Żywy umysł

Żywy umysł

Inteligencja ma kolosalną przyszłość



"Polska inteligencja jako formacja należy do przeszłości" - powiadają w podtytule swego obszernego tekstu "Umierająca klasa" w numerze 47 "Wprost" Agnieszka Filas i Stanisław Janecki. Nie pierwszy to lament nad obumieraniem tradycyjnej polskiej inteligencji. Musi być coś na rzeczy, bo Polska nie od dziś przechodzi przemiany cywilizacyjne rozwalające dziewiętnastowieczny podział na klasy społeczne, trudno więc, by mocno to nie poszarpało inteligentów. Wnioski, które zaproponuję, będą jednak zupełnie inne.

Po pierwsze: przestańmy płakać na grobie mesjanizmu. W państwach zachodnich, rozwijających się normalnie, nie ma w ogóle takiego pojęcia jak warstwa czy klasa inteligencji. Są profesorowie i absolwenci uniwersytetów, są różnego rodzaju specjaliści i analitycy, są wreszcie intelektualiści (choć też nie wszędzie to pojęcie funkcjonuje), czyli osoby zajmujące się twórczością artystyczną lub naukową. Inteligencja jako grupa ludzi posługująca się w pracy umysłem (w odróżnieniu od upośledzonej większości żyjącej z pracy rąk, ale także od wierzchołka, który pracować nie musi, bo żyje z własności) jest dzieckiem dziewiętnastowiecznego społeczeństwa przemysłowego, kiedy wykształcenie - nawet średnie - dostępne było nielicznym, a klasy robotnicza i chłopska ciężko pracowały i nie były wykształcone. Ale wschodnioeuropejskie pojęcie inteligencji jest też bękartem niewoli, potworkiem stworzonym przez wynaturzenie sytuacji politycznej, społecznej i moralnej. Skoro państwo jest nieprawe i opresyjne, a masy ciemne, choć poczciwe, kto ma nieść nie tylko kaganek oświaty, ale i jasność prawdy, której nie przekaże urzędowy nakaz? Kto ma wielką, historyczną misję przechowania i wzbogacenia narodowego ducha wbrew carom, zaborcom i wszelkim ciemiężycielom? Tylko tutaj mogła powstać tak specyficzna warstwa umysłowa z poczuciem mesjańskiej misji, jednocześnie liberalna, religijna, narodowa i antypaństwowa. Tylko tutaj uciśnieni mogli patrzeć na nią z nadzieją, bo dostarczała im pociechy, podczas gdy w szczęśliwszych krajach podobnie wykształceni ludzie po prostu dostarczali użytecznej wiedzy. Tym dłuższy żywot tak rozumianej inteligencji, im dłuższe trwanie zdeformowanego ustroju. W Czechach zaczęła się rozmywać już przed wojną. W powojennej Polsce jej najwspanialszy okres (kto w tym nie brał udziału, niech żałuje...) to antyjaruzelska konspiracja stanu wojennego, a początek jej końca to upadek komunizmu. W Rosji - tak boleśnie i długotrwale borykającej się z sobą - zapewne przetrwa dużo dłużej. Oczywiście zachodziły w inteligencji przemiany. Przed wojną inteligentem był ten, kto miał maturę. Już w latach 60., 70. zastanawiano się, czy dyplom wyższej szkoły daje przepustkę do warstwy inteligenckiej, czy dopiero doktorat? A może - jak to nieco później powiadano w kręgach żoliborskich - etos? Nie warto płakać nad spełnioną już misją. Zwłaszcza że nowe wyzwania stojące przed ludźmi posługującymi się w swej pracy umysłem i wiedzą są jeszcze bardziej godne uwagi.

