Delatynizacja Polski

Delatynizacja Polski

Wybory wygrała solidarność prawicy
Najdowcipniejszy publicysta polityczny III Rzeczypospolitej Marcin Wolski tak komentował powrót prawicy do Sejmu w rezultacie wyborów z 1997 r.:
"Wracamy tu, gdzie już
nie będzie pół na pół,
gdzie laski stuk
i marszałkowski stół.
Wracamy tu, gdzie brakowało
bardzo nas,
by patrzeć znów,
jak wstaje dłoni las."

O to właśnie, aby po stronie centroprawicowego rządu unosił się w Sejmie "las dłoni", toczy się walka od czerwca 1989 r. Ostatnie wybory samorządowe były, biorąc pod uwagę czysto arytmetyczny rezultat, umiarkowanym zwycięstwem Akcji Wyborczej Solidarność. Biorąc natomiast pod uwagę szerszy, polityczny kontekst, stały się bardzo poważnym sukcesem AWS. Trwa proces przesuwania się sympatii społecznych na prawo.
Po raz kolejny nie sprawdziły się czarne scenariusze prawicowych publicystów (z oczywistych względów nie zajmuję się komunistyczną propagandą "Trybuny" czy "Przeglądu Tygodniowego"), którzy z jakąś trudną do zrozumienia masochistyczną satysfakcją i histeryczną pracowitością atakują zawsze i wszędzie wyłącznie AWS za popełnione, nie popełnione, własne i cudze, a najczęściej wymyślone winy i błędy. Oto kilka przykładów: "W akcji od dłuższego czasu zgod- nie z prawem Kopernika-Greshama moneta gorsza wypiera monetę lepszą. Od zwycięskich wyborów (21 września 1997 r. - przyp. autora) akcja straciła 15 posłów, podczas gdy UW utrzymała zwartość swoich szeregów, a SLD pozbył się raptem dwóch niezdyscyplinowanych posłów. Gdy obserwuje się ewolucję AWS, trudno się oprzeć wrażeniu, że trwa gremialny awans karierowiczów i politycznych globtroterów, antyszambrujących w gabinetach możnych tego świata" (Łukasz Perzyna, "Ostatnie dni kampanii", "Życie" z 8 października); "Liderzy SLD już wiedzą, jak reagować na rządowo-prezydencką przyjaźń. Natomiast liderzy AWS są jak zwykle zagubieni i z trudem definiują nową sytuację" (Maciej Łętowski, "Święty Jerzy, ratuj!", "Życie" z 24 kwietnia). Takich przykładów można podać znacznie więcej i to w pismach dla AWS przychylnych. Natomiast w pismach marginalnych, niesłusznie uchodzących za prawicowe, wobec AWS od zawsze wrogich, trwa nieustający i raczej nasilający się, brutalny - szczególnie pod obłudnym szyldem "listów od czytelników" - atak na AWS z absurdalnymi zarzutami nierealizowania programu, wyprzedaży majątku, zdrady interesów narodowych itp. Zarzutami zbieżnymi z argumentacją i politycznym zapotrzebowaniem post- komunistów.


Najgorszym wnioskiem wyciągniętym przez AWS z wyborczej porażki UW byłoby atakowanie koalicjanta i tym samym rozmontowywanie koalicji

Po raz kolejny nie znalazł potwierdzenia socjotechniczny geniusz SLD i polityczny talent Leszka Millera, którego hasło "Ich rząd, nasz samorząd", wprawdzie wybory te upolityczniło i nadało im bardzo konfrontacyjny charakter, lecz raczej ze szkodą dla post- komunistów. I po raz kolejny wreszcie nie znalazły uznania medialne ani jakiekolwiek inne talenty matadorów w rozbijaniu prawicy. Szczególnie nagłośnionego we wszystkich mediach p. Jaroszyńskiego, lidera Stowarzyszenia Rodzina Polska. Oto stosunkowo umiarkowana apologetyka w wykonaniu cytowanego już Łukasza Perzyny: "Medialna premiera prof. Jaroszyńskiego okazała się udana. Podczas ťspotkania przy kawieŤ z polskimi i zagranicznymi dziennikarzami nie pozwolił się wyprowadzić z równowagi i rzeczowo odpowiadał na wszystkie pytania". Zainteresowanych, jak bardzo rzeczowo potrafi odpowiadać Jaroszyński, odsyłam do wywiadu, którego udzielił on "Gazecie Wyborczej" (z 12 października 1998 r.).
Wybory wypadły w momencie dla AWS chyba najgorszym z możliwych. Rozpoczęte bowiem przez rząd Jerzego Buzka i poparte przez Klub Parlamentarny AWS reformy oraz działania mające na celu rozliczenie komunistycznej przeszłości nie mogły jeszcze przynieść odczuwalnych efektów. Umożliwiło to przeciwnikom AWS dowolnie gołosłowną i bezmyślnie nieodpowiedzialną krytykę, na którą można jedynie odpowiadać, że po pierwsze, nikt nie zaproponował żadnych innych reform, a po drugie, prosimy poczekać na rezultaty. Nie są to jednak odpowiedzi przemawiające do wszystkich. Przelicytowywali się w populizmie i demagogicznych obietnicach postkomuniści z Przymierzem Społecznym, a Rodzina Polska z Ruchem Patriotycznym Ojczyzna. Sugerują one istnienie ciemnych sił ulokowanych w kraju i za granicą, które zawiązały spisek na zgubę Polski. "Na szczęście" jest jeszcze Ruch Odbudowy Polski, który - według formuły powtarzanej przez jego liderów przy okazji jakiejkolwiek sejmowej debaty na dowolny temat - "w tej oszukańczej grze pozorów udziału nie weźmie". ROP od dawna też nie bierze udziału w jakiejkolwiek innej grze, albowiem trudno nazwać polityką nieudaczne konferencje prasowe z popisami sprzymierzeńców ROP - Adama Słomki i Janiny Kraus.


