Kino politycznego niepokoju

Kino politycznego niepokoju

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polskie kino znowu przeżywa swój dobry okres
Po zaprezentowaniu publiczności "Ogniem i mieczem", "Pana Tadeusza", "Reformy podziału administracyjnego kraju", "Reformy służby zdrowia", "Reformy ubezpieczeń społecznych", "Reformy oświaty" oraz pierwszej części "Reformy podatkowej" przyszedł czas na premierę następnego dreszczowca z cyklu "Opozycja kontra koalicja kontra koalicja". Specjalizujące się w produkcji mrożących krew w żyłach i wódkę w kieliszkach thrillerów politycznych studio Action & Union wprowadziło w ubiegłym tygodniu na ekrany kin w całym kraju swą kolejną superprodukcję. "Reforma podatkowa 2" to już szósty film z gatunku garnituru i pióra, wyreżyserowany przez Mariana Krzaklewskiego i Leszka Balcerowicza - utalentowanych reżyserów średniego pokolenia. Współreżyserowania filmu doprosił się jak zwykle Leszek Miller, zawsze dobrze zapowiadający się reżyser nie najmłodszego już jednak pokolenia, który swe największe sukcesy odnosił kilka lat temu, kiedy razem z Waldemarem Pawlakiem i Jarosławem Kalinowskim przez wiele miesięcy przygotowywał dla kablówek emitowany codziennie sitcom "Złotouści" oraz tasiemcowy serial "Sami swoi", z sobą w jednej z głównych ról. Millera porównywano wówczas do Bruce?a Willisa, a czasami nawet do Bruce?a Lee, skrzyżowanego - pół na pół - z Johnem Wayne?em. Do zagrania głównych ról w "Reformie podatkowej 2" zaangażowano dobrze znanego z zaprezentowanej przed rokiem "Reformy podatkowej 1" Henryka Goryszewskiego oraz debiutującego na szklanym ekranie naturszczyka Macieja Manickiego, który zgodził się zagrać człowieka z papieru III gatunku. Jak w wypadku wszystkich poprzednio nakręconych przez tę koalicję reżyserską wysokobudżetowych filmów, tak i tym razem nie żałowano publicznych pieniędzy. Na sam papier wydano kilkaset tysięcy złotych, zużywając do jego wyprodukowania średniej wielkości las w północnej Polsce. Nie oszczędzano też na ulgach podatkowych i inwestycyjnych, rozmowach telefonicznych i podróżach służbowych. Ale - jak zawsze - opłaciło się. Dobre dialogi, wartka narracja oraz gwałtowne zwroty akcji - z dochodzeniem praw córki w urzędzie skarbowym, koniecznością wycofania się z prywatnych interesów i tajemniczym kilkudniowym zniknięciem głównego bohatera ze sceny politycznej, z samolotami unieruchomionymi na lotniskach, z całodniową pogonią we mgle na trasie Wrocław-Warszawa, śledzoną za pośrednictwem radia przez niemal cały elektorat, z urywającymi się telefonami komórkowymi, z ciągłą walką o kworum, z setkami poprawek na tysiącach stron do artykułów ustaw podatkowych, z głębokimi cięciami stawek podatkowych, ze zwolnieniami lekarskimi, cudownymi ozdrowieniami i nagłymi zachorowaniami, z pełnym niedopowiedzeń zakończeniem - mogą się podobać. Widzowie wychodzą z kina co prawda dopiero po dwóch albo nawet czterech dniach od chwili rozpoczęcia projekcji, ale też wychodzą przeważnie usatysfakcjonowani. Tym bardziej że na ukończeniu jest już epilog tego dreszczowca, ze słynnym Aleksandrem Kwaśniewskim, uzbrojonym z szybkostrzelne pióro Pelikan, w roli głównej. Kwaśniewski od dawna specjalizuje się w dopisywaniu zakończeń do thrillerów koalicji, dodajmy - dopisywaniu głównie happy endów, na które liczy spora część słono płacącej za bilety publiczności. "Autograf prezydenta 6" będzie więc najpewniej kolejną opowieścią o zmaganiach dobra ze złem, prawdy z fałszem oraz prywatnych interesów z czystymi intencjami, a w roli drugoplanowej zobaczymy m.in. nieocenionego Ryszarda Kalisza, który od lat specjalizuje się w podnoszeniu w prezydenckim serialu napięcia - czasami nawet do 320 V. "Reforma podatkowa 2", już okrzyknięta przez znawców gatunku kultowym filmem polskiego kina politycznego niepokoju, ma - jak się wydaje - murowane Złote Lwy Gdańskie na kolejnym festiwalu filmowym w Gdyni. Ostatni obraz studia Action & Union może też z pewnością liczyć na Złotego Lwa w Wenecji, Złoty Medal w Moskwie, Złotą Palmę w Cannes, Kryształowy Globus w Karlovych Varach, Złotego Lamparta w Locarno, Złotego Niedźwiedzia w Berlinie oraz naturalnie Złotą Muszlę w San Sebastian. Nie mówiąc o Oscarze; Amerykańska Akademia Filmowa o mało nie zwariowała ze szczęścia na wieść o możliwości nagrodzenia naszego flagowego dreszczowca.
Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0