Dwie Polski

Dwie Polski

W obecnym stuleciu Polska dwa razy odzyskała niepodległość - w 1918 r. i 1989 r. Czy dobrze wykorzystaliśmy pierwsze dziesięć lat wolności - po roku 1918 i po roku 1989? Czy mieliśmy i mamy szczęście do wybitnych polityków, czy też pecha do nieudolnych przywódców? Te pytania zadaliśmy znanym historykom i publicystom.
Prof. KRYSTYNA KERSTEN,
historyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk


Pozornie bilans kształtuje się raczej na korzyść III RP. Zżymamy się na brak stabilności sceny politycznej, ale w ostatniej dekadzie mieliśmy ośmiu premierów, podczas gdy tylko do przewrotu majowego było ich trzynastu. Dzielące scenę polityczną konflikty, wręcz nienawiści, nie mogłyby dziś doprowadzić do zabójstwa prezydenta. Porównując ówczesne i obecne debaty sejmowe, uliczne wystąpienia i strajki, III Rzeczpospolita jawi się jako oaza spokoju i narodowej zgody. Ale prawdą jest także, że startowała z innego punktu niż Polska w 1918 r. Wraz z postępującym procesem integracji europejskiej i wejściem Polski do NATO zniknął geopolityczny koszmar usytuowania między dwoma potęgami, które wymazały nasz kraj z mapy Europy. Także w warstwie symbolicznej przejście PRL do RP nie dorównywało odzyskiwaniu państwowości w 1918 r. "Złamane berła, obalone trony, niewoli pęta już zerwane w pył - i w całej Polsce rozbrzmiewają dzwony, że Bóg krwią naszą dawne winy zmył" - patos tej pieśni, którą znam z rodzinnego przekazu, nie mieści się w poetyce roku 1989.

Dr ANTONI DUDEK,
politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego


W obu dekadach mieliśmy sporo szczęścia. W latach 90. nie pojawiły się oczywiście takie problemy jak w latach 20. Nie toczyliśmy wojen o granice, nie mamy trudności z mniejszościami narodowymi. Również problemy gospodarcze nie były tak ogromne - dziesięć lat temu należało jedynie wzmocnić złotówkę, 80 lat temu trzeba było ją ustanowić na terenie scalonym po trzech zaborach. W latach 20. nie udało się ocalić demokracji. Teraz demokracja nie jest zagrożona, ale z kolei nie stworzono etosu państwa. Mało tego, każda ekipa rządząca zachowuje się tak, jakby Polska była jej własnością, zaś opozycja przejawia wręcz postawę antypaństwową. Nie udało się również rozliczyć z PRL, wyzwolić z pewnych struktur i mechanizmów. Mieliśmy też ostatnio pecha do przywódców. Jestem szczególnie krytyczny wobec rządu Tadeusza Mazowieckiego. Tylko ten gabinet, cieszący się tak dużym społecznym poparciem, mógł doprowadzić do rozliczenia PRL, umożliwić wszystkim siłom politycznym równy start i zbudować służby specjalne od zera.

Prof. ANDRZEJ AJNENKIEL,
dyrektor Wojskowego Instytutu Historycznego Akademii Obrony Narodowej


W 1918 r., mimo bardzo trudnej sytuacji, udało się wykorzystać narodową szansę. Dzięki działaniom dyplomatycznym (wielkie role Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego) sprzężonym z czynem zbroj- nym - powstanie wielkopolskie i powstania śląskie - odzyskaliśmy ziemie zaboru pruskiego. W obliczu śmiertelnego sowieckiego zagrożenia potrafiliśmy się zjednoczyć, udało się też sprawnie scalić kraj z trzech odrębnych ziem. Mieliśmy szczęście do polityków, także chłopskich - Wincentego Witosa, a później Macieja Rataja. Szczególną rolę odegrał Józef Piłsudski - wódz naczelny zwycięskiej wojny z bolszewikami. Wydarzenia roku 1989 zaskoczyły swoim dynamizmem i to spowodowało, że nie udało się wykorzystać wszystkich możliwości, przede wszystkim definitywnie zerwać z dziedzictwem komunizmu. Dlatego ciągle potykamy się o "szare strefy", w których kryją się problemy różnych form dziedzictwa PRL, m.in. lustracja.

