Na cudzy koszt

Na cudzy koszt

"Polska to kraj młodzieńców korzystających ze świadczeń społecznych" - tak eksperci Banku Światowego określili obowiązujący u nas system ubezpieczeń społecznych
Aż 80 proc. pracujących przechodzi na emeryturę, zanim osiągnie wiek zapisany w ustawie. Podczas gdy w zachodniej Europie już w latach 80. wszystkie liczące się partie nawoływały, by pracować dłużej, w Polsce nawet w tym roku do Sejmu trafiały projekty postulujące skrócenie tygodnia pracy i obniżenie wieku emerytalnego. W ciągu ostatnich 50 lat liczba pracujących wzrosła o niecałe 70 proc., a liczba emerytów i rencistów - aż sześciokrotnie. W efekcie coraz mniej ludzi aktywnych zawodowo jest zmuszonych łożyć na coraz większą grupę osób, które nie pracują. W 1990 r. 100 zatrudnionych utrzymywało 45 emerytów i rencistów, w 2000 r. będzie łożyć już na 60. Tymczasem w naszym kraju z różnych przywilejów emerytalnych korzysta ponad 250 grup zawodowych. Ostatnie strajki górników dowodzą, że dotychczasowi beneficjanci nie chcą z żadnych przywilejów zrezygnować. Górnicy nie akceptują nawet kompromisowych propozycji rządu, czyli tzw. emerytur pomostowych. Wedle tego projektu, mogliby zrezygnować z pracy po 25 latach, otrzymywaliby jednak tylko 60 proc. emerytury, która przysługiwałaby im, gdyby pracowali do 65. roku życia. Opór poszczególnych branż przed rezygnacją z przywilejów grozi zapaścią finansów publicznych już w pierwszej dekadzie XXI wieku: emerytury i renty stanowić będą wówczas prawie trzy czwarte budżetu państwa. Do wcześniejszego przejścia na emeryturę uprawnione są nie tylko osoby, które pracują w ciężkich warunkach (górnicy i hutnicy) bądź mają skomplikowaną sytuację rodzinną i osobistą (matki wychowujące samotnie niepełnosprawne dziecko, inwalidzi). W myśl prawa przywilej ten przysługuje z bliżej nieokreślonych powodów także ekwilibrystom, komikom cyrkowym, archiwistom, aktorom czy muzykom grającym na instrumentach klawiszowych i perkusji. Ewa Lewicka, pełnomocnik rządu ds. reformy systemu zabezpieczenia społecznego, stwierdziła, że liczba osób korzystających z przywilejów jest trudna do oszacowania, gdyż przepisy o "szkodliwości dla zdrowia" danego zawodu zawarte są w rozporządzeniach, a nie w ustawie. Ucieczka na wcześniejszą emeryturę stała się w Polsce "plagą społeczną". Podczas gdy Austriacy rezygnują z pracy w wieku 61,3 lat (kobiety - 58,6), Polacy przechodzą na emeryturę w wieku 58,7 lat (kobiety - 55,2). Bardziej cenimy sobie możliwość rezygnacji z pracy niż wysokość świadczenia. Mamy do czynienia ze swoistą schizofrenią: większość obywateli domaga się zniesienia przywilejów branżowych, a jednocześnie chętnie i bez zastrzeżeń z nich korzysta. - Jeśli 53 proc. Polaków uznaje przywileje emerytalne za przejaw niesprawiedliwości społecznej, oznacza to wysoką świadomość demokratyczną naszego społeczeństwa - mówi Marcin Zieliński z warszawskiego Instytutu Studiów Społecznych. - Z drugiej strony, skwapliwe korzystanie z oferowanych ulg jest przejawem skrajnego egoizmu. Na wcześniejszą emeryturę odchodzą przede wszystkim osoby gorzej wykształcone, w średnim wieku, wykonujące głównie nieskomplikowane prace biurowe bądź ciężką pracę fizyczną. Doskonale zdają sobie one sprawę, że na szybko zmieniającym się rynku będą miały trudności ze znalezieniem pracy. Z oferowanych w różnych branżach przywilejów nie korzystają natomiast dobrze wykształceni specjaliści. Niektórzy polscy ekonomiści i demografowie uznali, że wcześniejsze emerytury rozwiążą problem bezrobocia. Nic bardziej błędnego. Raport Międzynarodowej Organizacji Pracy wskazuje, że w USA, gdzie odsetek pracujących w wieku 60-64 lata wynosi 54,9 proc. (w Japonii - ponad 75 proc.), liczba poszukujących pracy jest o wiele niższa niż w Europie, gdzie w tej grupie wiekowej aktywnych zawodowo jest zaledwie 20 proc. ludzi. Dziś większość Polaków zdecydowanie sprzeciwia się finansowaniu przywilejów emerytalnych z bieżących składek wszystkich ubezpieczonych. Przeciwko takiemu rozwiązaniu opowiadają się między innymi renciści, kadra menedżerska, przedsiębiorcy, pracownicy prywatnych firm. 38 proc. badanych uważa, że najlepszym źródłem finansowania byłyby dodatkowe składki płacone przez samych zainteresowanych. Dzisiaj, gdy emerytury opłacane są z kiesy pracowników, świadczenia z tego tytułu stanowią połowę wszystkich świadczeń ZUS, który z kolei pochłania aż 30 proc. PKB. Tylko świadczenia dla rolników wyniosły w zeszłym roku 8,5 mld zł i niemal w całości były sfinansowane z publicznej kasy.


