MENU

Wydarzenia - Polska
WWystawę "Pięćdziesiąt lat później" czyli próbę rekonstrukcji I Wystawy Sztuki Nowoczesnej z 1948 r. otwarto w ostatni wtorek w krakowskiej Starmach Gallery. Zaprezentowano na niej 220 prac artystów, którzy brali udział w wydarzeniu sprzed 50 lat. Wśród wystawionych prac przeważają obrazy Tadeusza Kantora, Jerzego Nowosielskiego, Jonasza Sterna, Tadeusza Brzozowskiego, Marii Jaremy, Jerzego Tchórzewskiego i Kazimierza Mikulskiego. Osobne sale przeznaczono na ekspozycje przestrzenne miedzy innymi Jadwigi Maziarskiej i Mariana Szulca. Organizatorzy wystawy - Fundacja Nowosielskich, Starmach Gallery i Galeria Krzysztofory - zadbali nawet o odtworzenie aranżacji sprzed 50 lat. I Wystawę Sztuki Nowoczesnej zorganizowano 19 grudnia 1948 r. w Pałacu Sztuki. Była jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych Polski powojennej. Zaproszono wtedy aż 37 artystów z najważniejszych ośrodków w całym kraju, tworzących awangardę polskiej sztuki nowoczesnej. Pomysłodawcami wystawy z 1948 r. byli między innymi Tadeusz Kantor i Jerzy Nowosielski. Zaprezentowano wówczas ok. 120 prac artystów z Krakowa, Poznania, Warszawy, Łodzi i Lublina. Wśród nich znalazły się nie tylko akwarele, gwasze czy grafiki, ale także fotografie i fotomontaże. W trakcie wernisażu dzieje I Wystawy Sztuki Nowoczesnej przypomniał profesor Mieczysław Porębski, jeden z twórców tej ekspozycji. - Wystawa ta połączona była z konferencją, podczas której referaty i poezję czytali Tadeusz Różewicz, Marta Stebnicka i Tadeusz Łomnicki - wspomina prof. Porębski. Pomieszczenia wystawowe zostały zastawione krzesłami, na których siedzieli widzowie. To sprawiało wrażenie ich uczestnictwa w ekspozycji. Pomysł powtórzenia tego wydarzenia artystycznego narodził się już dawno, ale dopiero sześć miesięcy temu udało się opracować plan rekonstrukcji wystawy. Wiele dawnych jest dziś w rękach kolekcjonerów, a o losie niektórych historykom sztuki dotychczas niczego nie udało się dowiedzieć. Podczas wystawy "Pięćdziesiąt lat później" udało się odtworzyć niepowtarzalny klimat sprzed lat. Tuż po zamknięciu I Wystawy Sztuki Nowoczesnej w Polsce zapanował socrealizm, a awangardowi artyści na kilka lat zniknęli z salonów wystawienniczych. Ekspozycji "Pięćdziesiąt lat później" towarzyszy katalog z kilkuset fotografiami. Wystawę można obejrzeć do 15 stycznia przyszłego roku.
(JK)