Nie ulega wątpliwości, że wyrwanie telewizji z rąk postkomunistów musi być po tej kampanii wyborczej podstawowym obowiązkiem AWS

W tych wyborach okazało się, że telewizja należy w prawie takim samym stopniu do wszystkich Polaków, jak wszystkich Polaków prezydentem jest Aleksander Kwaśniewski. Zasłużony propagandzista postkomunistyczny, obecny prezes TVP Kwiatkowski, który kierował kampanią wyborczą Kwaśniewskiego, najwyraźniej tym razem stanął na czele kampanii Leszka Millera, obecnego w każdym prawie programie informacyjnym, a w "Wiadomościach" nawet po kilka razy. Do swoich PRL-owskich korzeni wrócił także odpowiedzialny za propagandę na rzecz SLD w "Wiadomościach" Jacek Maziarski, chcący uchodzić kiedyś za polityka prawicy. I nie ulega wątpliwości, że wyrwanie telewizji z rąk postkomunistów musi być po tej kampanii wyborczej podstawowym obowiązkiem AWS, jeśli mamy mówić o jakimkolwiek pluralizmie w mediach publicznych. Albowiem pod tym względem wróciliśmy w znacznym stopniu do czasów PRL i to w warunkach kolejnego potwierdzenia przez prawicę swojej demokratycznej legitymacji do sprawowania władzy.
Po raz kolejny okazało się, że Leszek Balcerowicz jest wprawdzie wybitnym ekonomistą, lecz znacznie gorszym politykiem i chociaż jak zwykle w takich wypadkach trudno o jednoznaczną diagnozę, to wydaje się bardzo prawdopodobne, że pomysł zgłoszenia tzw. białej księgi podatkowej nie pomógł Unii Wolności w wyborach samorządowych. Unia zapłaciła cenę za uczynienie z niej - za sprawą Leszka Balcerowicza - czegoś w rodzaju filii Ministerstwa Finansów. W dodatku na słaby rezultat UW wpływ miały, w moim przekonaniu, koalicje samorządowe zawierane z komunistami, najbardziej znane w Warszawie i w Łodzi. Skoro unia rządzi razem z SLD, po co głosować na unię, można na silniejszego, czyli SLD - wydawali się myśleć wyborcy tej partii. Pod pewnym względem powtórzył się kazus KLD z wyborów parlamentarnych w 1993 r., kiedy znaczne środki materialne, profesjonalni eksperci i wpływy w środkach przekazu nie przełożyły się na poparcie elektoratu. Na trzecią siłę wyrasta na polskiej scenie politycznej PSL i gdyby nie fatalny pomysł wyborczego aliansu z lewacką Unią Pracy, rezultat PSL byłby z pewnością lepszy. Oznacza to, że partia ta ma liczące się zaplecze polityczne jedynie na wsiach i w miasteczkach, co powinno skłaniać jej liderów do szukania partnera w partiach z narodowej i chrześcijańskiej części AWS. Wyborcza klęska Unii Pracy ma wymiar symboliczny, oznacza koniec samodzielnej roli politycznej i tak z najwyższym wysiłkiem dotychczas przez nią odgrywanej. Nie był to, jak widać, najlepszy pomysł na lewicę o niekomunistycznym rodowodzie, o ile w ogóle Unia Pracy taką lewicą była. Pytanie, czy w Polsce jest jeszcze szansa na realizację modelu czeskiego z autentyczną socjaldemokracją, jest ciągle otwarte. Wiele zależy od zachowania innych ugrupowań i ich woli niepodejmowania współpracy z SLD.
Ale najgorszym wnioskiem wyciągniętym przez AWS z wyborczej porażki UW byłoby atakowanie koalicjanta i tym samym rozmontowywanie koalicji, osłabienie rządu. Z tego będą się cieszyć wyłącznie postkomuniści. Z drugiej strony, akcja ma prawo oczekiwać od unii, by w żadnych okolicznościach, nigdy i nigdzie, nie wchodziła w koalicję z postkomunistami. Albowiem nie da się niczego zbudować z nurtem wyrosłym z tradycji zdrady narodowej.
Najbardziej pozytywnym rezultatem decyzji podjętej przez społeczeństwo 11 października jest potwierdzenie tendencji z 1997 r., oznaczającej brak prawicowej alternatywy dla AWS. "Wyborcy okazali się bezwzględni dla secesjonistów z akcji... Wyjście z AWS okazuje się politycznym samobójstwem, a świadomość tego faktu wzmocni pozycję Mariana Krzaklewskiego" (Dorota Macieja, Zofia Stachura, "Śmierć planktonu", "Wprost" z 25 października). Klęska rozbijackich grupek Rodziny Polskiej i Ruchu Patriotycznego Ojczyzna, które zostaną zepchnięte do roli politycznej sekty, co w konsekwencji spowoduje degrengoladę á la UPR, to potwierdzenie woli jedności prawicy ze strony elektoratu i surowa kara za jedności niszczenie. To także ukaranie obłudy, szczególnie widocznej w wypadku Rodziny Polskiej. Jej liderzy nie mieli odwagi walczyć z komunizmem w czasach Polski Ludowej, ale za to w III Rzeczypospolitej szukają ludzi, którym tej odwagi nie brakowało i przelicytowują wszystkich w werbalnym radykalizmie, typowym dla tzw. czwartej brygady. To wreszcie zrozumiała niechęć wyborców do ludzi notorycznie niezdolnych do wspólnego działania. Kłótnie pomiędzy Łopuszańskim i Jaroszyńskim, niezrozumiały antagonizm pomiędzy Grabowskim i Włodarczykiem, dysydenci wyłaniający frakcje, a te z kolei własnych dysydentów, przekraczają granice śmieszności.


