Zaproszenie do Polski

Zaproszenie do Polski

Których globalnych koncernów wciąż nie ma w naszym kraju?



W Polsce nie otwarto na razie ani jednego hotelu ozdobionego godłem Ritza. Nie rozpoczęły działalności (z jednym wyjątkiem) największe na świecie banki japońskie i amerykańskie. Mimo ekspansji sieci handlowych, nie ma u nas popularnych na Zachodzie Europy C&A i Woolwortha. Brak restauracji sieci Planet Hollywood. Wprawdzie wiele światowych firm notowanych na czołowych miejscach rankingów "Business Week", "Fortune" czy "Financial Times" jest już w Polsce obecnych, ale w niektórych branżach wciąż nie brakuje "pustych miejsc". Co robimy, aby je zapełnić? Aby zainteresować Polską tych, których jeszcze nie ma w naszym kraju?

Władze Gliwic znalazły sposób na pozyskanie kapitału. Po mistrzowsku rozegrały partię z General Motors i pozyskały jednego z największych inwestorów w Polsce. Atutem miasta była co prawda specjalna strefa ekonomiczna, jednak tej karty mogły użyć również inne miejscowości (w kraju działa kilkanaście SSE). Gliwice pokonały ponad 80 kontrkandydatów, mimo że swą ofertę złożyły jako jedne z ostatnich. Zarząd zdecydował się na niekonwencjonalne działanie. "Przechwycił" delegację GM, która jechała do sąsiedniego miasta, by zapoznać się z jego ofertą. - Wielkie wrażenie wywarła bardzo rzetelna i - co szczególnie ważne - uczciwa prezentacja warunków proponowanych inwestorowi. Ujawniono wszystkie istotne fakty, nawet te, które przemawiały na niekorzyść Gliwic. Zarząd miasta najlepiej zrozumiał oczekiwania Opla - mówi Zbigniew Lazar, szef działu public relations General Motors Poland. O lokalizacji fabryki zdecydowały też bliskość ważnych szlaków komunikacyjnych i obecność wykwalifikowanej kadry (Politechnika Gliwicka).
- Uderza nieobecność w Polsce największych światowych koncernów oferujących zaawansowane technologicznie produkty - ocenia Jacek Żurowski z Polskiej Agencji Inwestycji Zagranicznych. Nie ma w Polsce potentatów komputerowych: Microsoftu, IBM czy Intela. Ich przedstawicielstwa zajmują się sprzedażą, a nie produkcją. W branży tele- komunikacyjnej nieobecny jest AT&T. Nawet General Electric jest dziś przede wszystkim udziałowcem banku GE Capital Bank, a nie producentem sprzętu elektrotechnicznego (koncern planuje otwarcie fabryki w Kłodzku). Wynika to zapewne z tego, że firmy high-tech nie mogą w Polsce liczyć na dostawców zapewniających zaopatrzenie na odpowiednio wysokim poziomie technologicznym. Część globalnych gigantów inwestuje wprawdzie w emerging markets, wybiera jednak inne kraje niż Polska. Na przykład Brytyjczycy lokują kapitał głównie w krajach Commonwealthu. Firmy amerykańskie z racji dużej chłonności wewnętrznego rynku koncentrują się na obu Amerykach. Dotyczy to zarówno Chryslera (motoryzacja), jak i największej światowej sieci sklepów detalicznych Wal-Mart. Inna sprawa, że sieć ta zamierza w przyszłym roku utworzyć przyczółek w Europie - w Niemczech, gdzie kupiła ostatnio 74 magazyny handlowe od Spar Handels AG. Być może za kilka lat rozszerzy działalność na kraje Europy Wschodniej, w tym Polskę. Dotychczas polskim rynkiem nie zainteresowały się też wielkie sieci handlowe C&A i Woolworth. W przyszłym roku otwarty za to zostanie - najprawdopodobniej w Warszawie - dom handlowy sieci Marks & Spencer, znanej do tej pory głównie Polakom odwiedzającym Londyn. Spośród potentatów branży farmaceutycznej nie ma na polskim rynku takich koncernów, jak Pfizer, Roche czy Schering-Plough. Niewykluczone, że firmy te wezmą udział w prywatyzacji kolejnych dwóch Polf, przewidzianej na 1999 r. W branży chemicznej nieobecny jest Johnson & Johnson - największy na świecie producent detergentów, mimo że jego główni konkurenci - Uni- lever, Procter & Gamble czy Henkel - działają w Polsce od kilku lat.