Poznański Festiwal Teatralny Maski z lokalnego przeglądu przekształcił się w ogólnopolskie święto teatru. Wśród tegorocznych wykonawców dominowało pokolenie młode, ale utytułowane i docenione na festiwalach europejskich lub przynajmniej największych imprezach krajowych. Komercjalizacja sztuki podnosi wymagania, a krytyczna publiczność nie chce już oglądać spektakli przeciętnych, nie zadowala się naiwną historyjką. Z kolei zamknięte pomieszczenia umniejszają arsenał możliwości o efekty charakterystyczne dla spektakli plenerowych. Przedstawienia festiwalu Maski nie olśniewały więc rozmachem, bajecznością kolorów czy wybujałością formy, ale treścią. Inspiracje literackie pochodziły z różnych epok: od tragikomedii Eurypidesa (teatr Centymetr Nad Ziemią) po żart, absurd i dramat groteskowy Daniela Charmsa (Biuro Podróży). Tematem parodii była zarówno literatura, mity, jak i sposób bycia generacji X. Spektaklu "Technologia sukcesu", w którym prześmiewczo przedstawiono parę młodych, zapracowanych "ludzi sukcesu", mógłby Teatrowi Porywaczy Ciał pozazdrościć niejeden kabaret. Informacje z pierwszych stron gazet - m.in. metaforyczne obrazy brutalizacji i standaryzacji życia - przemawiały tym mocniej, że prezentowali je zaledwie nastoletni aktorzy (Teatr Prób z Wągrowca). Żywiołowy pokaz macedońskich tańców i pieśni, za pomocą których wrocławski Teatr Pieśń Kozła próbuje odnowić w teatrze tradycję dionizyjską, był jednym z mocniejszych punktów festiwalu. Biuro Poszukiwań Teatralnych pokazało "Tańczą same" z dobrze zaaranżowanymi pieśniami "Cantigas de amigo". Trzy aktorki niczym mityczne parki rozsnuły nad sceną nić przeznaczenia. Teatr Strefa Ciszy nawiązał do gatunku teatru ulicznego, ingerującego w życie miasta, tym razem jednak przenosząc plenerowy spektakl "Wodewil miejski" do sali Centrum Kultury Zamek. Maski rozszerzają swoje ramy. W tegorocznej edycji zmieściły się nie tylko przedstawienia teatralne, ale też pokazy filmów (m.in. "Marat/Sade" Petera Brooka), warsztaty teatralne oraz konferencja naukowa. (MP)


KSIAŻKI
Kiedy w 1869 r. została zamknięta warszawska Szkoła Główna, a we wszystkich polskich szkołach i uniwersytetach językiem wykładowym stał się rosyjski, wielu polskich artystów udało się na emigrację. Jednym ze sku- pisk emigracyjnych stało się Monachium - port dla uchodźców politycznych, intelektualistów i twórców dawnej Rzeczypospolitej. W mieście tym założono Polskie Koło Artystyczne, do którego należeli m.in. Gierymski, Brandt, Chełmoński i Witkiewicz. W albumie "Polska szkoła monachijska - Józef Brandt, Alfred Wierusz-Kowalski i inni" (Amber) przedstawiono ogromny potencjał artystyczny monachijskiej szkoły malarstwa. Twórczość tej grupy stanowiła dla Polaków i Rosjan ważny element w mozaice narodowej historii - obrazy szkoły Brandta przedstawiają historię, tradycję i naturę rodów wschodniej Europy. Album zawiera usystematyzowany katalog wydarzeń artystyczno-historycznych, opatrzony bogatym materiałem ikonograficznym.

Pierwszy tom "Debiutów polskiego kina" pod redakcją Marka Hendrykowskiego (wydawca "Przegląd Koniński") w całości poświęcony jest debiutanckim filmom polskich reżyserów. Zamieszczono w nim dwadzieścia dwa wywiady z takimi twórcami, jak Wojciech Jerzy Has, Agnieszka Holland, Jerzy Kawalerowicz, Wanda Jakubowska, Kazimierz Kutz czy Krzysztof Zanussi. Każdy z filmowych debiutów, o których mowa w tej książce, jest swego rodzaju zwierciadłem odbijającym i sztukę, i rzeczywistość. Kategorię debiutu przedstawiono tu zarówno w kontekście artystycznym, społeczno-kulturalnym, jak i politycznym.

(MC)


Płyta
Grupa "The Corrs" to irlandzkie rodzeństwo - trzy siostry i brat. "Talk on Corneres" to ich drugi album, który sprawił, że obecnie są na fali w całej Europie. Wielką zaletą zespołu jest muzykalność członków i zdolność tworzenia naprawdę ładnych melodii. The Corrs znaleźli swoje niepowtarzalne brzmienie w połączeniu irlandzkich korzeni z ostatnimi pomysłami muzyki pop. Nie są tak rozmarzeni jak Clannad ani tak buntowniczy jak U2, ale głos Andrei Corr zachwyca lekkością, a skrzypce Sharon i gitara Jima stanowią idealne tło do przebojowych ballad "Only when I Sleep" czy "What Can I Do". Nowa wersja hitu "Dreams" Fleetwood Mac i przeróbka kompozycji "Little Wing" Hendrixa świadczy o szerokich muzycznych horyzontach tego młodego zespołu. The Corrs to najładniejsza grupa światowa - urzeka urodą i głosami, co było widać i słychać w Sopocie.

Roman Rogowiecki
Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0