Wiktory dla więźniów

Wiktory dla więźniów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Więźniowie są dziś bohaterami telewizji. Wkrótce mają szansę stać się bohaterami naszej wyobraźni. Źli, ale fascynujący. Przerażający, ale piękni. Mordercy, ale inteligentni i wygadani
W polskich telewizjach zapanowała moda na pokazywanie więźniów i to przede wszystkim tych z wysokimi wyrokami. Przedstawia się ich codzienne życie za kratami, a także przeprowadza długie rozmowy twarzą w twarz, pozwalające zaprezentować ich psychikę. Pasjonujące widowiska. Złapałem się na tym, że coraz bardziej fascynują mnie więzienni bohaterowie telewizji: są prości, czasem wyrafinowani, ale zawsze z osobowością. Pod tym względem odróżniają się na korzyść od większości stereotypowych i bladych przedstawicieli świata wolnościowego sukcesu.
Jarek Jakimowicz w Polsacie przedstawił Gumisia, czyli człowieka, który swego czasu sterroryzował Kraków za pomocą bomb domowej produkcji. Dziś odsiaduje karę. W reportażu oglądamy, jak sobie zorganizował pokój, czym się zajmuje w chwilach relaksu, a także... poznajemy jego nową pasję, która okazała się prawdziwym powołaniem. Gumiś został więziennym kucharzem. Nauczył się robić kotlety i przyrządzać surówki (To przecież potrafi robić każdy prawdziwy mężczyzna - komentuje zza kadru), a współwięźniowie chwalą go za uczciwą i smaczną kuchnię. Nawet z niczego potrafi wyczarować przyzwoite danie. Tymczasem większość przepytywanych w rozmaitych talk shows gwiazd na pytanie o gotowanie odpowiada, że nie ma na to czasu. Jedni mówią o obiadkach u mamusi, inni o półproduktach z supermarketu, pozostali chwalą restauracje. A ci prawdziwi mężczyźni? Czyżby odnajdywali się dopiero w więzieniach?
W TVN regularnie oglądam programy Edwarda Miszczaka z cyklu "Cela nr". Są to długie, wyczerpujące, przeprowadzane rzeczywiście w celi wywiady "sam na sam" z więźniami odsiadującymi długie wyroki. Rozmówcy Miszczaka to najczęściej mordercy. A to "wampir z Bytowa", a to dziewczyna, przywódczyni kilkuosobowej grupy, która zamordowała znajomego chłopaka dla kilku telefonów komórkowych (był ich dystrybutorem). Rozmowy toczą się niespiesznym, uczciwym trybem, dając widzom szansę, by wyrobić sobie zdanie o tych budzących przerażenie ludziach. Jacy są naprawdę? Po czym poznać, wpatrując się w twarz obcego człowieka, że za chwilę może się on okazać mordercą? Czy są jakieś zdradzające to błyski w oku, grymasy ust, drgnienia mięśni twarzy? Może ochrypły głos albo choćby bełkotliwa wymowa? Nic z tych rzeczy! Te rozmowy przekonują, że mordercy nie da się poznać. Niczego nie da się przewidzieć. Czasem wręcz do końca trudno uwierzyć, że oni rzeczywiście to zrobili. Kiedy przysłuchiwałem się rozmowie z dziewczyną odpowiedzialną za śmierć chłopaka od komórek (bo nie ona sama go zabiła; ona tylko wydawała polecenia swoim wspólnikom), poczułem, że poddaję się jej urokowi. Ma osobowość - pomyślałem z mieszaniną strachu i podziwu - aż chciałoby się z nią porozmawiać o życiu, o tym, co w nim najważniejsze, może nawet o Bogu. Dlaczego właśnie z nią? Bo myśli. Bo nie używa frazeologicznych gotowców. Bo jest prawdziwa i ludzka. Nawet w swoim rodzinnym odruchu obrony brata (który na jej polecenie zabijał, a potem zdążył uciec do Meksyku i uniknął kary) i zgodzie na to, by odsiedzieć dożywocie za siebie i za niego. Tak, ta dziewczyna mogłaby usiąść naprzeciwko Wojciecha Eichelbergera w programie "Okna" i on z pewnością nie uznałby jej za nudną partnerkę. Cóż za paradoks, że właśnie ona okazała się przestępczynią.
Telewizja przybliża nam osobowości zbrodniarzy i pozwala je poznać. Może także - spróbować je zrozumieć. Tak czy owak po półgodzinnym wywiadzie mamy wrażenie, że rozmówcy w celi dano się wygadać bez przerywania dowcipami i skeczami. I tu nasuwa się pytanie: ilu ludziom, przepytywanym w telewizji na różne tematy, którzy nie popełnili żadnego przestępstwa, daje się szansę na taką uczciwą, półgodzinną rozmowę? Ilu z nich może się nam przedstawić tak wszechstronnie, jak robią to więźniowie? Ilu cieszy się takim szacunkiem prowadzących, że ci ostatni nie przerywają im w pół zdania i nie każą założyć - dla zgrywy - na głowę skarpetki? Nie mam już wątpliwości, więźniowie są dziś tymi bohaterami polskich kanałów telewizyjnych, których traktuje się najlepiej. Dzięki temu to oni właśnie mają szansę stać się wkrótce bohaterami naszej wyobraźni. čli, ale fascynujący. Przerażający, ale piękni. Mordercy, ale inteligentni i wygadani. Skoro tak, może należy się zastanowić, czy w popularnych ostatnio rankingach telewizyjnych osobowości nie przewidzieć dodatkowej kategorii: najpopularniejsi i najbardziej medialni więźniowie. Aż chciałoby się posunąć dalej i powiedzieć: nasi ulubieńcy z więzień. Taki na przykład Wiktor dla więźnia wyrażałby prawdę o polskiej telewizji roku 1999. Ten felieton nie jest kpiną z uwięzionych. Nie jest też podważeniem sensu programów, które pragną nam pokazać prawdę na ich temat. To apel, abyśmy ludziom bez winy dawali w telewizji takie same szanse na zaprezentowanie swego myślenia, jakie dajemy mordercom.
Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0