Lewitacja

Lewitacja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Naród, kotku, to nie Ty czy Ja, czy ktoś inny. Naród to byt konstytucyjny, byt idealny, pokolenia przyszłe, dla których warto poświęcić interesy aktualnie żyjących wyborców czy pamięć pokoleń przeszłych
1. "Poseł nie będzie ani przedstawicielem okręgu terytorialnego, z którego wyszedł, ani grupy wyborców, która go mianowała, ale całego kraju, a jedynym jego zadaniem będzie oddanie swych zdolności i swej władzy na usługi całości. Następnie, ponieważ grupa obywateli wybiera nie swego przedstawiciela, ale osobę najinteligentniejszą spośród siebie, najbardziej obytą i doświadczoną w sprawach publicznych, poseł nie może być w niczym skrępowany opinią swoich wyborców, nie tylko formalnie, ale nawet moralnie, lecz przeciwnie - ma on obowiązek głosować zawsze tylko według własnego rozumienia rzeczy, choćby wbrew interesom swego okręgu i swoich wyborców, jeżeli widzi w tym dobro publiczne. Parlament na tych zasadach oparty występuje jako ciało najzupełniej niezależne od ogółu obywateli, jako organ samodzielny, stojący na straży interesów ogólnych, nie podlegający żadnej kontroli, skupiający w swym ręku najwyższą, niczym nie skrępowaną władzę prawodawczą i, co za tym idzie, sam tylko określa granice własnej kompetencji" - pisał Zygmunt Balicki w wydanej w 1900 r. we Lwowie książce o parlamentaryzmie i słowa te pozostają wierną charakterystyką zasad systemu parlamentarnego także dzisiaj.

2. Przeciętny obywatel, a określenie to dotyczy także przeciętnego wykształconego człowieka, nie zdaje sobie sprawy z rewolucji, jaka w tej mierze nastąpiła po 1989 r. Jeśli spytać opinię publiczną, uzna za najzupełniej oczywiste, że wybierani przez nią posłowie powinni reprezentować jej interesy, ba, większość uzna nawet, że poseł powinien ustąpić z Sejmu i oddać mandat, ilekroć zażąda tego większość wyborców. Rzadko można spotkać podobny przykład rozbieżności między tym, co myślą obywatele, a tym, co obowiązuje według konstytucji, zatwierdzonej zresztą przez tych samych obywateli w powszechnym referendum. A konstytucja pod tym względem nie pozostawia żadnych wątpliwości i w artykule 104 mówi, że "posłowie reprezentują Naród. Nie są związani instrukcją wyborców". Owe instrukcje, które miały nękać życie sejmowe dawnej Rzeczypospolitej, zostały już dawno zarzucone, przeciwne im były konstytucje odrodzonej Rzeczypospolitej po I wojnie światowej, nie było ich oczywiście w praktyce Polski Ludowej. Socjalizm, traktując parlament jako poddany kontroli partii, mógł sobie jednak pozwolić na wprowadzenie fikcji, jaką była teoretyczna możliwość odwołania posła, a także obowiązek kontaktowania się z wyborcami, zdawania im sprawy ze swojego postępowania, możliwość interwencji w imieniu wyborcy, i w ogóle mówić, że poseł jest przedstawicielem wyborców i ma wypełniać mandat zgodnie z ich wolą. Nie wypełniał tego, głosując dziesiątki razy za rządem partii komunistycznej i mającymi mu służyć ustawami, ale koncepcja parlamentu w służbie wyborców utrzymywała się jak wyrzut sumienia i owocowała sporadycznymi aktami odwagi wtedy, gdy sprzyjały temu okoliczności. Tak też zapewne myślał o sobie tzw. Sejm kontraktowy, który nagle z narzędzia partii zamienił się w organ samodzielny, nadający kształt prawny powstającej demokracji.

3. Po 1989 r. parlament zrzucał z siebie te krępujące łańcuchy jeden za drugim, żeby pozostawić na końcu posła sam na sam z Narodem. A Naród, kotku, to nie Ty czy Ja, czy ktoś inny. Naród to byt konstytucyjny, byt idealny, pokolenia przyszłe, dla których warto poświęcić interesy aktualnie żyjących wyborców czy pamięć pokoleń przeszłych, które też trzeba uszanować. Dbając o Naród, poseł lewituje nad swymi wyborcami na drugi dzień po wyborze.

4. Tylko po co są wybory? Demokracja jest na szczęście niekonsekwentna. Teoretycznie raz wybrany przedstawiciel powinien pozostawać w Sejmie dożywotnio, a co najmniej do osiągnięcia pewnej granicy wieku, np. osiemdziesiątki (mimo że byli rozsądni politycy aktywni i później). Taki dożywotni poseł czy senator byłby naprawdę niezależny od opinii publicznej i mógłby się zajmować dobrem Narodu w całkowicie niezależny sposób. Bez głębszego konstytucyjnego uzasadnienia systemy demokratyczne wprowadzają jednak zasadę odnawiania mandatu co pewien czas, na przykład co cztery lata, jak u nas. Jeśli spytać, dlaczego, odpowiedź brzmi: po to, żeby poddawać parlament co pewien czas kontroli wyborców. W efekcie poseł żyje życiem podwójnym, czasem jest właśnie wyniesionym ponad śmiertelników bytem olimpijskim, który sam na sam z równymi sobie debatuje o tym, jaki podatek najlepiej narodowi służy, a w miarę zbliżania się wyborów jest przymilającym się wyborcom lizusem, który obiecuje gruszki na wierzbie, dotacje dla województwa, w którym został wybrany, i ogólne korzyści dla tych, do których zwraca się jego partia w nadziei na poparcie chłopów, business- women albo profesorów uniwersytetu.

5. Przypominam te oczywistości, bo trwają rozgrywki o kształt ordynacji wyborczej, a niektórzy obywatele usiłują nawet wpłynąć na to, co należy do kompetencji parlamentu. Jak zwykle odzywają się zwolennicy ordynacji większościowej, którym odpowiadają proporcjonaliści. Na świecie na ogół jest tak, że tam, gdzie rządzi jeden z tych systemów, niezadowoleni z jakości demokracji krytykują go i proponują rozwiązanie przeciwne. W Wielkiej Brytanii mówi się o potrzebie systemu proporcjonalnego, z kolei u nas - o systemie większościowym. W tych debatach czasem pojawiają się naiwne nadzieje. Jeśli bowiem ktoś nam mówi, że ordynacja większościowa pozwoli związać posła z wyborcami, to zdaje się nie wiedzieć, że nowy ustrój starannie więź tę osłabił, ograniczając ją do aktu wyborczego. Z tego, że jeden poseł będzie wybierany w danym okręgu, nie wynika, że ma on ten okręg reprezentować. Poseł ma reprezentować Naród, a ten konstytucyjny Naród jest jeden i niepodzielny. Nie powinien się nawet dzielić na mniejszości narodowe (kolejna niekonsekwencja), a cóż dopiero Ziemię Sieradzką czy Podlasie. Z drugiej strony, odwoływać posłów większością można nawet i w systemie proporcjonalnym. To wszystko wymagałoby jednak zmiany konstytucji i całej naszej koncepcji tego, czym jest parlamentaryzm. Na razie pozostaje nam wiara w to, że posłowie rzeczywiście dbają tylko o dobro całości. No i że są - jak pisał Balicki - "najinteligentniejszymi, najbardziej obytymi i doświadczonymi w sprawach publicznych".
Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0