Lictytacja tabu

Lictytacja tabu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ustabilizowane małżeństwo z wyższych warstw amerykańskiej klasy średniej dość niespodziewanie daje się wciągnąć w erotyczną odyseję, na skutek której gwałtownym zmianom ulega cały świat ich wartości
Na tym nienowym pomyśle oparł swoje ostatnie dzieło "Oczy szeroko zamknięte" Stanley Kubrick. Film, który w lipcu wywołał wiele hałasu w Stanach Zjednoczonych, właśnie wchodzi na polskie ekrany, wsparty intensywną kampanią reklamową. Warto przypomnieć, że tłem awantury amerykańskiej nie były problemy artystyczne, lecz kwestie ściśle obyczajowe. W związku z tym, że umieszczono w dziele siedmiominutową scenę orgii seksualnej, zakwalifikowano je początkowo dla widowni powyżej 17. roku życia. Ale po targach z producentami przysłonięto minutę szczególnie drastycznych ujęć, dzięki czemu obraz znalazł się w kategorii R - siedemnastolatki mogą go oglądać w towarzystwie rodziców. Jednak atmosfera skandalu pozwoliła filmowi tylko przez tydzień być na szczycie w USA. Po dwóch tygodniach lokował się on zaledwie na siódmej pozycji wśród najpopularniejszych obrazów w Stanach i krótko potem o nim zapomniano.
Seks - co częste w kinie współczesnym - prowadzi do pogłębienia samoświadomości. William Hartford (Tom Cruise), nowojorski lekarz z pozycją, przeżywa wstrząs, gdy jego żona, właścicielka galerii (Nicole Kidman), wyznaje mu, iż marzy o uprawianiu seksu z przelotnie ujrzanym oficerem marynarki. Gnany obsesją zazdrości i rewanżu Hartford pogrąża się w labiryncie pokątnej erotyki Nowego Jorku. To stwarza okazję do wprowadzenia elementów dreszczowca, a na koniec melodramatu, skutkiem czego ostrze psychologiczne filmu zostaje stępione. Sensację mogą budzić najwyżej sekwencje z udziałem aktorki Kidman eksponującej gołą pupę, z czego prasa okołofilmowa w Polsce uczyniła ostatnio temat na czołówkę. Prawdopodobnie film Kubricka nie zasili rejestru wybitnych dzieł ostatniej dekady i do historii przejdzie jako kolejny przełamywacz tabu.
"Handel duszami" (1913 r.), pierwszy amerykański film ściśle erotyczny, nakręcony za zaledwie 5,7 tys. USD, przyniósł dochód w wysokości 450 tys. USD. Równolegle nagie damy paradowały po ekranie w rolach Lilith (żeńskiej odmiany szatana), panienek z nocnych lokali, a nawet dziewic chrześcijańskich torturowanych w czasach rzymskich. Kodeks Haysa, wprowadzony w Hollywood w 1934 r., niemal całkowicie wyparł nagość z ekranów, zostawiając furtkę dla scen "artystycznych", z czego reżyserzy korzystali tak skwapliwie, że filmy zaczęto dzielić na kategorie wiekowe. W Europie nagość objęta była restrykcjami aż do lat 50., co miało nawet tak zabawne konsekwencje, iż reżyser amerykańskiego filmu "Zabić" (1971 r.), Romain Gary, nakręcił dwie wersje własnego dzieła.


Współczesne kino erotyczne pokazuje, że żądza pozbawiona kontroli często niesie autodestrukcję, samotność i śmierć

