Obywatel ksiądz

Obywatel ksiądz

Rozmowa z biskupem TADEUSZEM PIERONKIEM, rektorem Papieskiej kademii Teologicznej
Jarosław Knap: - Kim jest ksiądz?
Ks. bp Tadeusz Pieronek: - Ksiądz to nie zawód, który wykonuje się od ósmej rano do czternastej. Księdzem jest się dniem i nocą. Niestety, dziś liczba traktujących kapłaństwo jak zawód niebezpiecznie się powiększa. Niektórzy księża mają mentalność urzędnika. Tego oczywiście Kościół nie uczy, ale musi się liczyć z tym, że są tacy księża i muszą być, skoro przychodzą ze społeczeństwa charakteryzującego się taką właśnie mentalnością.
- Czy to znaczy, że kandydaci na księży kalkulują, czy bardziej im się opłaca zostać księdzem, adwokatem czy lekarzem?
- Po kimś, kto tak myśli, nie możemy się oczywiście spodziewać, że zostanie dobrym księdzem. Ksiądz jest jakimś drogowskazem. Nie może tu więc być tej dwoistości, że na przykład po wyjściu z kościoła ksiądz przestaje być księdzem. Jest nim zawsze.
- Nawet wtedy, gdy grzeszy?
- Oczywiście, zdarzają się tragedie, na przykład zapaść moralna. Jeżeli lekarz bierze narkotyki, dziwimy się, bo przecież powinien wiedzieć, czym to grozi. Podobnie, jeżeli ksiądz zejdzie na złą drogę, sprzeniewierza się swojemu powołaniu. Ksiądz powinien wiedzieć, że musi prowadzić określone życie. Że skoro ma żyć w celibacie, powinien unikać okazji, które groziłyby niedotrzymaniem celibatu. Dlatego ksiądz nie będzie chodził na przykład na potańcówki.
- Dlaczego? Tańczący ksiądz byłby dziś bardziej akceptowany niż jeszcze dziesięć lat temu.
- Są sfery życia, w które ksiądz nie powinien się angażować właśnie dlatego, że jest duchownym. Oczywiście, niektórzy cieszyliby się, widząc tańczącego księdza. W tańcu niekoniecznie musimy się przecież dopatrywać czegoś złego, tylko po co ksiądz miałby tańczyć? To samo dotyczy hazardu. Tego księża nie powinni robić, choć - jak wiadomo - zdarza im się grywać w karty. To jednak nie to samo. Tę granicę ludzie świeccy zazwyczaj bardzo dobrze wyczuwają. Dawniej prawo kościelne określało wiele zajęć, których księdzu nie wolno było lub nie wypadało wykonywać. Nie wolno mu było uczestniczyć w polowaniach z nagonką. Ksiądz nie mógł być aktorem, bo uważano ten zawód za zajęcie pospolite. Dziś aktorów szanujemy. Ksiądz nie mógł być też rzeźnikiem. Teraz także nie powinno się akceptować tego, że ksiądz wychodzi z kościoła i idzie dorabiać produkowaniem kiełbasy. Ale z drugiej strony, jeżeli lubi i umie to robić, nie ma nic złego w tym, że od czasu do czasu zrobi jakąś wędlinę.
- Ksiądz biskup przyznał niedawno, że lubi i potrafi robić pizzę.
- A cóż ja tracę, podając przepis na pizzę? Przecież to, że biskup potrafi upiec smaczną pizzę, nie przynosi mu ujmy. Myślę, że pokazanie tej strony człowieka też jest potrzebne. Skoro chcemy być komunikatywni, nie możemy udawać innych niż jesteśmy. Akceptacja drugiego człowieka jest kwestią kultury lub jej braku. Zależy też od środowiska, w którym żyjemy. W Krakowie ksiądz chodzący do restauracji nie budzi zastrzeżeń, ale w niewielkim miasteczku nie wyobrażam sobie kapłana wchodzącego do karczmy i sączącego z parafianami piwo. To niewyobrażalne. Od razu zostałby okrzyknięty pijakiem. Oczywiście ksiądz powinien prezentować dobre wzorce i powinien się liczyć z opinią publiczną. Nie możemy jednak być więźniami tej opinii, a szczególnie źle ukształtowanej.
- Czy ksiądz może żyć jak przeciętny człowiek?
- Ksiądz powinien być przede wszystkim normalnym człowiekiem. Przecież pan, dziennikarz, nie pójdzie dorabiać sobie jako fryzjer. To naturalne, że ludzie wybierają to, co potrafią robić najlepiej i na tym powinni się skupić. Dziś ksiądz nie powinien uważać, że stoi wyżej niż inni i że nie ma problemów moralnych. Ma takie problemy, gdyż każdy człowiek je ma. Ksiądz powinien jednak służyć ludziom. Każdy ma prawo do niego przyjść i zapytać o coś, podyskutować lub pożalić się, poprosić o kapłańską posługę. Trzeba przekonać wielu księży, że ich posłanie nie polega jedynie na tym, by odprawić mszę, pobłogosławić wiernych i podać im komunię.
- Czy polskie społeczeństwo zaakceptuje księdza - "normalnego człowieka"?
- Problemem nie jest przyzwyczajanie ludzi do tego. To kwestia kultury i wyczucia. Byli i są księża interesujący się na co dzień swoimi parafianami. Niejednokrotnie bowiem człowiek bardziej potrzebuje wewnętrznej więzi niż pomocy materialnej. Podobnie katecheta nie może się ograniczać do wykładu lub odczytu religijnego. Musi z młodzieżą dyskutować i próbować razem z nią rozwiązywać problemy.
- Jak księża uczą się tych ról?
- Mają na przykład zajęcia z dykcji i emisji głosu. Sam kiedyś korzystałem z takich ćwiczeń. To jest normalne narzędzie pracy. Chodzi o to, by księdza można było zrozumieć. Papieska Akademia Teologiczna prowadzi we współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim zajęcia z retoryki i homiletyki (sztuki głoszenia słowa Bożego), podczas których księży uczy się między innymi pracy przed mikrofonem i kamerą.
- Jak jednak przygotować ich do zmieniającej się rzeczywistości?
