Fundament sprawiedliwości

Fundament sprawiedliwości

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z Hanną Suchocką , ministrem sprawiedliwości
Maciej Łuczak: - Jedną z najistotniejszych przeszkód w procesie integracji Polski z unią mogą się okazać zaniedbania w dziedzinie prawa - wynika z ostatniego raportu Komisji Europejskiej. Kto za to odpowiada?
Hanna Suchocka: - Raport Komisji Europejskiej oceniał dostosowanie całego naszego ustawodawstwa do standardów unijnych. Wynika z niego, że zmiana wielu aktów prawnych jest konieczna i jest to zadanie dla prawie wszystkich resortów oraz parlamentu. Jest faktem, że zadań legislacyjnych jest jeszcze bardzo dużo. Prace nad ustawami, za które odpowiada Ministerstwo Sprawiedliwości, postępują bez opóźnień. Na przykład jeden z najważniejszych wymogów unii w obszarze sprawiedliwości - projekt prawa o spółkach - skierowano już do uzgodnień międzyresortowych. Mam nadzieję, że prace parlamentu zostaną tak zorganizowane, że upora się on na czas z wprowadzeniem wszystkich niezbędnych zmian ustawowych.
- Raport zwraca uwagę na słabo chronioną w Polsce prywatność, zbyt szerokie możliwości stosowania podsłuchów czy niewłaściwie funkcjonującą ustawę o ochronie danych osobowych. Mamy złe prawo czy jest ono źle stosowane?
- Mamy dobrą ustawę o ochronie informacji niejawnych - jej uchwalenie było jednym z warunków przyjęcia Polski do struktur NATO, a w przyszłości do UE. Procedury dotyczące stosowania technik operacyjnych spełniają międzynarodowe standardy. Problemem jest to, czy zgoda na podsłuch wydawana dotychczas przez ministra spraw wewnętrznych i administracji i prokuratora generalnego powinna być zastąpiona kontrolą sądową. Choć nie jest to bezwzględny wymóg, sądzę, że w przyszłości takie rozwiązanie powinno u nas obowiązywać. Trzeba jednak do tego przygotować nasze sądy.
- Czy takie rozwiązanie zapobiegłoby wysuwaniu wobec rządzących oskarżeń o inwigilowanie opozycji? Jarosław Kaczyński mówi w tym kontekście o polskiej Watergate i zarzuca pani, że tolerowała bezprawne działania wobec części prawicy.
- Zarzut jest bezpodstawny i niesprawiedliwy. Nie wiem, dlaczego zapomina się, że śledztwo obejmowało okres od 1991 r. do 1997 r. Jeżeli zaś chodzi o pytanie, to Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która umorzyła postępowanie w sprawie tzw. inwigilacji ugrupowań politycznych, nie znalazła żadnego dowodu wskazującego na to, że podejmowano czynności operacyjne w stosunku do tych osób. W tej zatem sprawie kwestia, kto podejmuje decyzję o zastosowaniu środków operacyjnych, nie jest rzeczą pierwszoplanową. Sądziłam, że po umorzeniu sprawy przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie osoby uznane za pokrzywdzone złożą zażalenia do Prokuratury Apelacyjnej, a potem ewentualnie sprawa zostanie także skontrolowana przez niezawisły sąd. W sprawie budzącej tyle emocji byłoby dobrze, gdyby decyzja o umorzeniu postępowania została zweryfikowana. Zainteresowani nie złożyli jednak zażalenia, wobec tego postanowienie o umorzeniu jest prawomocne.
- Odnosi się wrażenie, iż niezaskarżenie postanowienia o umorzeniu postępowania było świadomą decyzją zainteresowanych: sprawa będzie dalej żyła własnym życiem, dostarczając kolejnych sensacji.
- Taka interpretacja jest uzasadniona.
- Czy należy odtajnić uzasadnienie o umorzeniu tego postępowania albo wręcz opublikować materiały ze śledztwa w "białej księdze"?
- To, że nie skorzystano z drogi prawnej, może wywoływać podejrzenie o chęć dalszego wykorzystywania tej sprawy do celów politycznych. Uważam, iż niezależnie od tego, czy akta będą odtajnione, sprawa będzie ciągle kontestowana. Ja ze swej strony podjęłam decyzję o przekazaniu wszystkich akt sprawy marszałkowi Sejmu i zwróciłam się do UOP o odtajnienie dokumentów wytworzonych przez UOP.
- Duże emocje społeczne budzą ostatnio uniewinnienia w spektakularnych procesach. Sędziowie wytykają przy tym błędy popełnione przez prokuratorów w postępowaniu przygotowawczym. Dlaczego domniemani sprawcy wychodzą na wolność?
- Zawsze zwracałam uwagę na konieczność prawidłowego zabezpieczenia dowodów w pierwszym etapie postępowania przygotowawczego. Jest to wspólne zadanie policji i prokuratury. Niedawno przedstawiałam także ocenę pracy prokuratury. Nie do końca wykorzystywane są możliwości, jakie daje obecne prawo, by skuteczniej zwalczać przestępczość. Mimo że krytykuje się nowy kodeks karny, to opierając się na jego regulacjach, można przecież żądać surowszych kar i je wymierzać. Powinny być one surowe, ale znacznie ważniejsze jest przekonanie przestępców o ich nieuchronności. Cóż z tego, że kara jest surowa, skoro dotyka nielicznych bandytów. I to jest najważniejsze wyzwanie dla państwa - uczynienie ścigania przestępstw efektywnym.
- Senator Krzysztof Piesiewicz uważa, że wyrok uniewinniający wydany wbrew opinii społecznej jest dowodem siły polskiego wymiaru sprawiedliwości. Rzeczywiście?
