Patent na życie

Patent na życie

Kiedy zaczniemy klonować ludzi?
Metodą klonowania naukowcom z Kliniki Leczenia Bezpłodności w Seulu udało się stworzyć ludzki zarodek - doniosły agencje prasowe. Mniej więcej w tym samym czasie w USA wyhodowano trwałe linie ludzkich komórek zarodkowych. Informacja o tym eksperymencie sprowokowała ujawnienie bulwersujących doświadczeń, które miały pozwolić na uzyskanie podobnych linii, lecz będących hybrydami komórek krowy i człowieka. A dochodzi do tego kilka tygodni po tym, gdy Zgromadzenie Ogólne NZ opowiedziało się za zakazem klonowania istoty ludzkiej. Uczeni z Korei Południowej zastosowali w swym eksperymencie powszechnie znaną metodę, polegającą na łączeniu nie zapłodnionej komórki jajowej z jądrem innej komórki tego samego osobnika. W ten sposób powstał embrion ludzki zdolny do dalszego rozwoju. Doświadczenie przerwano, gdyż południowokoreański kodeks lekarski zabrania umieszczania w łonie kobiety ludzkich embrionów, na których przeprowadzano eksperymenty genetyczne. Jak oświadczył prof. Lee Bo-yon z Uniwersytetu Kyunghee w Seulu, gdyby otrzymany zarodek czterokomórkowy wprowadzić do macicy, to po około dziewięciu miesiącach urodziłoby się dziecko, które byłoby dokładną kopią genetyczną matki. Mówienie o osobnikach identycznych, zwłaszcza w wypadku człowieka, jest przesadą, ale podobieństwo byłoby bardzo duże, większe niż u bliźniaków jednojajowych. Koreańscy naukowcy w swoich eksperymentach nie są odosobnieni. Podobne doświadczenia przeprowadza się również w innych renomowanych placówkach badawczych. W USA dwie grupy naukowców niezależnie od siebie doniosły na łamach poczytnych czasopism naukowych "Science" i "Proceedings of the National Academy of Sciences USA" o wyhodowaniu trwałych linii ludzkich komórek zarodkowych. Zespoły poszły różnymi drogami eksperymentalnymi. Pierwszy z nich wykorzystał komórki pobrane z pięciodniowego zarodka, który w momencie rozpoczynania hodowli miał formę pęcherzyka z grupą komórek zwanych węzłem zarodkowym w środku. Właśnie z komórek węzła zarodkowego rozwija się embrion. Hodowane in vitro zachowują - jak wykazali naukowcy - właściwości komórek, które się nie różnicują. W drugim wypadku badacze zaczęli hodowlę pierwotnych komórek płciowych pochodzących od zarodka bardziej zaawansowanego w rozwoju (5-9 tygodni po zapłodnieniu). "Nieśmiertelne" linie komórkowe uzyskano również z tych komórek, które normalnie przekształciłyby się w płodzie w jego komórki płciowe. Tak wyhodowane komórki można w wybranym momencie zmusić do różnicowania. Biologowie mają nadzieję - jest ku temu wiele przesłanek - że w przyszłości będzie można prowokować różnicowanie ich w ściśle zaprogramowany sposób. Możliwa więc będzie produkcja wybranych typów komórek, na przykład mięśnia serca, mózgu czy trzustki. Nastąpi niewyobrażalny przełom w transplantologii i leczeniu chorób degeneracyjnych, jak choroby Parkinsona czy Alzheimera. Hodowla ta będzie pomocna w badaniu rozwoju człowieka i pozwoli na testowanie nowych leków i substancji czynnych biologicznie bezpośrednio na zarodkowym materiale ludzkim. Prawdopodobnie będą też tworzone banki komórek. Pobranie z embrionu kilku komórek nie szkodzi jego normalnemu rozwojowi. Tak uzyskane komórki zarodkowe pozostawałyby zamrożone na całe dziesięciolecia w ciekłym azocie. Transplantacja dowolnego organu lub konieczność uzupełnienia braku pewnych komórek u osoby posiadającej własne komórki w takim banku będzie całkowicie bezpieczna ze względu na pełną zgodność antygenową dawcy i biorcy. Co więcej, wprowadzając komórki zarodkowe do pustego pęcherzyka zarodkowego, można klonować dawcę tych komórek, gdyż są one w stanie zastąpić węzeł zarodkowy. Naukowcy uważają, że ludzki klon najdalej za dziesięć lat będzie faktem.