Po drugie: nikt nie unieważni wielkich pytań. Nie jest nowością biadanie, że tradycyjną inteligencję zastępują wąsko kwalifikowani specjaliści, niezdolni do refleksji humanistycznej. Albo że dawny podział społeczny, w którym inteligenta wyróżniał cenzus wykształcenia i szacunek okazywany mu przez ciemną większość, został zastąpiony przez nowy, w którym jedynym kryterium jest status majątkowy. Jeśli ktoś miał do czynienia z uniwersytecką społecznością matematyków lub fizyków, wie, jak wspaniałymi potrafią być humanistami i jak wiele może tradycyjny humanista skorzystać od tych technokratów zajmujących się na co dzień niezrozumiałymi dla kogokolwiek spoza branży cząsteczkami. W demokratycznym społeczeństwie, gdzie średnie wykształcenie jest normą, a wyższe niczym szczególnym, aby być szanowanym za walory umysłu, nie wystarczy mieć dyplom (nawet profesorski), trzeba jeszcze być osobą wybitną. I tu jest już pierwszy problem i przedmiot frustracji wielu tradycyjnych inteligentów. Społeczeństwo przemysłowe przetwarzało stal i węgiel, potrzebując stosunkowo niewielu specjalistów o najwyższych kwalifikacjach. Społeczeństwo nowoczesne przetwarza informacje, w tej sferze pracuje więcej niż połowa zatrudnionych. Takie społeczeństwo nie będzie miało ochoty wysłuchiwać i obdarzać szczególnym szacunkiem tradycyjnego inteligenta kaznodziei czy gawędziarza. Ale takie społeczeństwo ludzi wykształconych i myślących - jeszcze bardziej niż społeczeństwo ludzi tzw. ciężkiej pracy - zadaje sobie i będzie zadawać odwieczne ludzkie pytania: "Kim jestem? Dokąd zmierzam? Czemu służę?". Społeczeństwo takie będzie doświadczać obfitości dóbr i deficytu sensu. Społeczeństwo takie - intensywniej niż kiedykolwiek - będzie poszukiwać odpowiedzi na te pytania. A przynajmniej świadectwa, że inni je sobie także stawiają. I to jest właśnie wielkie wyzwanie stojące przed ludźmi umysłu. Tym bardziej że na zatłoczonym, rozmigotanym rynku informacji trzeba będzie mieć coś ważnego tym ludziom do powiedzenia i napisać to lub pokazać na ekranie w sposób dla nich zajmujący. Czy potrafimy? Ale jeśli na jednym z najwyższych miejsc listy bestsellerów znajduje się "Mitologia Greków i Rzymian" Zygmunta Kubiaka, to znaczy, że inteligencja ma jednak przyszłość.

Po trzecie: uniwersytet jest akademią, a nie szkółką. Jeśli ktoś daje Amerykanów za przykład społeczeństwa nie mającego warstwy inteligenckiej, budzi moje rozbawienie. Oczywiście nie ma tam i być nie mogło inteligencji z mesjańskim namaszczeniem, wyjąwszy wymierające już kręgi tradycyjnej inteligencji żydowskiej o wschodnioeuropejskim rodowodzie. W USA rolę warstwy umysłowej, kuźni idei, pomysłów i bazy rekrutacyjnej analityków odgrywają bardzo liczne społeczności uniwersyteckie. W Polsce wyższa szkoła wciąż przypomina szkołę podzieloną na zamknięte fakultety, nastawioną na wykształcenie pewnej liczby wąsko uprofilowanych specjalistów. Jest to szkółka biedna, która za wszelką cenę musi dorobić, a co więcej, szkółka zamknięta: dla osób, które mogłyby wnieść tam jakiś ferment intelektualny, a nie mają przepisowego tytułu doktorskiego lub profesorskiego, nie ma na polskim uniwersytecie miejsca. Uniwersytet zachodni - nie tylko amerykański - o wiele bardziej jest akademią. Przebywa tam zawsze wielu profesorów z innych ośrodków, wykłady mają także byli politycy i menedżerowie, poeci i publicyści. Jest posada pisarza rezydenta, który nigdy nie był naukowcem, ale napisał parę ciekawych książek i dzieli się ze słuchaczami swoimi przemyśleniami. Czy jest do pomyślenia w Polsce, by studenci politechniki zaliczali też przedmioty humanistyczne? Tam, owszem. Bo to się opłaca również tym, którzy potem tego absolwenta zatrudnią. Bez przewietrzania uniwersytetów, doprowadzenia do konkurencji między nimi, nowoczesna warstwa umysłowa w Polsce będzie się rozwijać marnie, przeważać będą płacze nad grobem niemożliwej do reanimacji inteligencji dziewiętnastowiecznej. Tymczasem ostatnie propozycje Ministerstwa Edukacji w sprawie odpłatności za studia przypominają zabiegi wygłodniałego kocura chcącego się dobrać do niedostępnej chwilowo spyrki, jaką są pieniądze w kieszeni studenta i jego rodziny. To tylko plasterek na budżetowe kłopoty panów kwestorów. Sądzę, że jedynym rozwiązaniem jest pełna odpłatność za studia, wprowadzenie pokrywającego ją bonu uniwersyteckiego dla maturzystów i dopuszczenie do konkurencji między uniwersytetami, z bankructwem słabeuszy włącznie.

