Armia wirtualna

Armia wirtualna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z ROMUALDEM SZEREMIETIEWEM, wiceministrem obrony narodowej
Mirosław Cielemęcki: - Czy zapowiadany od wielu lat długofalowy plan unowocześnienia uzbrojenia polskiej armii naprawdę istnieje?
Romuald Szeremietiew: - Formalnie mamy taki program.
- Ale czy ma on rzeczywisty wymiar?
- Z tym jest gorzej. Wiemy na przykład, jaka w przyszłości będzie struktura naszej armii, jak powinna być ona uzbrojona itp. Wiemy również, ile to powinno kosztować. Ministerstwo Finansów zmniejszyło jednak kwotę, jaką państwo może przeznaczać teraz i w przyszłości na obronność. Nie wystarczy to na realizację naszych wcześniejszych planów, choć dowódcy wojskowi chcieliby dysponować tak nowoczesnym uzbrojeniem jak inne armie NATO.
- Teraz, gdy mamy nad sobą parasol paktu, politycy zapewne coraz częściej będą obcinać wydatki na wojsko. Co na to nasi sojusznicy?
- Nie są z tego powodu zadowoleni. Zwłaszcza Amerykanie, którzy oczekują, że europejscy członkowie, w tym nowo przyjęci, będą w większym stopniu niż dotychczas finansować przedsięwzięcia podnoszące siłę i sprawność paktu. Najniższe zaangażowanie zostało określone w wytycznych na poziomie 2,1 proc. PKB każdego państwa należącego do NATO. Polska na razie spełnia te standardy. Jesteśmy nawet w lepszej sytuacji niż inni nowi członkowie sojuszu, choćby Węgry, gdzie kwota przeznaczana na obronę jest znacznie niższa niż u nas. Mimo to program modernizacji uzbrojenia będzie u nas przebiegał wolniej niż oczekiwaliśmy.
- Od wyjścia ze struktur Układu Warszawskiego minęło już niemal dziesięć lat, a my wciąż mamy uzbrojenie z tamtego okresu.
- Armia jest zbyt dużą i skomplikowaną strukturą, aby można ją było szybko przemeblować. Nie było możliwości, aby w ciągu dziesięciu lat wymienić samoloty, śmigłowce, działa, wozy bojowe, sprzęt łącznościowy, systemy dowodzenia itp. Ten proces jednak trwa i w wielu dziedzinach nasza armia jest już zupełnie inna niż przed laty.
- Dotychczas nie rozstrzygnięto jednak najistotniejszych dla naszej obronności kwestii. Na dodatek nie powiódł się program budowy śmigłowca Huzar.
- Będzie on kontynuowany, lecz w innej formie. Już zdecydowano, że wojsko polskie kupi za granicą typowy śmigłowiec uderzeniowy.
- Dlaczego więc przez tyle lat łudzono nadziejami zakłady ze Świdnika?
- Nie mogę odpowiadać za wizje moich poprzedników i innych decydentów. Program Huzar w proponowanej niegdyś formie, gdzie tzw. platformą śmigłowca uderzeniowego miał być cywilny sokół, nie był dobrym rozwiązaniem. WSK Świdnik nie straciła jednak szans na uczestnictwo w tych planach. Dążymy do tego, aby nowy śmigłowiec produkowany był w znacznej części właśnie tutaj. Firmy uczestniczące w przetargu na dostawy takiej maszyny, na przykład amerykański Bell i włoska Augusta, są skłonne wziąć udział w prywatyzacji Świdnika. Przeszkodą jest jednak nadal nie określona ścieżka prywatyzacyjna tego zakładu.
- Nadal nie wiadomo, kiedy kupimy nowe samoloty wielozadaniowe.
- Opóźnienie spowodowane jest sporem pomiędzy MON i Ministerstwem Finansów, dotyczącym sposobu pokrycia kosztów tego zakupu, czyli 2,5-3,5 mld USD. Jest już niemal pewne, że państwo nie ma na samoloty tak dużej kwoty. Opracowaliśmy więc warianty zastępcze. W rachubę wchodzi gruntowna modernizacja naszych migów i SU, wypożyczenie kilkudziesięciu używanych zagranicznych samolotów i zakup pewnej liczby nowoczesnych maszyn szkolno-bojowych, na przykład brytyjskich maszyn Hawk bądź czeskich L-159. Jednocześnie - podobnie jak Anglicy - włączylibyśmy się jako obserwator do programu budowy amerykańskiego supernowoczesnego samolotu przyszłości JSF. Mam nadzieję, że Rada Ministrów zaakceptuje którąś z propozycji MON.
- Jak to się stało, że jedynym sfinalizowanym przedsięwzięciem jest oceniany jako drugorzędny plan wyposażenia armii w nowoczesne haubice samobieżne Chrobry?
- To nie jest program drugorzędny. Takie haubice są nam naprawdę potrzebne. Procedury przetargowe na nie rozpoczęły się już w 1996 r. My je wreszcie sfinalizowaliśmy. Haubica brytyjskiej firmy Marconi będzie montowana w Polsce w Hucie Stalowa Wola. Stanie ona na polskim podwoziu.
- Pojawiły się głosy, że nie nadaje się ono do montażu brytyjskiego sprzętu.
- Być może takie obawy formułuje lobby związane z producentem, który odpadł z przetargu. Jak można oceniać polskie podwozie już teraz, gdy praktycznie go jeszcze nie ma? Polski przemysł dowiódł, że potrafi je wytwarzać. Przypomnę, że HSW była producentem bardzo dobrych samobieżnych armatohaubic Goździk. Wybór Marconiego jest dla nas bardzo korzystny także dlatego, że już teraz rysują się perspektywy eksportu produkowanych u nas dział.


Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0