Tango zazdrości

Tango zazdrości

Gwałtowny spadek dynamiki wzrostu cen to nie tylko wypracowany sukces, ale także swoisty wybryk losu
Tytuł wyjaśnię niżej, na początek poważniej. Ostatnio dużo się mówi o poskromieniu inflacji wskutek polityki schładzania gospodarki. Za to schładzanie Balcerowicz dostał nawet symbolicznie po zadku od posłów, którzy nie przepuszczą okazji, by się podlizać demonstrantom, i od Leppera, któremu jako żywo przydałoby się od dawna to samo, tylko naprawdę. A Balcerowicz nie winien, dostał za frajer. Patrząc na mijający rok, trudno po stronie rządowej dostrzec działania dostatecznie silne, by poważnie zredukować aktywność gospodarki. Prawdę mówiąc, był to rok dużego zaangażowania rządu w reformy i dosyć biernej polityki makroekonomicznej. Stwierdzam to jako fakt, a nie zarzut. Jeżeli nastąpił spadek tempa wzrostu, to głównie wskutek hamulca zaciśniętego jeszcze w połowie ubiegłego roku przez Radę Polityki Pieniężnej i NBP. Chodzi o podniesienie stóp procentowych i utrzymanie ich na wysokim realnym poziomie oraz zaakceptowanie wzrostu wartości złotego wobec walut obcych. Te czynniki plus kryzys rosyjski przyhamowały gospodarkę i wzrost cen (ale, niestety, powiększają dziurę w handlu zagranicznym). Bardzo dobry zaś rok w rolnictwie "dołożył" od siebie, z jednej strony, inflacji, a z drugiej strony, rolnikom, których coraz częściej widzimy w Warszawie przed Sejmem i gmachami rządowymi. Gwałtowny, nieoczekiwany jeszcze parę miesięcy temu spadek dynamiki cen to nie tylko wypracowany sukces, ale także swoisty wybryk losu. Niska inflacja przy dużym deficycie w handlu zagranicznym i wsi "bez grosza w kieszeni" to nie jest krajobraz po zwycięstwie. A teraz tango zazdrości. Zdarza mi się zazdrościć ludziom z niezwykłą łatwością i pewnością zabierającym głos na tematy wymagające stosownej wiedzy i robiącym wielkie uogólnienia. Często co prawda wydaje mi się, że za tymi uogólnieniami jest sporo nonszalancji w stosunku do rzeczywistości, a także ślad grzechu pychy, pierwszego z grzechów głównych, o ile się nie mylę. Ale i tak jestem zazdrosny i z tym uczuciem przemierzałem rozległy wywiad, jaki "Życie" przeprowadziło niedawno z moim kolegą po fachu, ekonomistą Krzysztofem Dzierżawskim. Wywiad da się podsumować tak - ekonomiści to są najwięksi durnie po politykach. Wędrowałem ci ja przez te pokłady myśli kolegi, aż dotarłem do "mnożnika". Pan Krzysztof powiedział redaktorowi "Życia", co następuje: "W ekonomii bardzo popularny jest efekt mnożnikowy - jeżeli w jakiejś branży powstanie jedno miejsce pracy, to w następstwie w innych pojawi się sześć. Ale z tego wynika, że powstanie jednego miejsca rozwiązuje problem bezrobocia. Jedno miejsce w budownictwie, da gdzie indziej sześć miejsc, co z kolei da 36 nowych miejsc, te się znowu pomnożą przez sześć... Zapewne możemy ratować hipotezę, zawężając ją do jednego cyklu. Ale jak to wytłumaczyć? Dlaczego raptem nowych sześć miejsc pracy nie wywołuje już następnych? Problem w tym, że nikt sobie takich pytań nie zadaje". Istotnie, nikt takich pytań nie zadaje, bo i problemu nie ma, a choćby przebiec wszystkie podręczniki ekonomii, nie znajdzie się niczego, co by wskazywało na istnienie takiego "mnożnika dzierżawskiego". Stworzenie miejsca pracy oznacza wprowadzenie do obiegu pewnej kwoty pieniędzy (jednorazowe wydatki na zainstalowanie i regularne przez cały okres jego istnienia - na płace pracownika, materiały etc.). Ta kwota, trafiając do różnych ludzi, dzieli się, powiedzmy w proporcji 80 proc. do 20 proc., na część konsumowaną i oszczędzaną. Ponieważ miejsce pracy powstaje w rezultacie inwestycji, a ich podstawą są oszczędności, to - jak widać - z jednego miejsca pracy mnożnik pozwala nam stworzyć 20 proc. następnego. Jeżeli więc powstanie 1000 miejsc pracy w pierwszym etapie, w drugim pobudzą one stworzenie następnych 200, te dadzą czterdzieści w trzecim, w czwartym przybędzie jeszcze osiem, a w piątym jedno, bo 1,6 miejsca nie może powstać i efekt mnożnikowy wygaśnie. To wygasanie jest cechą wszystkich mnożników, jakie można znaleźć w teorii ekonomii, co pragnę przypomnieć memu znakomitemu koledze po fachu, byśmy w solidności Rzeczpospolitą budowali, a jako że Wigilia u progu, serdecznie go pozdrawiam jako i wszystkich Państwa szanowni czytelnicy.
Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0