Tę, w której aktorzy występowali nago, przeznaczył do dystrybucji w krajach protestanckich, a wersję "ubraną" - dla obszaru objętego wpływami katolicyzmu. W tym właśnie obszarze kulturowym skandalem okazało się w roku 1973 "Ostatnie tango w Paryżu", produkowane reżyserskimi siłami Bernardo Bertolucciego, z udziałem świetnego duetu aktorskiego: Marlona Brando i Marii Schneider. Amerykański wdowiec rekompensuje sobie niedawną śmierć żony czysto fizyczną fascynacją młodą zalotną Francuzką. Brutalny seks uprawiany z pomocą kuchennych tłuszczów miał się stać początkiem wędrówki do sedna psychiki zagubionego bohatera. Odkryć z zakresu psychoanalizy nie było, wybuchł za to międzynarodowy skandal. Po przegranej wojnie swoboda seksualna wydawała się młodym Japończykom najodpowiedniejszym sposobem manifestowania własnej niezależności. Kino erotyczne z poważnym przesłaniem pojawiło się w Japonii dopiero w latach 70., zwłaszcza w filmach Nagisy Oshimy ("Imperium zmysłów", 1976 r.), gdzie seks jest pretekstem do głębinowych penetracji dusz kochanków. Z jeszcze większymi trudnościami seks przebijał się na ekrany radzieckie. Warto pamiętać, że carska Rosja w roku 1908 wydała prawny zakaz prezentowania filmów - jak je nazwano - w "stylu paryskim". Dopiero "Mała Wiera" Wasyla Piczula (1988 r.) rejestrowała poruszającą się swobodnie na ekranie obnażoną nastolatkę (o skromnym zresztą biologicznym "uposażeniu"), która w ten sposób demonstrowała swoje poparcie dla pierestrojki. Wydarzeniem przełomowym w ekranowym prezentowaniu nagości stała się premiera "Głębokiego gardła" (1972 r.) w nowojorskim kinie New Mature World Theater, którego właściciel za rozpowszechnianie pornografii dwukrotnie aresztowano. Ale pierwszy film pornograficzny (hard-core) stworzył precedens: potraktowany został jak regularna pozycja repertuarowa. Obejrzało go ćwierć miliona widzów; zarobił milion dolarów. Rekord należał jednak do innego obrazu - słynnej "Emmanuelle" (1974 r.), która we Francji z frekwencją przekraczającą 1,3 mln widzów wyprzedziła nawet tak kasowe hity, jak "Żądło" czy "Egzorcysta".
Z ogromnym trudem przebijał się na ekrany temat homoseksualny. W kinie niemieckim widać jego skromne ślady w filmie "Dwa światy" (1940 r.), gdzie para chłopców i dziewcząt spędza wakacje na wsi, co staje się okazją do pochwały germańskiej rasy i młodzieńczej krzepy. W Anglii znany później reżyser Terence Young nakręcił w roku 1959 "Poważne oskarżenie" - w tym dramacie młody homoseksualista bezpodstawnie oskarża duchownego o takie same skłonności. W Stanach Zjednoczonych temat przejęli najwybitniejsi. Joseph Mankiewicz, posiłkując się powieścią Gore?a Vidala, nakręcił film "Nagle, zeszłego lata" (1959 r.), w którym poeta homoseksualista zażywa przyjemności z podstawianymi mu przez kuzynkę młodymi chłopcami. Studium zazdrości na tle homoseksualnym świetnie wyreżyserował John Huston. W "Złotym zwierciadle oka" (1967 r.) amerykański oficer (Marlon Brando) wzgardza miłością własnej żony (Elisabeth Taylor), zakochawszy się w przystojnym rekrucie. Również temat związków damsko-damskich znalazł w Hollywood olśniewającą obsadę. W "Ich troje" Williama Wylera o trójkącie miłosnym dwóch kobiet i mężczyzny zagrały Shirley MacLaine i Audrey Hepburn.
Ostatnie dwudziestolecie w światowym kinie upłynęło na próbach wciągnięcia seksu w grę psychologiczną. Pojedynek nadinteligentnej kobiety wampa z policjantem tropiącym perwersyjnego zabójcę dał wybuchową mieszankę erotyki i zbrodni w "Nagim instynkcie" Paula Verhoevena. Sukces tego filmu i niepokojący urok Michaela Douglasa przyczyniły się do wyprodukowania kolejnych kasowych przebojów ("W sieci", "Fatalne zauroczenie"), w których seks splata się ze zbrodnią w dość pospolitych intrygach policyjnych i biurowych. Sąsiedztwo żądzy i śmierci eksploatował także David Cronenberg, adaptując na ekran "Crash" J. G. Ballarda. Znudzeni dobrobytem właściciele luksusowych samochodów prowokują kraksy w celu samookaleczenia, które wespół z ryzykiem gwałtownego zejścia wywołuje u nich chorobliwe podniecenie. Partnerem seksualnym stają się nie tylko przygodni znajomi, ale także ekskluzywne limuzyny. Seks jako fragment gry towarzyskiej prowadzonej w ramach obrzędów klasy średniej stał się bohaterem obrazu "Dziewięć i pół tygodnia" Adriana Lyne?a. Gra między doświadczonym mężczyzną a erotyczną debiutantką jest formą wypełnienia pustki życia oddanego na usługi firmy.
W najwybitniejszych dziełach gatunku erotyka wykorzystywana bywa znacznie wytrawniej. Urzędnik na wysokim państwowym stanowisku, o ustabilizowanej pozycji społecznej i rodzinnej, wpada w amok na widok narzeczonej własnego syna. Napór namiętności jest tak silny, iż mężczyzna rzuca na szalę cały swój życiowy dorobek i wdaje się w romans z kobietą, ze strony której odbiera szczególnie intensywne fluidy. Minister ze "Skazy" Louisa Malle?a krok po kroku przekracza bariery bezpieczeństwa, prowokując śmierć syna i upadek własnej kariery. Podobnie mroczny klimat odnajdujemy w innym wybitnym dziele lat ostatnich - "Henry i June" Michaela Kaufmana, gdzie Anaďs Nin, wchodząc w trójkąt miłosny ze znanym pisarzem Henrym Millerem, doznaje całej gamy psychofizycznych odczuć mających za tło seks. Od uniesienia do nudy i rozpaczy. I taki jest punkt dojścia współczesnego kina erotycznego, co "Oczy szeroko zamknięte" Stanleya Kubricka potwierdzają. Seks staje się wyzwalaczem skrajnych a utajnionych stanów duchowych. Inna sprawa, że nie zawsze opłaca się je wydobywać na powierzchnię świadomości. Żądza pozbawiona kontroli często niesie autodestrukcję, samotność i śmierć.

Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0