Paliwo giełdy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prywatyzacja największej firmy środkowej Europy
Na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie trafi 113,5 mln akcji Polskiego Koncernu Naftowego - jednej z większych europejskich firm paliwowych. Oznacza to rozpoczęcie rzeczywistej, odwlekanej przez lata prywatyzacji największego polskiego przedsiębiorstwa. Za 27 proc. akcji skarb państwa otrzyma 2-2,7 mld zł. Co zmieni się na polskim rynku paliwowym? Jakie znaczenie będzie miała prywatyzacja dla klientów polskich stacji benzynowych?
Roczną wartość polskiego rynku naftowego ocenia się na 5-7 mld USD. Do PKN należy ok. 30 proc. stacji benzynowych. Koncern dostarcza jednak na rynek aż 60 proc. sprzedawanych w Polsce paliw płynnych. Płocka Petrochemia w ciągu roku przetwarza 12,6 mln ton ropy naftowej. Roczny przychód tej firmy szacuje się na 11,9 mld zł. Skonsolidowana wartość sprzedaży całego koncernu to 16,4 mld zł. Po zakończeniu w 2001 r. trwającej obecnie moderniza- cji instalacji Petrochemia zwiększy swoje zdolności przetwórcze do 17,8 mln ton ropy. Będzie to wówczas jedna z największych i najnowocześniejszych rafinerii w Europie. Wartość koncernu powiększają jego udziały w innych dochodowych przedsięwzięciach, a zwłaszcza w wartym kilka miliardów dolarów Polkomtelu (operator sieci komórkowej Plus GSM). Do grupy PKN należy ponadto 77 proc. akcji rafinerii w Trzebini i 75 proc. w Jedliczach. Koncern dysponuje też 35-procentowym pakietem akcji Anwilu Włocławek, jednych z większych zakładów chemicznych w Polsce. Kolejną silną stroną najmłodszej obecnie polskiej spółki giełdowej jest bardzo korzystna lokalizacja jej zakładu przetwórczego, czyli Petrochemii Płock - niemal w centrum Polski i przy rurociągu Przyjaźń, zapewniającym dostawy na razie tańszej ropy z Rosji. Rafineria ma także alternatywny dostęp do innych dostawców surowca - poprzez rurociąg pomorski i terminale morskie.
PKN nie ma zamiaru ustąpić z pozycji faktycznego monopolisty w naszym kraju. - W latach 1999-2000 przeznaczymy na rozwój sieci detalicznej ok. 1,4 mld zł - informuje Andrzej Modrzejewski, prezes zarządu PKN. Do 2002 r. ma powstać 300 nowoczesnych stacji zaliczanych do najwyższego segmentu A. Zapewne jeszcze bardziej utrudni to konkurencję zagranicznym koncernom paliwowym, które do tej pory górowały nad CPN i Petrochemią nowoczesnością usług. Pod koniec 1999 r. ma się rozpocząć realizacja tzw. planu TOP (Total Operating Performance), który ma zniwelować różnice pomiędzy polskim gigantem a najnowocześniejszymi rafineriami na świecie. Ma też przynieść oszczędności w wysokości co najmniej 40 centów na baryłce ropy. PKN nie byłby wówczas zbytnio zagrożony importem tańszych paliw, na przykład z Niemiec (nowa rafineria w Leuna i gruntownie zmodernizowana w Schwedt) lub z Czech (przewidziany do modernizacji w 2001 r. kompleks Kralupy-Litvinov). PKN to zresztą nie tylko największy producent paliw, ale także największy w Polsce zakład chemi- czny. Wytwarza na przykład 95 proc. wykorzystywanych u nas glikoli, 90 proc. butadienu, 72 proc. etylenu, 50 proc. polipropylenu, 47 proc. benzenu, 40 proc. propylenu, 35 proc. acetonu i 33 proc. polietylenu. Znaczną część tych produktów sprzedaje się za granicą. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podejrzewa jednak, że część mniej dochodowej produkcji chemicznej jest dofinansowywana wpływami ze sprzedaży paliw. W ubiegłym roku koncern osiągnął jednak zysk netto w wysokości 658 mln zł i jest to obecnie jedna z najbardziej dochodowych firm w Polsce. Czy debiut PKN na warszawskim parkiecie zakończy się sukcesem? Dotychczasowe wielkie prywatyzacje w pełni zaspokoiły oczekiwania zarówno akcjonariuszy, jak i skarbu państwa. Na przykład wartość zleceń na akcje Pekao SA to ok. 4,3 mld zł, na akcje PBK - 2,9 mld zł, a na walory TP SA - 1,5 mld zł. Nawet prywatyzacja KGHM, która rozpoczęła się w okresie giełdowej bessy oraz spadku cen miedzi, przyniosła zlecenia o wartości 806,6 mln zł.