III Rzeczpospolita jest dla postkomunistów jedynie obiektem eksploatacji, jak dla komunistów była nim Polska Ludowa

Uogólniając, można powiedzieć, że historia Polski po II wojnie światowej to najpierw 45 lat walki znacznej części Polaków o obalenie komunizmu, a następnie dziewięć lat wysiłków zmierzających do uniemożliwienia powrotu postkomunistów do władzy. Wysiłków, niestety, nie zawsze skutecznych, często nieudolnych. Przez cały czas mamy do czynienia z tym samym wrogiem: sprawnie zorganizowaną, cyniczną, działającą według mafijnych zasad wodzostwa cappo di tutti cappi i zmowy milczenia o źródłach finansowania, grupą interesów, różnie się nazywającą i stosującą różne metody, ale mającą zawsze i niezmiennie ten sam cel - utrzymanie władzy. O ile partie wywodzące się z demokratycznych tradycji są dla państwa, o tyle dla partii wywodzących się z tradycji komunistycznych państwo jest łupem. III Rzeczpospolita jest dla postkomunistów jedynie obiektem eksploatacji, jak dla komunistów była nim Polska Ludowa. W takim sensie, podobnie jak pasożyt potrzebuje organizmu żywiciela i nie zabija go, gdyż albo zginąłby sam, albo musiałby znaleźć inny obiekt eksploatacji, tak właśnie komuniści potrzebują państw i zamieszkujących je ludzi. Dlatego wybory w krajach postkomunistycznych nie są jedynie rywalizacją programów i ludzi, jak to się dzieje na Zachodzie. W tych krajach wybory są dramatyczną konfrontacją, mogącą zadecydować na długo o losach narodu. Ich skutki są w związku z tym o wiele poważniejsze niż zastąpienie jednej partii u władzy inną. W krajach postkomunistycznych zwycięstwo postkomunistów może oznaczać złamanie zasady pluralizmu - z czym mamy do czynienia w mediach i niektórych obszarach gospodarki - i uczynienie z demokracji fasady. Niebezpieczeństwo to było trafnie określane jako latynizacja Polski. Wybory oddaliły tę groźbę, chociaż ostatecznie jej nie przekreśliły. Może to uczynić jedynie trwała izolacja i marginalizacja postkomunistów. Ciągle jeszcze znajdujących wielu sojuszników wśród liberałów, populistów, a najczęściej zwyczajnych oportunistów.
Wszystko wskazuje na to, że w dającej się przewidzieć przyszłości nie nastąpi wymarzony przez postkomunistów i ich sojuszników - pseudoprawicowych populistów - proces dekompozycji AWS. W Sejmie nie będzie już "pół na pół", co było zmorą parlamentu w latach 1989-1993. Stabilizuje się sytuacja Polski, ważna zwłaszcza w przededniu przyjęcia naszego kraju do NATO. Tak się akurat złożyło, że równocześnie z kolejnym zwycięstwem wyborczym prawicy wchodzi w życie wyczekiwana od dawna przez znaczną część społeczeństwa ustawa lustracyjna. Prawdopodobnie powołany zostanie także Instytut Pamięci Narodowej i Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Oznacza to powszechny dostęp do akt komunistycznych służb specjalnych i szybsze - mam nadzieję, że także surowsze - karanie komunistycznych zbrodniarzy.



Okładka tygodnika WPROST: 46/1998
Więcej możesz przeczytać w 46/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0