- Społeczeństwo czuje się zagrożone przestępczością i sfrustrowane brakiem dostatecznie szybkich reakcji ze strony organów wymiaru sprawiedliwości. Oczekiwania społeczne nie mogą być jednak przez sądy realizowane kosztem łamania zasad prawa. Zasada niezawisłości sędziowskiej musi polegać na tym, aby sąd potrafił podjąć decyzję, nie ulegając naciskom społecznym. Musi istnieć pełne przekonanie, że jeśli nawet nie akceptujemy wydanego przez sąd wyroku, został on podjęty rzetelnie, przy poszanowaniu wszelkich norm prawnych. Decyzja o uniewinnieniu oskarżonego, gdy brakuje dostatecznych dowodów popełnienia przestępstwa, jest na pewno świadectwem siły i autorytetu trzeciej władzy.
- Opinia publiczna twierdzi coś wręcz przeciwnego. Uważa, że to dowód zapaści wymiaru sprawiedliwości.
- Absolutnie nie można przeprowadzać takiego rozumowania: niewydanie wyroku skazującego to zapaść wymiaru sprawiedliwości. Oznaczałoby to skrajną zawisłość sądów. Natomiast faktem jest, że o zapaści sądów mówi się dużo, ale w innym kontekście, a mianowicie przy okazji niedoinwestowania trzeciej władzy przez dziesięciolecia przy równoczesnym stałym dokładaniu sądom nowych zadań. W 1999 r. w budżecie sądownictwa nastąpiły jednak znaczące zmiany. Finansowanie wymiaru sprawiedliwości należy do priorytetów państwa. Są jednak sądy, które pod koniec roku zwracają pieniądze przyznane im w budżecie. Środków tych nie potrafiono wykorzystać na remonty, inwestycje, modernizacje. W tym roku istotnie zwiększono także liczbę etatów w sądownictwie - mniej więcej o pięćset. A tymczasem przewodniczący KRS publicznie mówi, że w związku z nowym kodeksem karnym skarbowym sądy nie dostały nowych etatów. Przecież to rozmija się z faktami.
- Krajowa Rada Sądownictwa ostro krytykuje Ministerstwo Sprawiedliwości także za inne decyzje.
- Jednym z powodów tej krytyki jest kwestia finansowania sądownictwa. KRS krytykuje ministra sprawiedliwości za brak decyzji rządu w sprawie podniesienia wskaźników wynagrodzeń sędziowskich. Tymczasem minister sprawiedliwości pozytywnie ustosunkował się do propozycji KRS, ale biorąc pod uwagę sytuację budżetu państwa, rząd zajął inne stanowisko. Natomiast KRS jakoby nie zauważyła, że znacznie wzrosła liczba i powierzchnia nowych inwestycji. To będzie baza dla przyszłych wydziałów grodzkich. Powołaliśmy instytucję referendarza, odciążającego sędziego od wielu urzędniczych obowiązków. Mamy zaś sygnały, że nie wszędzie jest ona właściwie wykorzystywana. Przełomem w reformie sądownictwa powinno być jednak wprowadzenie nowych uproszczonych i przyśpieszonych procedur - cywilnej i karnej. Ministerialny projekt procedury cywilnej jest już w toku prac parlamentarnych. W krajach Unii Europejskiej to właśnie głównie przyspieszone postępowania poprawiły funkcjonowanie sądów.
- Sądy miały szybciej wymierzać sprawiedliwość, choćby poprzez wydłużenie godzin urzędowania. Czy może pani przytoczyć przykłady orzekania po godzinie piętnastej?
- Mam informację tylko o jednym takim sądzie.
- Sądy zgłaszają jednak postulat całkowitej samorządności i pełnej autonomii budżetowej. Czy nie jest to żądanie na wyrost?
- Są dwie propozycje: ministerialna i projekt KRS. Ta ostatnia proponuje przejęcie przez KRS uprawnień ministra sprawiedliwości w zakresie budżetu. Takie rozwiązanie budzi wątpliwości konstytucyjne. KRS jest bowiem organem, który przed nikim nie ponosi odpowiedzialności. Taki skrajny model przyjęto tylko na Węgrzech, lecz nie spowodowało to poprawy pracy sądów. Autonomia budżetowa sprawia za to, że walka o pieniądze toczy się na szczeblu rady sądowniczej. Na Węgrzech duże sądy skutecznie lobbują na swoją rzecz, zwycięża partykularyzm. Potem sędziowie na forum parlamentu toczą polityczną debatę o swój budżet. Chcemy tego uniknąć - sędziowie muszą pozostać apolityczni."
- Czy sędziowie mają poczucie swojej wyjątkowej pozycji i roli w demokratycznym państwie? Czy uczestniczą w kształtowaniu autorytetu sędziego?
- To niezwykle ważna kwestia. W demokratycznym państwie autorytetu sędziego nie buduje minister sprawiedliwości, lecz musi on być kreowany przez samo środowisko sędziowskie. Jeśli nie będzie ono aktywnie i szybko reagować na przejawy łamania prawa także w obrębie własnej grupy zawodowej, ten autorytet będzie się obniżał. Ostatnio prasa coraz częściej pisze o korupcji w wymiarze sprawiedliwości. Ministerstwo Sprawiedliwości szczegółowo bada każdy taki przypadek. Nie może być natomiast tak, by samo środowisko sędziowskie nie dostrzegało tego problemu i nie podejmowało gruntownej analizy każdej sprawy, a odbierało jakąkolwiek krytykę jako nagonkę na sędziów.
- Czy nadanie mocy ostatecznej orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego i otwarcie nowego gmachu Sądu Najwyższego ma jakieś symboliczne znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości?
- Niewątpliwie tak. To symbol znaczenia trzeciej władzy. 

Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0