Dr ALEKSANDRA WIKTOROW
specjalista ds. zabezpieczenia
emerytalnego Instytutu Badań
nad Gospodarką Rynkową


W latach 1960-1978 średni wiek kobiet przechodzących na emeryturę wynosił 61 lat, mężczyzn - 64,5. Wskazuje to, że do końca lat 70. uprawnień do wcześniejszych emerytur nie było zbyt wiele. Jedynie górnicy mogli przechodzić na emeryturę w wieku 55 lat. Radykalne zmiany nastąpiły po 1980 r. Pierwszą cywilną ustawą stanu wojennego była Karta Nauczyciela. Zawarto w niej zapisy o pensum i wieku emerytalnym. Potem wysypały się kolejne karty: górnika, hutnika, budowlanego, portowca itd. Aby dopełnić obraz łaski rządu dla pracowników, wydano rozporządzenie o wcześniejszych emeryturach z tytułu pracy w szczególnych warunkach i w szczególnym charakterze. Karty i rozporządzenie dały uprawnienia klasyfikowania stanowisk, które stwarzają możliwość skorzystania z wcześniejszej emerytury. Niektóre uprawnienia scedowano na kierowników zakładów. Oczywiście, władza dawała te koncesje, częściowo realizując postulaty z czasu strajków sierpniowych i późniejszych negocjacji.

