Początek według Spielberga

Początek według Spielberga

"Książę Egiptu" - dzieje Mojżesza w filmowej kreskówce
Animowana superprodukcja "Książę Egiptu" (reż. Brenda Chapman, Steve Hicker, Simon Wells) wytwórni Dreamwork Stevena Spielberga ma wszelkie szanse zostać kasowym przebojem tegorocznego sezonu bożonarodzeniowego. Widownia będzie mogła docenić najnowsze osiągnięcia z pogranicza rysunku i techniki komputerowej oraz pomysłowość scenarzystów, którzy ze skomplikowanej i krwawej historii biblijnej wykroili słodko-monumentalną opowiastkę o początkach narodu wybranego.

"Książę Egiptu" relacjonuje zamierzchłą historię biblijną, tyle że najnowocześniejszym językiem filmowym. Kamera nie rejestruje biernie, jak to często bywało u Disneya, planu amerykańskiego, ale imituje technikę używaną w filmie zdjęciowym: widz ma wrażenie, że akcja jest rejestrowana z wysokości helikoptera, z rozpędzonego samochodu, a co najmniej z ruchliwego wysięgnika. Wyścig rydwanów po gigantycznym planie budowy narysowany został tak, by zostawić daleko w tyle nie tylko słynną gonitwę zaprzęgów w "Ben Hurze" czy sekwencję samochodową z "Bullita", ale nawet "przeskoczyć" wariacje na motocykl BMW i zatłoczone uliczki, co oglądaliśmy w ostatnim Bondzie. Anioła śmierci, wysłanego, by zabić pierworodnych w domach Egipcjan, pokazano za pomocą efektów, jakich używają twórcy serialu "Z archiwum X". Scena rozstąpienia się Morza Czerwonego przypomina najefektowniejsze fragmenty współczesnego kina katastroficznego. Przy tym ostry montaż zbliża opowiadanie do fabułek teledyskowych.
Do swojszczyzny warsztatowej dołożono kulturową: biblijna fabuła została dyskretnie, ale skutecznie przełożona "na amerykański". Egipcjanie represjonujący żydowskich niewolników tłumaczą swą surowość: "Wy, Hebrajczycy, sprawiacie tylko kłopoty". Mojżesz, uważający się za syna faraona i stający w obronie bitego niewolnika, reaguje nie jak staroegipski władca, lecz jak amerykański nastolatek, wychowany od dziecka w kulcie praw człowieka. Więcej, młody faraon, pan życia i śmierci swoich poddanych, zabiwszy pomniejszego nadzorcę, decyduje się na ucieczkę z kraju. Tak nie postąpiłby staroegipski władca, lecz współczesny Amerykanin.
Sama historia biblijna jako osnowa scenariusza również wymagała charakterystycznych przeróbek. Mojżesz - wbrew Księdze Wyjścia - działa w duecie z drugim synem faraona. Historię wyjścia z "domu niewoli" łatwiej przełknąć, jeżeli opowiada się ją na kanwie rywalizacji dwóch braci. Sprężyną "historii świętej" okazują się nie tyle zbawcze zamysły Jahwe, ile romans Mojżesza z Sarą, poruszającą się u jego boku jak typowa first lady. Najtrudniej było poradzić sobie z teologią Biblii. W Księdze Wyjścia bóg Żydów to ciągle jeszcze Jahwe - surowe bóstwo plemienne, a nie Elochim - uniwersalny bóg wszystkich ludzi dobrej woli. W Księdze Wyjścia bezwzględnie karał wrogów narodu wybranego, w czym sekundowali mu żydowscy wybrańcy. Tymczasem w filmie racje religijne są już znacznie bardziej zniuansowane. Mojżesz wprawdzie rozumie, że gniew Jahwe skierowany przeciw Egipcjanom jest konieczny, ale ofiarom gniewu głęboko współczuje. Historyczna i religijna racja jest po stronie Mojżesza, ale faraon nie jest człowiekiem z gruntu złym - to historia postawiła go na wyjątkowo pechowym stanowisku. Poza tym spielbergowska opowieść zawiera jeszcze godne uwagi drobiazgi: Mojżesz, ojciec narodu wybranego, wywodzi się wprawdzie z ludu gnębionego i poddawanego szykanom, ale swoich gnębicieli przerasta sprytem. Przedsięwzięcie, jakim było wyprowadzenie narodu wybranego z Egiptu, rozkręca jak luftgescheft: wielki interes, który robi się przy użyciu minimalnego wkładu własnego. Poza tym Żydzi uciekający z Egiptu na pustynię nie dość, że pięknieją, to jeszcze nabierają urody i ubioru chasydów spod Lubartowa. Takich, jakich można było obejrzeć w "Skrzypku na dachu" Normana Jewisona. To sympatyczne nastawienie autorzy utrzymują konsekwentnie do ostatniej sceny. Mojżesz schodzi z góry Synaj, niosąc objawiony przez Jahwe dekalog. W dole pulsuje obozowe życie narodu, który właśnie odzyskał swą tożsamość. Mojżesz jest na tyle wysoko, iż nie dostrzega jeszcze złotego cielca, ulepionego przez rodaków pod nieobecność przywódcy. Za chwilę zacznie się pamiętna historyczna awantura, podczas której naród wybrany po raz pierwszy okaże się narodem niewiernym, za co zbierze dotkliwe baty.

Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0