- Tradycyjna nauka to wykład, czyli po prostu "odbębnienie" pewnego materiału. Model nauczania w relacji wszystko wiedzący wykładowca i nierozgarnięty słuchacz. Najlepiej taki, który nie zabiera głosu, ponieważ funkcjonował schemat, że student jest głupi i nie potrafi zadawać mądrych pytań. Profesor nie przejmował się tymi pytaniami i nawet nie starał się zaleźć na nie odpowiedzi. Te relacje ucznia do nauczyciela i odwrotnie na szczęście się zmieniły. Myślę, że wprowadzany jest model aktywnych studentów. Już dość dawno, będąc wykładowcą PAT, prowadziłem zajęcia według schematu 15-20 minut skrótu pozwalającego na uwypuklenie najważniejszych rzeczy, a potem dyskusja. Przecież wiadomo, że są rzeczy ważne i mniej ważne. To trzeba pokazać studentom. Wyrobić w nich system myślenia, w którym będą odróżniać rzeczy ważne od tego, co ma drugorzędne znaczenie. Wykładowcy muszą się nauczyć, że nie ma głupich pytań.
- Księżom zarzuca się łamanie celibatu, alkoholizm, a nawet homoseksualizm. Najwięcej mówią o tym kapłani porzucający sutannę - choćby Roman Kotliński, który założył w Łodzi Stowarzyszenie Odnowy Kościoła Rzymskokatolickiego. Twierdzi on, że w Polsce żyje aż 10 tys. byłych kapłanów.
- Te liczby - delikatnie mówiąc - to lekka przesada. Są pojedyncze wypadki, ale nie odbywa się to masowo. Oczywiście, każde odejście księdza stanowi dramat dla Kościoła, ale też wielki dramat dla tych ludzi. Spotkał ich jakiś zawód. Być może przyczyną było zaniedbanie albo minięcie się z powołaniem. W Kościele, jak i w całym świecie, istnieje zło. Wśród księży można spotkać ludzi wspaniałych, ale są też osoby słabe, grzeszące. Wszyscy jesteśmy grzesznikami, nawet biskup jest grzesznikiem. Święty Jan powiedział, że ten, kto twierdzi, iż nie ma grzechu, jest kłamcą. Jeżeli przyjmiemy tę prostą prawdę, reszta sprowadza się do goryczy i żalu tych, którzy nie spełnili się tam, gdzie chcieli się spełnić.
- Wielu krytyków Kościoła domaga się również reformy jego finansów, ich jawności.
- To nieporozumienie. Kościół nie ma tajnych finansów. Fiskus wie, ile zarabiam, tak jak wie, ile pan zarabia. Przecież nikt w Polsce nie ogłasza co miesiąc publicznie, jakie ma dochody. Informacje o zarobkach Kościoła, podobnie jak dane o dochodach przedsiębiorstw, przesyła się fiskusowi. Absurdalne zarzuty powstają często z tego powodu, że wierni nie wiedzą, co się stało z pieniędzmi, które przekazali Kościołowi. To tzw. taca wzbudza największe emocje. Mam pretensje do ludzi w Kościele, że nie robią pewnych prostych rzeczy, dzięki którym mogliby się uwolnić od tych zarzutów. Ksiądz przyjmujący ofiarę od wiernych powinien im powiedzieć, na co wydał te pieniądze. Powinien się po prostu rozliczyć, wykazać wydatki.
- Dlaczego tak wiele osób podejrzewa Kościół o ukrywanie dochodów?
- Być może zwyczaj utajniania wydatków jest pozostałością po starym systemie, kiedy nawet księża chcący coś kupić do kościoła zmuszani byli do przepłacania, szukania dojść i nielegalnej wymiany waluty. Mam nadzieję, że to się zmieni, choć nie wolno popadać w przesadę. Nie wyobrażam sobie, żeby na przykład przed kościołem stała ogromna tablica z wykazem wydatków. Tak nie powinno być i nie robią tego nawet bardzo szanujące się firmy. We wszystkim trzeba zachować umiar.
- W przyszłym roku może dojść do niemal rewolucyjnych zmian w polskim Kościele, na przykład kadencyjności proboszczów. Decyzje ma podjąć II synod plenarny.
- Jeżeli weźmiemy pod uwagę historię tej instytucji prawa kościelnego, jaką są proboszczowie, to istotnie można mówić o pewnej rewolucji. Teraz proboszczem jest się przecież do końca życia. Nowe propozycje mają ułatwić zarządzanie i kształtowanie polityki personalnej diecezji.
- Będzie się zawierać kontrakty z proboszczami?
- Powiedzmy, że biskup potrzebuje do którejś parafii człowieka o specjalnych predyspozycjach. Owszem, jest taki proboszcz w innej parafii, ale nie można go przenieść. Inna sytuacja: proboszcz jest skłócony ze swoimi parafianami, lecz nie chce odejść z parafii. Być może przeniesienie go gdzie indziej spowodowałoby ustanie konfliktów, a w innej parafii ksiądz ten doskonale by się zaaklimatyzował. Możliwych wariantów jest wiele. Kadencyjność istnieje już w innych krajach, gdzie kadencja proboszcza trwa 5-9 lat. Oczywiście nie wyklucza to sprawowania funkcji proboszcza przez wiele lat.
- Kiedy świeccy zostaną dopuszczeni do czynności sprawowanych dotychczas wyłącznie przez księży?
- Podawanie komunii przez świeckich nie jest już nowością. Rewolucyjne byłoby przyjęcie propozycji stałego diakonatu ludzi żonatych. Nie widzę w tym nic złego. Znam ludzi, którzy uczęszczali do seminarium, ale nie mogli go ukończyć - wcale nie ze względów moralnych, lecz na przykład z powodu choroby. Teraz mają rodziny, dzieci, ale pozostała w nich tęsknota do ołtarza. Dlaczego nie mieliby pomóc w parafii? Mogliby mieć stały dostęp do ołtarza, zajmować się głoszeniem słowa Bożego i udzielaniem sakramentów. Taka zmiana byłaby ryzykowna przez jakiś czas - dopóty, dopóki ludzie nie przyzwyczailiby się do stałego diakonatu ludzi żonatych.
- Czy Kościół dopuszcza dyskusję nad zniesieniem celibatu?
- Muszę podkreślić, że nie oznacza to tendencji do zniesienia celibatu.