Prof. TOMASZ NAŁĘCZ,
historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, działacz Unii Pracy


W obu okresach, po 1918 r. i po 1989 r., szanse wykorzystano. Oczywiście, jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa, sytuacja po roku 1989 była bardziej korzystna. W pierwszych latach II Rzeczypospolitej ciągle istniało niebezpieczeństwo zbliżenia niemiecko-rosyjskiego. Ponadto podważano ideę demokracji i autorytet Sejmu. Fascynował komunizm i faszyzm. Jeśli chodzi zaś o przywódców... Historia jest formą, w której odlewane są charaktery ludzi na miarę potrzeb danych czasów. Uważa się, że w 1918 r. elity polityczne były bardziej gotowe do postaw heroicznych, ale ja sądzę, że gdyby obecni przywódcy mieli stanąć przed trudnym egzaminem, na pewno by go zdali.

STEFAN BRATKOWSKI
pisarz, historyk, publicysta


Pechem Polski po 1918 r. było zapatrzenie w model ustrojowy Republiki Francuskiej - państwa, które wiecznie chorowało. Z lęku przed Józefem Piłsudskim wybrano na początek system władzy paraliżujący organy wykonawcze. Kolejnym pechem było rozpętanie politycznej wojny domowej na górze. Do tego stopnia pełnej nienawiści i zawiści, że doprowadziła do zabójstwa pierwszego prezydenta RP. W rezultacie do zamachu majowego nie mieliśmy trwałego rządu. Szczęściem Polski byli fachowcy i nauczyciele, którym politycy, zajęci sobą, nie przeszkadzali scalać i budować kraj. Natomiast po 1989 r. niepodległość nas zaskoczyła. Nie byli do niej przygotowani ani fachowcy, ani politycy. Tymczasem liczona na dziesiątki lat wyrwa cywilizacyjna spowodowała spustoszenie w wiedzy i umiejętnościach. Łatwiej było budować po 1918 r., mimo olbrzymich ofiar w ludziach i strat materialnych, niż dziś, kiedy Polska zawdzięcza swoje postępy w istocie rzeczy powrotowi do wolnego rynku i rewolucji samorządowej.

Prof. MARCIN KRÓL,
historyk idei, redaktor naczelny miesięcznika "Res Publica Nowa"


W obu dziesięcioleciach nie udało się, mimo ustabilizowania sytuacji politycznej i sprzyjających warunków, osiągnąć takiego zrozumienia problemów kraju, by można mówić o zgodzie narodowej. We wszystkich sprawach uwidaczniały się różnice ideologiczne - nie było zgody na wojnę w 1920 r., jak po roku 1989 nie było zgody wokół konstytucji czy podstawowych reform. Obie ekipy sprawujące władzę łączy niedocenianie roli instytucji prawnych. Osobą niezwykłą był Piłsudski. Uważam, że przyrównywanie kogokolwiek do niego jest niepoważne. Nie dlatego, że był takim geniuszem, ale dlatego, że jego autorytet pozwalał przezwyciężyć spory ideologiczne.

Prof. ROMAN WAPIŃSKI,
historyk z Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego


Po I wojnie światowej elity były lepiej przygotowane do sprawowania rządów, gdyż zdawały sobie sprawę z ogromu trudności. Ówcześni politycy potrafili dostrzec współczesność w całej złożoności. Nawet Piłsudski, uznawany za romantyka, był politykiem pragmatycznym. Natomiast ludzi, którzy objęli władzę w 1989 r., trudno nazwać pragmatykami. Byli dziećmi swoich czasów. Nadmiernie wierzyli w słowa, oczekiwali, że ci, którzy wspierali polską opozycję, będą natychmiast oferować Polsce wszelką pomoc. Nie zdawali sobie sprawy z trudności politycznych, a przede wszystkim gospodarczych. Lech Wałęsa miał wielką intuicję, lecz zabrakło mu doświadczeń wynikających z praktyki rządzenia. Za to Leszek Balcerowicz zademonstrował odwagę i wiedzę teoretyczną z dziedziny ekonomii, wówczas niezbyt rozpowszechnioną.

LESZEK MOCZULSKI,
historyk, przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej


W obu wypadkach elity polityczne były zaskoczone odzyskaniem niepodległości. Po roku 1918 popularne było nawet powiedzenie: "Ni z tego, ni z owego mamy Polskę od pierwszego". Ani w 1918 r., a tym bardziej w 1989 r. klasa polityczna nie miała pojęcia, co zrobi po odzyskaniu niepodległości. Przywódcy? Po 1918 r. mieliśmy co najmniej dwóch wybitnych mężów stanu. Józef Piłsudski i Roman Dmowski mieli wizję Polski. Nawet jednak wybitni politycy niewiele mogą zwojować, gdy klasa polityczna nie jest na odpowiednim poziomie.


Okładka tygodnika WPROST: 46/1998
Więcej możesz przeczytać w 46/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0