W wysoko rozwiniętych krajach Europy kilka największych koncernów naftowych dzieli między siebie połowę rynku. Ich udział w polskim rynku wynosi na razie zaledwie kilka procent. - Protekcyjna polityka władz sprawia, że warunki dyktują dwie petrochemie państwowe i CPN. Wskutek tego koncerny światowe wchodzą do Polski ostrożnie - mówi Andrzej Szczęśniak, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. Nie produkują u nas swych wyrobów, a jedynie je sprzedają. Tak wielka firma jak Exxon ma w Polsce jedynie kilka stacji Esso. Agip praktycznie wycofał się z rynku. Koncerny naftowe ciągle czekają na decyzję o prywatyzacji sektora paliwowego.
- Większość zagranicznych firm prowadzących działalność w naszych kraju startowała na początku lat 90., kiedy zbudowanie pozycji było stosunkowo łatwe - ocenia Jacek Żurowski. Dziś jest to znacznie trudniejsze. Wejście (stosunkowo późne) największej niemieckiej sieci handlowej - Metro AG - wymagało zainwestowania 600 mln USD (z czego największą część przeznaczono na zakup gruntów), a późniejsze nakłady wyniosą najprawdopodobniej drugie tyle. Większość światowych firm wybrała już spośród emerging markets te kraje, w których spodziewa się najlepszych efektów. Jeśli rozstrzygnięcia te oznaczały pominięcie polskiego rynku, trudno się spodziewać zmian.
Najwięcej zachodnie firmy zainwestowały do tej pory w sektorze bankowym, ale i tu znalazłoby się jeszcze dużo miejsca dla kolejnych partnerów. ING Barrings, który odpowiednio wcześnie związał się z Bankiem Śląskim, należy dziś do liderów w dziedzinie obsługi klientów instytucjonalnych. Zastanawia natomiast niewielkie zaangażowanie banków niemieckich (np. Deutsche Bank) i praktyczna nieobecność banków brytyjskich (Lloyd?s czy Barclay?s). Nie ma też w Polsce oddziałów największych banków japońskich (Bank of Tokyo-Mitsubishi czy Sumitomo Bank). Wynika to z ogólnej pasywności firm japońskich, gdy chodzi o przedsięwzięcia nad Wisłą. Japończycy wolą eksportować swoje towary, zakładając przedstawicielstwa handlowe.
Do tej pory japońscy przedsiębiorcy ulokowali w Polsce zaledwie 180 mln USD. Zajmują dalekie, siedemnaste miejsce na liście zagranicznych inwestorów. Tymczasem - według UNCTAD - tylko w 1997 r. zaangażowanie japońskiego kapitału na całym świecie wyniosło 26 mld USD. - Jedną z przyczyn ostrożności, można rzec nawet: nieufności, jest pięćdziesięcioprocentowa redukcja polskich długów wobec Klubu Londyńskiego. Banki japońskie w wyniku tej operacji straciły kilkaset milionów dolarów i to głównie one przeciwko niej oponowały - mówi Jacek Żurowski. Inna sprawa, że Japończyków interesują głównie Stany Zjednoczone, Europa znacznie mniej.