Takie wykorzystanie komórek ludzkich wzbudza wiele kontrowersji. Zapowiadająca się w miarę spokojnie dyskusja naukowców, polityków i teologów została storpedowana ogłoszeniem własnych wyników przez innego amerykańskiego embriologa - Jamesa Robla z Worcester w stanie Massachusetts. Robl na łamach dziennika "The New York Times" sześć dni po doniesieniu swoich kolegów obwieścił, że uzyskał podobne wyniki. Ale jego doświadczenie znacznie różniło się od wspomnianych eksperymentów. Przeszczepił on jądro komórki człowieka do oocytu krowy pozbawionego własnego genomu i pobudzonego następnie do rozwoju. Środowisko naukowców zdumiało najbardziej to, że Robl wy- konał owe doświadczenia w 1996 r., a o ich wynikach doniósł tydzień po opublikowaniu prac grupy Thomsona, w dodatku nie w czasopiśmie naukowym i nie przedstawiwszy dostatecznych dowodów uzyskania hybrydowej linii komórek zarodkowych. Brigid Hogan, embriolog z Vanderbilt University w Nashville, pionier i światowy autorytet w dziedzinie badań genetyki rozwoju ssaków, porównała Robla w wywiadzie dla "Science" do słynnego dr. Seeda, który po "stworzeniu" owcy Dolly oświadczył, że w ciągu osiemnastu miesięcy sklonuje człowieka. Niewykluczone, że doświadczenia Robla są prawdziwe i że genom ludzki może funkcjonować i namnażać się w cytoplazmie komórek krowy, lecz sposób i okoliczności ogłoszenia wyników jego badań światu naukowemu wzbudzają poważne zastrzeżenia. Doświadczenia polegające na łączeniu materiału genetycznego człowieka i innego gatunku nie przynosiły dotychczas pozytywnych rezultatów. Oocyty szczura, do których wprowadzono jądra komórek myszy, czy komórki zarodka myszy, do których wprowadzono jądra komórek nornicy (dzikiego gryzonia spokrewnionego z myszą), nie rozwijały się. Tego typu doświadczenia wykonano w Zakładzie Embriologii Uniwersytetu Warszawskiego. Nikomu nie przyszło do głowy używać jąder komórek ludzkich. Żeby uzyskać informacje o możliwościach rozwoju zarodków hybrydowych, nie trzeba się wcale uciekać do manipulacji materiałem genetycznym pochodzącym od człowieka. Negatywne wyniki badań prowadzonych w Warszawie nie przesądzają, czy ludzko-krowie komórki Robla są produktem jego fantazji, efektem pomyłki, czy faktem naukowym. Gwałtowne reakcje niektórych naukowców prowokowane są przez rosnące współzawodnictwo w tej dziedzinie badań i aspekt materialny odkryć. W odpowiedzi na artykuł w dzienniku "New York Times" 14 listopada Bill Clinton wysłał list do Harolda Shapiro, przewodniczącego Narodowego Komitetu Doradczego Bioetyki (NBAC). Prezydent Stanów Zjednoczonych napisał, że jest "głęboko zaniepokojony" doniesieniami o "przemieszaniu w obrębie gatunku ludzkiego i nieludzkiego". W związku z tym zażądał od NBAC szczegółowej opinii na temat stosowania metod pozwalających na uzyskanie ludzkich i hybrydowych komórek zarodkowych. Robl wykonał swoje doświadczenia w 1996 r. Laboratorium, w którym działa, opłacane jest z funduszu narodowego, a pochodzące z niego pieniądze nie mogą być przeznaczone na badania nad zarodkami ludzkimi. Robl utworzył więc prywatną firmę, która mogła opłacać z własnych funduszy dowolne badania. Zakładanie takich firm stało się normą, od kiedy naukowcy zauważyli, że ich odkrycia szybko mogą przynieść znaczne korzyści materialne. Tak postąpił Craig Venter, amerykański genetyk światowej sławy, który oświadczył niedawno, że w prywatnym laboratorium za pomocą własnej metody rozszyfruje genom ludzki i że dokona tego szybciej niż międzynarodowe konsorcjum realizujące Human Genome Program. Czy tego typu postępowanie powinno być napiętnowane? Zapewne nie, jeśli respektuje ono międzynarodowe normy publikowania informacji naukowej. Każde doniesienie naukowe publikowane w znaczącym czasopiśmie recenzowane jest przez anonimowych ekspertów. Żądają oni licznych wyjaśnień, wykonania doświadczeń albo przedstawienia dodatkowych argumentów, zanim zaakceptują pracę do druku. Ominięcie tej procedury przez Jamesa Robla wzbudza największą krytykę środowiska. Natomiast zakaz finansowania badań nad zarodkami ludzkimi z funduszu państwowego powoduje, że naukowcy starają się go ominąć w taki sposób jak Robl czy Venter. W Kongresie USA toczyła się ostatnio debata nad możliwością rewizji tego zakazu.