- Obecny system emerytalny odziedziczyliśmy po poprzednim ustroju. Wiele grup zawodowych uzyskało wtedy liczne przywileje, między innymi zatrudnieni w przemyśle stalowym i górnictwie, co było uzasadnione przez ciężkie warunki pracy oraz kluczowe znaczenie tych branż dla gospodarki - mówi Longin Komołowski, minister pracy i polityki socjalnej. Dziś dodatkowe prawa nie mają żadnego uzasadnienia gospodarcze- go - nie musimy wydobywać węgla za wszelką cenę, a jedynie polityczne - emeryci są coraz liczniejszą grupą wyborców. Polityczny charakter miały pierwsze przywileje wprowadzone po to, by kupić przychylność robotników dla władz stanu wojennego. W latach 1951-1981 składka na ZUS wynosiła jedynie 15,5 proc. Nie było przywilejów ani ulg, a jedyny ukłon wykonano w kierunku górników, którym pozwolono przechodzić na emeryturę w wieku 55 lat. Pierwsza podwyżka składek na ZUS była konieczna w 1981 r., po strajkach sierpniowych, kiedy to wzrosła do 25 proc. wynagrodzenia. W 1983 r. trzeba było podwyższyć składkę na ZUS do 33 proc., a po trzech latach aż do 43 proc. Wysokość stawki i obowiązujący system pokoleniowy (obecnie pracujący utrzymują dzisiejszych emerytów, licząc, że w przyszłości emeryturę zapewni im pokolenie ich dzieci) okazały się niewydolne i niemożliwe do utrzymania. Sytuację pogarsza zjawisko starzenia się społeczeństwa, co potwierdza ostatni raport demograficzny Rady Europy: podczas gdy w 1995 r. dzieci stanowiły 27,6 proc. społeczeństwa, w 2020 r. odsetek ten spadnie do 23,6 proc. Jednocześnie odsetek osób uprawnionych do pobierania emerytury wzrośnie z 13,7 proc. do 19 proc. W zeszłym roku stu pracujących utrzymywało aż 57 nie zatrudnionych, a w 1985 r. - 38. Nowy system opiera się nie na umowie pokoleniowej, ale na zasadzie, że każdy sam powinien wypracować sobie własną emeryturę. Jej wysokość zależy od zapobiegliwości, a w dużym stopniu także od liczby przepracowanych lat. Zdaniem specjalistów, problem przywilejów pracowniczych można rozwiązać dwojako: albo je utrzymać i podnieść składki (tak zrobiono w Bułgarii, gdzie górnicy płacą podwójne składki), albo wycofać przywileje z pierwszego, obowiązkowego filaru reformy ubezpieczeń społecznych (tak stało się w Czechach, na Słowacji i na Litwie, gdzie wprowadzono przywileje w ramach branżowych i zakładowych planów emerytalnych). Na Słowacji i w Czechach przywileje zostały zniesione w 1992 r. Stwierdzono, że górnictwo i pokrewne mu zajęcia nie mogą być traktowane jako zawody, w których pracuje się do końca życia, lecz jedynie jako zajęcie okresowe, uprawiane do czasu, gdy nie wpływa ono negatywnie na stan zdrowia. Podobne rozwiązania zaproponowano w raporcie Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Na szczególnie zagrożonych stanowiskach bardziej opłacalna byłaby nie wcześniejsza emerytura, lecz opracowany przez zakład pracy system prewencji i ochrony zdrowia (sanatoria, dłuższe urlopy, krótszy czas pracy). W niektórych zawodach twórczych i nie związanych z wykonywaniem pracy fizycznej - dotyczyłoby to na przykład aktorów i muzyków - można w ogóle zrezygnować z uprawnień do wcześniejszej emerytury. Czy rzeczywiście państwo, czyli inni płacący składkę na ubezpieczenie, musi im gwarantować emeryturę w wieku 40 lat? Czy nie mogą podjąć innej, lepiej płatnej pracy? Czy w Polsce można i trzeba stawiać na pierwszym miejscu przywiązanie do zawodu, ze wszelkimi tego konsekwencjami? Gdyby dziś wyeliminować wszystkie uprawnienia do wcześniejszych emerytur, w pełni przestałyby one obowiązywać dopiero za 30 lat. Trudno jednak odebrać raz przyznane przywileje i przekonać do tego rozwiązania związkowców. W myśl przygotowywanej ustawy wszystkie osoby, które do końca tego roku mają wymagany minimalny staż pracy (kobiety - 20 lat, mężczyźni - 25 lat) oraz wymagany staż pracy w szczególnych warunkach, zachowują na zawsze uprawnienia do wcześniejszej emerytury. Prawo nabyte nie podlega dyskusji, a próba jego likwidacji może łatwo zostać zaskarżona w Trybunale Konstytucyjnym. 

Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0