MENU

Wydarzenie - polska
W galerii Piano Nobile w Rynku Głównym w Krakowie zorganizowano wystawę "Obrazy nowojorskie (1979-1981)" Franciszka Starowieyskiego, a oficyna Kwadrat wydała w serii "Galeria mistrzów" wspaniale ilustrowany i opracowany przez Starowieyskiego album. Jedną z atrakcji zbioru są pojawiające się w dziełach wątki detektywistyczne. Te wielkie prace (także w sensie dosłownym, o wymiarach ok. 220 cm x 160 cm) artysta tworzył w USA w mieszkanku przyjaciółki, modelki Ewy Pape z Nowego Jorku. Cykl obrazów pastelowych przedstawiających kobiece żywioły powstał na zamówienie marszanda Aberbacha. Prapremiera wystawy, na której pokazano 25 pasteli, odbyła się w 1980 r. w jego galerii w Nowym Jorku. Po śmierci kolekcjonera jego bogaty i z rozmysłem budowany zbiór, w którym znalazło się między innymi ponad 100 późnych Picassów oraz bezcenny szkicownik artysty, rozpadł się, a część obrazów zniszczono. Żona Aberbacha w swojej niefrasobliwości wiele prac skazała niemal na śmietnik. Na szczęście rysunki Starowieyskiego przypadkiem trafiły do amerykańskiej szkoły w Long Island, gdzie gniły w magazynie. Odnalazł je historyk sztuki i kolekcjoner dr Józef Grabski, współzałożyciel Domu Aukcyjnego Sztuka Polska. Po kosztownej renowacji obrazy przyjechały do kraju. Z 25 ocalało jedenaście. Są typowe dla stylu Franciszka Starowieyskiego. Artysta przenosi widza w erotyczny teatr, w którym kobieta wamp - ukazywana w różnych odcieniach trupiej bieli i szarości oraz krwistowampirycznej czerwieni - zniewala i wysysa. W tej grze z seksualnością czuje się u artysty nazbyt może natrętną apokaliptyczną nutę. Intrygujący jest obraz przedstawiający makabryczną dziobatą postać w purpurowych szatach udrapowanych jak na portrecie kardynała Richelieu, która znajduje się w akcie inicjacji z kobietą-półszkieletem. Starowieyski wszystkie nowojorskie obrazy antydatował o 300 lat, oznaczając wskrzeszoną kolekcję datą 1699 r. Szóstka to odwrócona dziewiątka, która symbolizuje odwrócenie czasu: powrót do epoki baroku, kiedy temat kobiety i apokalipsy był bardzo popularny.