Amerykański embriolog James Robl utrzymuje, że podczas wykonanego w 1996 r. doświadczenia uzyskał hybrydową linię komórkową. Przeprowadzony przez niego eksperyment polegał na przeszczepieniu jądra komórki człowieka do pozbawionego własnego genomu oocytu krowy. Materiał genetyczny powielany w dzielących się komórkach był genomem ludzkim. Uzyskany zarodek nie został wszczepiony do macicy - hodowano go in vitro. Na zdjęciu: prof. James Robl na farmie Hadley w Amherst w stanie Massachusetts podczas konferencji prasowej zorganizowanej 31 lipca 1998 r. z okazji powrotu na farmę trzech sklonowanych cielaków - Charlie'ego, George'a i Alberta.

Pomysł przeprowadzania doświadczeń polegających na połączeniu materiału genetycznego człowieka i innego gatunku, na przykład krowy, jest szczególnie źle widziany przez Kościół. Najchętniej wprowadziłby on całkowity zakaz manipulacji na materiale pochodzącym z zarodków ludzkich. Hodowla in vitro komórek zarodkowych znajduje się w pół drogi pomiędzy badaniami zarodków ludzkich i zwykłych ludzkich linii komórkowych. Kościół katolicki patrzy dość łaskawym okiem na badania naukowe. Potwierdza to ostatnia encyklika Jana Pawła II "Wiara i rozum". Rehabilitacja Galileusza jest namacalnym, choć późnym dowodem nowego podejścia Watykanu do roli rozumu w poznaniu świata. Wydaje się, że nawet teoria ewolucji zyskuje akceptację Kościoła. W końcu Adam i Ewa nie musieli być przedstawicielami gatunku Homo sapiens. Również jako Australopithecus mogli być rodzicami ludzkości. Jeszcze bardziej atrakcyjna jest dla Kościoła teoria wielkiego wybuchu. Big Bang to przecież nic innego jak stworzenie świata. A jeśli było stworzenie, to był też Stwórca. Największe obawy Kościoła wzbudza możliwość zastosowań nowych odkryć naukowych w życiu codziennym. Tu głównym zagrożeniem są właśnie badania genetyczne czy embriologiczne. Ingerencja w dziedziny zastrzeżone przez Kościół (nie tylko katolicki), możliwa dzięki postępowi w biologii, pozbawia wiarę aspektu mistycznego i z definicji nieprzeniknionego dla rozumu ludzkiego. Manipulowanie w laboratorium ludzkim życiem nie może zyskać poparcia przedstawicieli żadnej religii. A embriolodzy są bliscy opatentowania przepisu na życie. Niepoważne żonglowanie takimi możliwościami wydaje się wyrządzać ogromne szkody również tym badaczom, którzy chcą po prostu opisywać procesy życiowe. Patent na życie nie może być własnością jednego naukowca, nawet jeśli zgromadziłby on wielki kapitał w swoim prywatnym przedsiębiorstwie. Z kolei zablokowanie badań na zarodkach ludzkich mogłoby nas pozbawić możliwości poznania, czym jest nasze życie. Spór będzie więc trwał nadal, a badania będą postępowały. Istotne, żeby były to badania poważne, a nie kaczki dziennikarskie.

Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0