niech dzieci i młodzież na wsi mają możliwość kształcenia się taką samą jak dzieci w dużych miastach, niech kadra nauczycielska będzie wszędzie wysokiej próby kadrą, godziwie wynagradzaną. Niech szkoła kształci charaktery i postawy, niech szkoła nie ogranicza się do przepytania z rachunków, ale niech polska szkoła wychowuje! Niech wspomaga dom rodzicielski w wychowywaniu młodego człowieka. Niech ten młody człowiek ma dom właściwy, a gdy go mieć nie może - niech będą odpowiednio wyposażone domy dziecka, domy dla samotnych matek, mieszkania dla tych, które zaszczute, bite i upokarzane muszą mieszkać i żyć całe życie z chorym na chorobę alkoholową mężem. Przecież to, co się dzieje w Polsce, woła o pomstę do nieba. Przypadkowo akurat czytam w "Życiu" na sobotę i niedzielę (7 i 8 listopada) o biedzie w domach dziecka. Rzecznik praw obywatelskich pisze raport, z którego wynika, że "w Polsce system opieki nad dziećmi opuszczonymi przez rodziców działa fatalnie (...). Do naturalnych rodzin wraca zaledwie 20 proc. dzieci, do rodzin zastępczych idzie nie więcej niż 3 proc. Większość zostaje w domach dziecka (...), gdzie łóżka są zepsute, wszystko gryzie, wychodzą robaki, sufit się sypie". To trzeba uzdrowić, naprawić i tym się zająć. Tędy jest raczej droga, panie Piłka, do realizacji polityki prorodzinnej, a nie przez dawanie co miesiąc pieniędzy na każde dodatkowe dziecko, które grosza z tego nie doświadczy, bo dlaczego niby tatuś nie może częściej wypić, skoro są pieniądze. A lecznictwo? A szpitale dziecięce i położnicze? A opieka medyczna nad wiejskim dzieckiem?
Najłatwiej rozdaje się pieniądze, których się nie ma. Zobaczymy, co będzie dalej. Wcale nie będę płakał po tym rządzie, jeśli padnie, choć bardzo sprzyjam i premierowi, i ministrowi finansów. Ale poza tym... No, nic. Jeśli sprawa będzie aktualna, wrócę do niej za tydzień. A jeśli będzie nieaktualna? Oczywiście też wrócę. Tymczasem pa!

Okładka tygodnika WPROST: 46/1998
Więcej możesz przeczytać w 46/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0