Od kleryka do papieża

Student
Warunkiem rozpoczęcia sześcioletnich studiów teologiczno-filozoficznych jest ukończenie 18 lat i posiadanie świadectwa maturalnego. Klerycy na przykład krakowskiego seminarium duchownego studiujący na PAT mieszkają w budynku seminarium. Przed południem mają wykłady i ćwiczenia, między 13.30 a 15.00 dysponują czasem dla siebie. Godziny popołudniowe przeznaczone są na indywidualną naukę, godziny wieczorne natomiast wypełniają nabożeństwa i modlitwy. Na wieczorne wyjścia poza seminarium muszą uzyskać pozwolenie od przełożonych. Dawniej można było je otrzymać raz w miesiącu. Teraz nie ma ograniczeń, a klerycy twierdzą, że uzyskanie zezwolenia jest formalnością. Klerycy zobowiązani są - poza wieczornymi wyjściami - do noszenia koloratki. Studia kończą się zasadniczo uzyskaniem dyplomu magistra teologii.

Diakon
Pod koniec pobytu w seminarium, po uzyskaniu pozytywnej opinii przełożonych, biskup dopuszcza kandydata do przyjęcia święceń diakonatu. Oznacza to zobowiązanie się do celibatu i praktykowania codziennej liturgii godzin.

