Obstrukcja

Obstrukcja

Wciąż chwalą nas od Potomaku i Tamizy po Ren, czyli wszędzie tam, gdzie komplementy mogą się Rzeczypospolitej najbardziej opłacać
"Dzisiejsza Polska najbardziej spośród państw byłego bloku wschodniego przypomina Hiszpanię i Portugalię" - oceniał niedawno "The New York Times". "Hasło przywódcy polskich komunistów Gierka "Polak potrafi" zyskało rzeczywisty wymiar" - uznał "The Economist". "Polska gospodarka, kiedyś synonim bałaganu i bezmyślności, stanowi dzisiaj model sukcesu: konsekwentnego przekształcania gospodarki państwowej w rynkową" - donosił w połowie października korespondent tygodnika "Der Spiegel".
Cóż z tego, że bodaj nigdy w najnowszej historii nie mieliśmy tak dobrych notowań na świecie jak dziś (co oznacza choćby napływ szerszego strumienia gotówki z Zachodu czy nowe miejsca pracy nad Wisłą), skoro sami nieomal z dnia na dzień wyjątkowo skutecznie potrafimy zszargać własny wizerunek. Cóż z tego, że mimo rzekomego widma recesji i kasandrycznych wizji opozycji, produkcja przemysłowa była we wrześniu tego roku wyższa o prawie 9 proc. niż rok temu? Cóż z tego, że Polska znalazła się na trzecim miejscu (po Niemczech i Hiszpanii) na sporządzonej przez Stowarzyszenie Międzynarodowych Doradców ds. Nieruchomości liście krajów, w których w ciągu najbliższych pięciu lat rozpoczęcie produkcji będzie najbardziej atrakcyjne? Cóż z tego, że od 2000 r. wartość pomocy dla RP ze środków UE ma trzykrotnie wzrosnąć, co jest między innymi wyrazem uznania dla reformatorskiej determinacji rządu Jerzego Buzka? Cóż z tego, że mimo demonstracji malkontenctwa, bogacimy się, odrzucamy tandetę, przeznaczając na ekskluzywne zakupy (vide: "Najwyższa półka") niemal 10 mld zł rocznie? Cóż z tego, że jak mówi ekspert do spraw gospodarczych EBOiR Nicolas Stern: "Na wschodzie nie wszędzie jest tak samo. W Polsce jest inaczej", a prezes Citibanku Alan Hoerst na pytanie, co jest najmocniejszą stroną naszej gospodarki (vide: "Łowcy mózgów"), odpowiada krótko: "Ludzie, ludzie, ludzie". Cóż z tego, że bardzo szybko rośnie liczba kreatywnych menedżerów najwyższej klasy? Cóż z tego, skoro w ciągu kilku dni brak wyobraźni i odpowiedzialności dwóch osób to wszystko przysłonił? Jerzy Kropiwnicki - wiecznie mylący się we wróżbach z fusów "anty-Balcerowicz" polskiej gospodarki - szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, którego psim obowiązkiem jest jeśli nie lojalność wobec rządzącej koalicji, to przynajmniej dbałość o interesy Rzeczypospolitej, dokonał rzeczy - wydawałoby się - niemożliwej: po jego kolejnej czarnej prognozie złoty w trzy minuty stracił na wartości na rynku międzybankowym 1 proc. - najwięcej w historii tego rynku. Z kolei szef sejmowej Komisji Finansów Publicznych Henryk Goryszewski (do niedawna doktor Yekyll i mister Hyde świata finansów) w krytycznym momencie, gdy decydowało się być albo nie być fundamentalnej rządowej reformy podatkowej, wybiegł z posiedzenia komisji, by "wziąć udział w wyjaśnianiu podatkowych spraw córki".
25 maja 1993 r. biegunka Zbigniewa Dyki, wówczas ministra sprawiedliwości, przyczyniła się do upadku gabinetu Hanny Suchockiej, a w konsekwencji do przejęcia władzy przez SLD i PSL. "Rządy lewicy dały Polakom czteroletni okres wytchnienia od zmian i reform, bo w tym czasie rządzący pracowali głównie nad tym, jak poobsadzać swoimi ludźmi wszystkie możliwe i dające jakieś profity stanowiska. Był to czas konsumowania ozdrowieńczych skutków gorzkiej terapii zaaplikowanej Polsce przez Leszka Balcerowicza" - pisze Jerzy Surdykowski w artykule "Ameryka Europy". Był to też czas - dodam - kapitalizmu koncesyjnego i eksplozji prywaty (vide: "Piramida Buchacza") połączonej z trwonieniem majątku narodowego na niewyobrażalną skalę. Czy powrotu takiej właśnie Polski chcą Polacy?
Sądzę, że podobnie jak przypadłość żołądkowa ministra Dyki zyskała wymiar historyczny, tak obecnie (świadomy lub nie) akt - śmiem twierdzić - sabotażu gospodarczego Kropiwnickiego i obstrukcja komisji finansów na czele z Henrykiem Goryszewskim (o trudnych do przewidzenia skutkach) nie tylko sprawiają, że chcący inwestować w naszym kraju mogą znaleźć węża w kieszeni, ale i że pośladki Leszka Millera zbliżyły się do fotela premiera.
Okładka tygodnika WPROST: 45/1999
Więcej możesz przeczytać w 45/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0