Nad Wisłą nadal nie ma największych światowych funduszy inwestycyjnych. Polski rynek jest dla nich po prostu zbyt mały. Kapitalizacja Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie sięga 70 mld zł (20 mld USD). Tymczasem tylko jeden fundusz inwestycyjny - Berkshire Hathaway, należący do Warrena Buffetta (dwudzieste drugie miejsce na liście największych firm świata według tygodnika "Business Week") - wart jest ok. 90 mld dolarów. O kilka miliardów "droższy" jest największy na świecie bank inwestycyjny - angielski HCBS. Niestety, również on nie zainteresował się dotychczas Polską.
W naszym kraju nie otwarto na razie ani jednego hotelu sieci Ritz-Carlton, działającej w 30 krajach świata. Trzech innych firm z czołówki tegorocznego rankingu miesięcznika "Hotels" - Cendant Corp., Bass Hotels & Resorts oraz Best Western International - także wciąż u nas nie ma. Z pierwszej dziesiątki swe usługi oferuje jedynie Marriott International, a Hilton Hotels i Hyatt Hotels przymierzają się dopiero do zainwestowania na polskim rynku.
Niestety, nie można zakładać, że w najbliższym czasie na stałe zadomowią się w Polsce najwięksi producenci sprzętu sportowego - Adidas, Puma czy Nike. W końcu lat 80. zainwestowały one w krajach azjatyckich ze względu na niskie koszty robocizny. Kupowane dziś w Polsce obuwie tych firm produkowane jest na Tajwanie lub w Malezji. Mimo dużego popytu na rowery i upadku Rometu, niewiele firm myśli o uruchomieniu produkcji jednośladów w Polsce. Chętnych odstrasza tani import z Tajwanu oraz innych państw Azji.
Największe biura podróży z Europy: Ving, TUI, Neckerman, Fisher, oferują już w Polsce swoje usługi. Natomiast brytyjski gigant Ertour, który ma udziały w Vingu, nie ma zamiaru promować w naszym kraju swojej marki, gdyż stałaby się ona konkurencją dla firmy, której jest współwłaścicielem.
Listę nieobecności powiększają najbardziej znani producenci kosmetyków, tacy jak Christian Dior, Chanel, Calvin Klein, Guerlain czy Lancôme. Wprawdzie ekskluzywne wyroby tych firm możemy kupić w Polsce, jednak - zdaniem Marka Płużańskiego, dyrektora polskiego oddziału firmy Guerlain - nie powinniśmy liczyć na ich inwestycje. - Na jakość produktów wpływa poziom kadry i zaawansowanie techniczne aparatury. Tego nie da się łatwo przenieść. W związku z tym luksusowe kosmetyki jednej marki wytwarzane są zaledwie w dwóch, najwyżej trzech zakładach. Fabryki w innych państwach budują jedynie producenci kosmetyków przeznaczonych dla masowego odbiorcy - mówi Płużański.
Co robimy, by przyciągnąć gigantów światowego biznesu? Raczej czekamy, aż sami zainteresują się naszym krajem. W dodatku od przyszłego roku nie będą już przyznawane zagranicznym inwestorom ulgi podatkowe. Światowego kapitału nie skusiły także przywileje oferowane firmom podejmującym działalność w strefach specjalnych. Na międzynarodowych targach i wystawach, na przykład Expo, znacznie częściej prezentujemy nasz folklor niż walory gospodarcze. PAIZ sporą część swych skromnych środków przeznacza na wynagrodzenia pracowników, a nie na promocję kraju. Czy może zatem dziwić, że - według tygodnika "Time" - Polska kojarzy się z jednej strony ze Stocznią Gdańską i Lechem Wałęsą, a z drugiej - z antysemityzmem? Tymczasem to właśnie czynniki "miękkie", takie jak opinie o mieszkańcach danego kraju, w dużej mierze decydują o inwestycjach. Nieco korzystniej jawi się obraz Polski po analizie tzw. czynników twardych. Wprawdzie infrastruktura techniczna nadal pozostawia wiele do życzenia, ale coraz lepsze wyniki ekonomiczne poprawiają wizerunek naszego kraju.
Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0