Kleyff

Kleyff

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie jest obojętne, kto w PRL deformował życie, kto bronił się przed przemocą, a kto, klaszcząc, gwałt ogłaszał miłością
W 1988 r. obejrzałem "Nieznośną lekkość bytu" - amerykański film nakręcony według powieści Milana Kundery. Klęska praskiej wiosny wypchnęła większość Czechów i Słowaków na emigrację. Wewnętrzną i zewnętrzną. W tej dusznej atmosferze rozgrywa się dramat głównego bohatera. Nie pozostało mu nic innego, jak myć szyby i od nieznośnej lekkości bytu uciekać w miłości i miłostki. Po obejrzeniu filmu, który kończy przypadkowa śmierć głównych postaci w kraksie samochodowej, powiedziałem moim amerykańskim przyjaciołom: "Taki koniec jest najlepszym rozwiązaniem scenariusza, ale życie jest okrutniejsze. Mój kolega z lat młodości, Jacek Kleyff, czyści dziś elewację domu towarowego Smyk, bo nigdzie już poza paroma salonami opozycyjnymi nie może śpiewać swoich piosenek. I żyje! Może tylko, zawieszony na linach - z kubełkiem i szczotką - mruczeć pod nosem: 'Z drzewcem, co ledwie tkwi zamiast masztu,/Lata mkną, ludzie wciąż bez swych żagli/Biorą wdech, ale znów szans nie mają,/By dogonić swój czas, który nagli. (...) Trudno jest wierzyć wciąż swym marzeniom/Które, trwając, tak nudne się stają./Trudno jest siebie ot tak przeskoczyć,/Gdy poprzeczkę po skoku strącają'".
Pomyśleć, że jeszcze niedawno, za rządów SLD-PSL, wiceministrem kultury był dawny działacz młodzieżowy Janas, który w latach 70. zmuszał kierowników klubów studenckich do odwoływania występów Salonu Niezależnych. I to wtedy, gdy cenzura pozwalała na nie tylko w salach poniżej stu osób. To był ten szczyt tolerancji reżimu. Ci, którym wydaje się dziś, że dekomunizować trzeba tylko stalinowców, zapomnieli o gierkowcach.
Czy to znaczy, że za socjalizmu dziewczyny nie były młode i piękne, słońce nie wschodziło albo jeziora i lasy nie pachniały? Oczywiście, całego świata nawet komuniści nie zdołali planowo oszpecić. Ale nad wszystkim unosił się "ponury pysk nicości" i Pan Cogito Herberta podejmował walkę z potworem. Nie jest więc dziś obojętne, kto deformował życie, kto bronił się przed przemocą, a kto, klaszcząc, gwałt ogłaszał miłością. "I pomału paraliż/nawet silnych ogarnia,/by się nie pchać przedwcześnie/na próżno. (...)/I znów garby wyrosną/jak niedoszłe pomniki/nowych klęsk w miastach nowocześniejszych,/tylko jedna nadzieja,/że następny z tych garbów/od poprzednich będzie znów trochę mniejszy.../Tylko jedna nadzieja,/że następny z tych garbów/będzie siłą nawyku/znośniejszy". Jeśli chcesz, drogi czytelniku, poznać świadectwo życia i twórczości jednego wrażliwego człowieka, Jacka Kleyffa, posłuchaj jego płyty "Od Salonu Niezależnych do orkiestry Na Zdrowie", którą wydał właśnie Almaster. Wsłuchajcie się w te piosenki, byli obywatele PRL i obywatele RP, a odkryjecie prawdę o nas samych. Smutną, gdyż musieliśmy przez to przejść. Radosną, bo Jacek Kleyff pokazuje, że można było zachować postawę wyprostowaną, jeśli tylko pozostało się choć trochę wątpiącym i choć trochę wiernym sobie. Nie darmo śpiewał: "O wytrzymaj sterana i słaba,/Racz wybaczyć tym wszystkim, co z ciebie,/Miej w opiece nas wszystkich, nas wszystkich,/Miej w opiece nas wszystkich i siebie". .
Więcej możesz przeczytać w 50/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0