Felieton świąteczny

Felieton świąteczny

Chciałbym, aby wszyscy moi Czytelnicy pomyśleli, jak niewiele trzeba, aby się nam częściej udawało
Po mrozie i odwilży nadchodzą święta. Gdy piszę te słowa, trwają porządki. Sejm RP zdołał sforsować weto prezydenckie i każdy, kto ciekaw donosów i raportów o sobie w latach 1944-1990, będzie mógł uzyskać satysfakcję. Mój przyjaciel robi już listę znajomych do odhaczenia. Górnicy uświadamiają rządowi, że pomysły nie dlatego są dobre, bo coś reformują, lecz dlatego, że zmiana uzdrawia. Nikt, kto widział, jak się fedruje na przodku, nie uwierzy, że można w takiej robocie dożyć 65 lat do emerytury. Porządki przedświąteczne trwają na Bliskim Wschodzie. Amerykanie i Brytyjczycy stwierdzili, że dość już zabaw w kotka i myszkę. Przypomnieli Saddamowi Husajnowi, że demokracje potrafią się bronić przed dyktatorami, którzy mogą zakazić świat.
Gwiazdka, kolędy na parę dni - ot, do Nowego Roku - rozpuszczą w świątecznej atmosferze wszystkie nadęcia, nonsensy, zawiści, butę. Przez moment urzędnik i obywatel, intelektualista i monter, politycy i biznesmeni, nastolatki i pięćdziesięciolatki poczują, że przez niespełna dziesięć lat doszliśmy do najważniejszego: jesteśmy u siebie i podlegamy tylko sobie. Ból życia, ból borykania się z własną słabością i własną nieodpowiedzialnością pozostanie. Ale święta Bożego Narodzenia pozwalają nawet niedowiarkom dotknąć transcendencji. A niejednym wierzącym przypomnieć sobie, jak byli małowierni od Wielkiej Nocy.
Niech nie śpią spokojnie tylko ci, którym się wydaje, że święta uśpią naszą wiarę w ludzi i niewiarę w "izmy", które ludzie wciąż na nowo produkują. Myślę, więc jestem; jestem, bo wątpię; boję się stchórzyć, więc zdobywam się na odwagę - oto spowiedź codzienna, której święta dodają blasku pokory i radości. Święta to ostatni znak, że zbliża się czas rocznego bilansu.
Chciałbym, aby wszyscy moi Czytelnicy pomyśleli, jak niewiele trzeba, aby się nam częściej udawało. Po prostu mocno uwierzyć, że myślenie pozytywne, skupienie się na szukaniu rozwiązań, nie zaś na tasiemcowych analizach, pozwoli lepiej opanować czas i przestrzeń, w których czekają nas wyzwania XXI w. Odnowieni ruszymy wówczas w ten ostatni marsz ku przełomowi tysiącleci. Przy świątecznym stole nie wdawajmy się więc w spór, czy nowy wiek zaczyna się od zera, czy od jedynki: w roku 2000 czy 2001.
Czytelnicy moi, życzę Wam spokojnych, zdrowych, rodzinnych świąt!
Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0