Przy prywatyzacji PKN wszelkie analizy i kalkulacje mogą się jednak okazać nietrafne. Zarząd firmy ma nadzieję, że przyszli udziałowcy wezmą pod uwagę przede wszystkim korzystne dla niej czynniki, czyli duże udziały w polskim rynku, wielką sieć sprzedaży, która z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej nowoczesna, program modernizacji rafinerii, a także udziały w telefonii komórkowej. Mogłoby to oznaczać uzyskanie w pierwszych notowaniach ceny zbliżonej do górnej granicy ustalonych przez resort skarbu państwa "widełek", czyli 24 zł za akcję. Może się jednak okazać, że przeważą czynniki podwyższające ryzyko dla nabywców akcji. Może to być na przykład obawa przed dalszym wzrostem cen ropy na światowych rynkach. W tym roku mieliśmy już siedemnaście podwyżek cen benzyny; każda z nich niezależnie od powodów wywoływała wręcz wściekłość kierowców (a więc przyszłych akcjonariuszy indywidualnych), wymierzoną przede wszystkim w Petrochemię. Czterdziestoprocentowy wzrost cen paliw w ciągu kilku miesięcy spowodował spadek ich sprzedaży; mogą się więc nie spełnić optymistyczne prognozy zarządu koncernu, przewidujące stały wzrost wartości polskiego rynku naftowego.
Niedawna kilkugroszowa obniżka ceny benzyny nie spowodowała znaczącej poprawy wizerunku polskiego monopolisty. Nad firmą ciąży ponadto nie zakończony konflikt, jaki wybuchł w związku z połączeniem CPN i Petrochemii. Nie podoba się to zwłaszcza związkowcom CPN. Zagranicznych inwestorów może przestraszyć nie najlepsza sytuacja w światowym przemyśle petrochemicznym, który ma kłopoty ze sprzedażą swoich wyrobów. Inwestorzy mogą się również obawiać, że zapowiadany przez zarząd wielki program dalszej modernizacji firmy, oceniany na kilka miliardów złotych, spadnie na ich barki.
Niezależnie od negatywnych czynników pierwszy krok ku prywatyzacji polskiego naftowego molocha pewnie będzie udany. Jedno jest jednak pewne - nic na tym nie zyskają klienci polskich stacji benzynowych. PKN nadal będzie monopolistą z dominującym udziałem skarbu państwa. I będzie z tej pozycji korzystać. Nawet bardziej bezwzględnie niż dotychczas, bo będą go do tego dodatkowo dopingować oczekiwania akcjonariuszy, z których żaden nie jest filantropem zamierzającym przeznaczać swoje pieniądze na poprawienie sytuacji właścicieli pojazdów. Ich sytuacja poprawi się dopiero wówczas, gdy na polskim rynku zapanuje rzeczywista konkurencja pomiędzy producentami i sprzedawcami paliw. Na to trzeba jednak poczekać kilka lat.
Więcej możesz przeczytać w 46/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.