Po czwarte: tylko głupi kadrowiec nie potrzebuje inteligencji. W konkurencji to, co głupie, choć efektowne, zwycięża zwykle tylko na chwilę, w dłuższym okresie wartości się obronią. Dlatego kadrowcy, którzy efektownie powiadają, że "nie potrzebują inteligencji, lecz ludzi inteligentnych", nie zrobią kariery w swojej branży; wcześniej czy później zarówno państwo, jak i właściciele dużych firm poszukają sobie mądrzejszych pośredników. Wąscy specjaliści, wiedzący wszystko o swojej dziedzinie i potrafiący inteligentnie reagować na zmieniające się sytuacje, są bardzo przydatni na niższych stanowiskach. Jako analitycy są bezradni, jako doradcy wytwarzają głupstwa pokryte ochronnym lakierem fachowego żargonu, jako menedżerowie są nieodporni na niepowodzenia i wyzwania wykraczające poza znany im teren. Między innymi stąd obecność humanistyki na kierunkach technicznych ambitniejszych uczelni. Ale jeśli ma to być humanistyka drętwych definicji i historycznych przypomnień, nie ostanie się w konkurencji ofert. Właśnie dlatego dobry uniwersytet jest matecznikiem współczesnej warstwy umysłowej, będącej za pan brat zarówno ze swoimi specjalnościami, jak i z humanistyką, filozofią i tak dalej. Możemy ją w Polsce z powodzeniem nazywać nadal inteligencją, choć całe rzesze tradycyjnych inteligentów miejsca tam nie znajdą. Tyle że nasz uniwersytet jest tak daleki od tego ideału jak nasza gospodarka od Unii Europejskiej.

I najważniejsze na zakończenie: jak zadbać o własną przyszłość. Tak użyteczna dla państwa i gospodarki nowoczesna warstwa umysłowa jest związana nie tylko z uniwersytetami, ale i wielkimi fundacjami. Niestety, nasz system podatkowy nie zachęca kapitału do świadczeń na rzecz fundacji. Całkowite zwolnienie z opodatkowania sum przekazywanych fundacjom wyższej użyteczności oznaczałoby oddanie redystrybucji części podatków w ręce samych podatników. U nas wciąż państwo chce decydować o wszystkim. Ale są i pozytywne przykłady: toruński festiwal operatorów filmowych Cameraimage - jedyna w Polsce impreza filmowa rangi światowej - nie powstał z inicjatywy państwa. Może tak i gdzie indziej? Inna, niebywale ważna sprawa. Całkowicie popieram zdanie Andrzeja Wajdy, który niedawno w "Gazecie Wyborczej" ogłosił bulwersujący zainteresowane środowisko postulat, że należy rozwalić dzisiejszą Telewizję Polską SA i na jej miejsce zbudować od nowa prawdziwą telewizję publiczną, tworzoną - jak napisał - "przez inteligentów i dla inteligentów". Komercyjnego molocha, o którego toczą się kłótnie nie dopieszczonych przez kamerę polityków, trzeba czym prędzej sprywatyzować i niech będzie tam reklam, ile właściciele zechcą. Natomiast za pieniądze przymusowo płacone na ten cel przez wszystkie stacje komercyjne (po co wtedy abonament?) należy stworzyć kanał bez reklam, poświęcony edukacji i życiu umysłowemu. Tylko ważna korekta: jest to potrzebne nie po to, by reanimować tradycyjną inteligencję. To jest potrzebne nowoczesnemu państwu.

Okładka tygodnika WPROST: 52/1998
Więcej możesz przeczytać w 52/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0