Zbigniew Baran


W warszawskim Muzeum Narodowym zaprezentowano jeden z najbardziej ekskluzywnych gadżetów świata - kalendarz firmy Pirelli na rok 2000. Tej publikacji nie ma w sprzedaży - w prezencie otrzymują ją tylko najwybitniejsze osobistości. W Polsce dostanie go sto siedemdziesiąt osób, między innymi Jolanta Kwaśniewska, Jerzy Buzek, Leszek Balcerowicz, Janusz Gajos, Marek Kondrat, Jacek Wszoła, Irena Szewińska, Zbigniew Niemczycki. Na aukcjach cena kalendarzy dochodzi do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Za publikację z 1990 r. ze zdjęciami Arthura Elgorta zapłacono na wiedeńskiej aukcji 84 tys. USD. Tegoroczny kalendarz wydano w nakładzie 40 tys. Prezentuje on fotografie Amerykanki Annie Leibovitz, która jest trzecią autorką zdjęć w historii publikacji (przed nią były Sarah Moon - edycja z 1972 r., i Joyce Tennyson - wydanie z 1989 r.). Zdjęcia Annie Leibovitz ukazują się na okładkach magazynów od ponad 25 lat (m.in. w "Vanity Fair" i "Vogue"). Artystka była oficjalnym fotografem mistrzostw świata w piłce nożnej w Meksyku w 1986 r., dokumentowała powstanie "White Oak Dance Project" Michaiła Barysznikowa, współpracowała z American Ballet Theatre. Pięć lat temu jej prace wystawiono w National Portrait Gallery w Londynie. Jesienią tego roku wydano album artystki zatytułowany "Women", przedstawiający portrety kobiet. Do zdjęć pozowało osiem dziewcząt. Leibovitz uchwyciła ich nagie sylwetki w dwunastu pozach, odwołując się do dzieł Rubensa i Botticellego. Chciała w ten sposób pokazać różne typy kobiecego ciała (tylko na dwóch zdjęciach widać twarze modelek). Od pomysłu do jego realizacji minęło jedenaście miesięcy. Zdjęcia powstawały wiosną w studiu Annie Leibovitz w Rheinbeck w Stanach Zjednoczonych. Annie Leibovitz wybrała pięć tancerek z nowojorskiego zespołu tańca nowoczesnego Mark Morris Dance Group. W kalendarzu są też fotografie dwóch modelek - Laetitii Casty i Alek Wek (pozowały już one do kalendarza firmy Pirelli na rok 1999). Laetitia Casta pracowała dla wielu projektantów, jak Gaultier, Lacroix, Westwood oraz Chanel. Yves Saint Laurent wybrał ją do promocji najnowszego zapachu "Baby Doll". Alek Wek jest jedną z "twarzy" nowych perfum Clinique "Happy". Brała udział w kampaniach reklamowych firm Joop, Fran˜ois Nars, Issey Miyake oraz Moschino. W Wielkiej Brytanii okrzyknięto ją też modelką dekady i jedną z najbardziej wpływowych osób w modzie brytyjskiej. Historia kalendarza sięga 1963 r., kiedy zaprezentowano jego pierwszą edycję na rok następny. Był on jedynie reklamą wyrobów firmy. Bardzo szybko jego styl się jednak zmienił. Jeszcze w latach 60. Robert Freeman, fotograf The Beatles, wykonał erotyczną serię zdjęć modelek na Majorce. Była to zapowiedź nadchodzącej rewolucji seksualnej. Od tamtej pory kalendarz stał się portretem kobiet mijającego czasu. W 1968 r. Harry Peccinnotti fotografiami interpretował liryki miłosne (na każdym zdjęciu drukował erotyk, wydano też płytę z ich nagraniem). Rok później w kalendarzu znalazły się zmysłowe portrety dziewcząt z kalifornijskich plaż. Sarah Moon do edycji na 1972 r. zrobiła serię zdjęć stylizowanych na dziewiętnastowieczne fotografie. Po dziesięcioletniej przerwie w wydawaniu kalendarza, w połowie lat 80. Norman Parkinson utrwalił pozujące w ubraniach ze wzorem bieżnika dwie supermodelki - Annę Anderson i Iman. Modelki pomalowane we wzory z opon Pirelli sfotografował rok później Bert Stern, ostatni fotograf Marylin Monroe. Terence Donovan w kalendarzu na 1987 r. zamieścił zdjęcia wyłącznie z ciemnoskórymi kobietami (w afrykańskiej biżuterii z charakterystycznym wzorem bieżnika Pirelli). W następnym roku choreograf z Broadwayu i West Endu Gillian Lynne uwiecznił modelki w scenerii przedstawiającej pory roku. Kalendarz firmy Pirelli stał się kolekcjonerskim rarytasem. Ponumerowane egzemplarze otrzymują wyłącznie wybrane osobistości. Ten z numerem piewszym zawsze trafia do rąk brytyjskiej królowej. Kolejne dostają między innymi jej synowie, książęta Karol i Andrzej, oraz angielski premier. Kalendarzem obdarowywane są głowy państw, politycy, gwiazdy filmu i sportu oraz ludzie ze świata biznesu. W 1970 r. John Lennon osobiście starał się o cztery kalendarze firmy Pirelli dla bitelsów.

Sylwia Żołnacz


PŁYTA
Poprzedni album brytyjskiej grupy Simply Red "Blue" był lamentem nieszczęśliwie zakochanego wokalisty Micka Hucknalla. Nowa płyta nosi tytuł "Love & The Russian Winter". Tym razem zadowolony Hucknall unosi się na skrzydłach miłości. Taneczny singel "Ain?t that a Lot of Love" jest znakomity. Pozostałe melodie delikatnie funkują i kołyszą słuchacza. Hucknall zgrabnie operuje soulowym głosem, a bogate aranżacje podkreślają urok większości piosenek. Idealna muzyka na nowe milenium dla zapracowanych yuppie.

Roman Rogowiecki


Książka
Nowa książka Andrzeja Anusza "Scenariusze polityczne - antykomunizm skuteczny" to zbiór scenopisów, które zweryfikowało samo życie. Nie wszystkie zostały zrealizowane. Dlatego książka Anusza powinna mieć raczej podtytuł "Antykomunizm nie zawsze skuteczny". Bo w polityce, jak w życiu, nie wszystko się udaje. Autor prowadzi czytelnika po meandrach polskiej prawicy, etapach jej rozwoju, klęsk, sukcesów, kłótni, zjednoczeń, rachunkowych kalkulacji i płonnych nadziei. Czasem chwyta go za ramię i prowadzi za kulisy, aby poznał atmosferę życia politycznego. Na ogół kojarzy się nam ono z nudziarstwem gadających głów w telewizorze, a w rzeczywistości jest ekscytującym, a w dodatku uświęconym wyższymi racjami hazardem. Obraz historii prawicy jest autentyczny. Andrzej Anusz (mimo młodego wieku, autor od dziesięciu lat znajduje się w centrum walki o władzę) nie ukrywa również błędnych kalkulacji polityków, na przykład dotyczących szans kandydowania w wyborach prezydenckich Hanny Gronkiewicz-Waltz czy też możliwości Aleksandra Halla i Jana Olszewskiego. Autor scenariuszy pozwala się więc uczyć doboru aktorów pierwszoplanowych, ustawienia halabardników, tworzenia scenografii. Tak aby publiczność nie gwizdała i nie wychodziła w trakcie spektaklu, lecz nagradzała występujących.

(BM)
Okładka tygodnika WPROST: 50/1999
Więcej możesz przeczytać w 50/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0