Wikary, proboszcz
Po ukończeniu 25 lat i minimum półrocznym stażu w charakterze diakona kandydat przyjmuje święcenia kapłańskie. Wyświęcony ksiądz przeważnie zostaje mianowany wikariuszem. Z biegiem lat biskup może powierzyć mu probostwo lub inne odpowiedzialne funkcje w diecezji.

Biskup
Aby zostać biskupem, trzeba ukończyć 35 lat i mieć minimum pięć lat praktyki kapłańskiej oraz - jak mówi paragraf 378. kodeksu prawa kanonicznego - wymaga się, aby kandydat był "niezachwianej wiary, gorliwości, pobożności pasterskiej, mądrości oraz ludzkich cnót i przymiotów". Musi też mieć co najmniej licencjat z Pisma Świętego, teologii lub prawa kanonicznego. Kandydaturę zawsze ostatecznie zatwierdza Stolica Apostolska, wybierając jednego spośród trzech kandydatów proponowanych przez nuncjaturę lub biskupa z danej diecezji. Najmłodszym polskim biskupem został Bohdan Bejze z Łodzi (miał 34 lata, potrzebował więc tzw. dyspensy papieskiej, w tym wypadku pozwolenia na przyjęcie sakry biskupiej mimo młodego wieku). Karol Wojtyła i Kazimierz Nycz uzyskali nominacje biskupie, kiedy mieli po 38 lat. Biskupi będący pasterzami archidiecezji noszą godność arcybiskupów. Najczęściej archidiecezje są równocześnie stolicami metropolii, czyli terytorium obejmującego kilka diecezji. Tytuł arcybiskupa może jednak otrzymać także biskup nie będący arcybiskupem metropolitą w uznaniu konkretnych jego zasług.

Kardynał
Kardynałów kreuje papież; jest to grono biskupów najściślej z nim współpracujących. Wybierają oni ze swojego grona papieża na tzw. konklawe. Uprawnionymi do udziału w konklawe są kardynałowie, którzy nie ukończyli 80. roku życia. Kardynałami są przeważnie rządcy określonych archidiecezji metropolii (w Polsce stolicami kardynalskimi są Warszawa, Kraków, Wrocław i stolica prymasostwa). Ponadto tytuły kardynałów noszą prefekci kongregacji watykańskich (papieskich ministerstw). Jan Paweł II do kolegium kardynalskiego powołał także kilku wybitnych biskupów nie będących ordynariuszami stolic kardynalskich, a nawet kilku księży nie będących biskupami. Obecnie kolegium kardynalskie liczy ponad 150 członków.

Papież
Wybierany jest dożywotnio, choć przewidziano możliwość zrzeczenia się tego tytułu. W historii Kościoła wydarzyło się to jednak tylko raz. W XIII w. swej funkcji zrzekł się papież Celestyn V.

Papieską Akademię Teologiczną powołał 17 lat temu, w grudniu 1981 r., papież Jan Paweł II mocą "Motu proprio Beatae Hedwigus". Kontynuuje ona tradycje Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, który powstał w styczniu 1397 r. z inicjatywy św. Jadwigi i króla Władysława Jagiełły. Studentami wydziału teologicznego byli m.in. św. Jan Kanty, św. Jan z Dukli i Mikołaj Kopernik. W czasie wojny studiował tam ks. Karol Wojtyła - 16 grudnia 1948 r. uzyskał na tej uczelni tytuł doktora. Wydział zlikwidowano w 1954 r., a jego funkcje przejęło seminarium duchowne. Władze państwowe przestały jednak uznawać stopnie i tytuły naukowe tej uczelni. Choć 17 lat temu ponownie powołano PAT do życia, aż do końca PRL władza nie uznawała praw i stopni naukowych tej uczelni. Dziś na trzech wydziałach PAT - teologicznym, filozoficznym i historii Kościoła - studiują 1654 osoby. Najwięcej (aż 1167) jest studentów teologii. Wydział ten oferuje trzy cykle studiów: sześcioletnie dla kandydatów do kapłaństwa, trzyletnie dla sióstr zakonnych kończących Międzyzakonny Wyższy Instytut Katechetyczny i pięcioletnie dla świeckich. PAT prowadzi również studia podyplomowe: bioetyki, ekumenii i dialogu, teologii i rodziny oraz dziennikarskie.W PAT zatrudnionych jest 119 pracowników naukowych, w tym 24 profesorów. Od tego roku rektorem PAT jest ksiądz biskup Tadeusz Pieronek.

Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0