Poczta

Poczta

Szczyt DNA
Tomasz Lis nakreślił perspektywy GenPolu, który zajmowałby się wszczepianiem pozytywnych genów ludzkich ("Szczyt DNA", nr 45). W tym wypadku stworzenie idealnego polityka (bo to nas obecnie najbardziej interesuje) pozostałoby kwestią czasu. Niektórzy politycy mogli się poczuć urażeni. Firma GenPol musi istnieć od dawna, mamy przecież wielu posiadaczy dodatnich genów wśród polityków. Gen doradztwa - że tak określę - "dwustronnego" znalazł ujście w osobie posła AWS Henryka Goryszewskiego. Bliżej nie znany czarnoksiężnik podzielił się swym genem "czarnowidzenia" z wiceministrem Januszem Kropiwnickim, który ma również bardzo użyteczny gen przepowiadania pogody (niekoniecznie tej atmosferycznej). Gen skromności, zwięzłości słowa, godnego noszenia ciężaru na barkach trafił się Lechowi Wałęsie. Natomiast rzadki wśród polityków gen urody i pomysłowości w przedstawianiu własnego "ja" zarezerwował sobie Marian Krzaklewski. Przykłady można by mnożyć. Pozostaje mieć nadzieję, że osoby posiadające tak wspaniałe geny, podzielą się nimi z przyszłymi pokoleniami.

ZBIGNIEW RUSIN
Warszawa



Książka dla wszystkich?
Powtarzają się apele o nieobciążanie książek podatkiem VAT. Uważam jednak, że niższa cena książki, powszechność dostępu, nie mają zupełnie związku z jej poczytnością, poszanowaniem czy ogólnym oczytaniem społeczeństwa. Wręcz przeciwnie. Przykład z historii. W czasach PRL takim towarem powszechnie dostępnym była praca, a jej zdobycie nie wymagało żadnego wysiłku, co w języku ekonomicznym oznacza jej potanienie. Efektem tego był kompletny upadek etosu pracy (powiedzenie: "Czy się stoi, czy się leży...") i opinia o Polakach jako narodzie ludzi leniwych. Mam nadzieję, że po apelu "książka dla wszystkich" nie spotkamy się z następnymi, typu "mieszkanie dla wszystkich", "praca dla wszystkich" itd. Jeśli o coś bym apelował, to raczej o wsparcie wysiłków prof. Leszka Balcerowicza w jego dążeniach do uzdrowienia polskiej gospodarki. Wszelkie inne apele wydają mi się ryzykowne.

ROBERT GĘBSKI
Poręba



Prywatny UOP
Przepraszam firmę Securitas Polska Sp. z o.o. za podanie w artykule "Prywatny UOP" (nr 39) nieprawdziwej informacji o zamiarze cofnięcia jej koncesji przez MSWiA.

Violetta Krasnowska


Złote Lwy
Na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni po raz kolejny miłośnicy kina mogli się przekonać, że filmy w Polsce należy produkować nie dla publiczności, ale dla jury i krytyków. Większość przyznanych nagród to - delikatnie mówiąc - pomyłka. Nagrody za muzykę, kostiumy, męską rolę drugoplanową i męską rolę pierwszoplanową powinny przypaść filmowi "Ogniem i mieczem". Jego twórcom należały się Złote Lwy Gdańskie. Obraz ten sprawił, iż wielu ludzi w Polsce, zmęczonych dotychczasowym repertuarem kin, po raz pierwszy po wielu latach poszło do przybytku X muzy. Wychodzili z kin zachwyceni i wzruszeni nie tylko filmem, ale również tym, że i w Polsce można zrobić kino światowe. Chciałoby się przypomnieć los powieści "Ogniem i mieczem" (I wydanie ukazało się w 1884 r.). Dzieło poddane zostało miażdżącej krytyce ówczesnych specjalistów od literatury (m.in. Bolesława Prusa). Udręczony Henryk Sienkiewicz pisał w jednym z listów: "Czego oni, u licha, chcą ode mnie? Chyba to, żem porządną powieść napisał!". I co z tego wynikło? Otóż powieść czytali niemal wszyscy. Znali ją nawet analfabeci, którym dzieło Sienkiewicza czytano na głos. Do dziś powieść tę (jak i inne utwory Sienkiewicza) znajdziemy na półkach każdej szanującej się księgarni. A czy ktokolwiek pamięta - poza fachowcami - nazwiska ówczesnych krytyków pisarza? Historia jest złośliwa i lubi się powtarzać.

HANNA KLAWIŃSKA
Rogoźno Wielkopolskie



Redakcja Ciucholand
Handel odzieżą używaną spędzał ostatnio sen z powiek rządowi, co nie jest przecież jego największym zmartwieniem i chyba nie powinno być. Większym problemem jest praktycznie nie kontrolowany import taniej tandety odzieżowej i obuwniczej z Turcji, Chin, Tajwanu czy Tajlandii. Według dokumentów odpraw celnych, odzież ta czy obuwie jest groszowej dosłownie wartości (tu są straty dla budżetu czy rodzimych firm). Lepiej nosić rzecz porządną gatunkowo i używaną niż nową i kiepskiej jakości. Na imporcie tanich bubli ze Wschodu bogaci się wąska grupa osób, często łamiących prawo, natomiast ze sprzedaży używanych rzeczy z Zachodu żyją tysiące ludzi, nieraz utrzymujący całe rodziny z niewielkich na ogół dochodów, a jeszcze większe rzesze ubogich mogą kupić ubrania tanie i dobre. Proponuję więc administracji rządowej, aby w pierwszej kolejności zajęła się problemem uszczelniania granic, a nie ingerowaniem w rynek wewnętrzny w stylu prezydenta Aleksandra Łukaszenki, wydającego pozwolenia na handel bazarowy.

JANUSZ FRĄTCZAK
Szprotawa
Okładka tygodnika WPROST: 46/1999
Więcej możesz przeczytać w 46/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0