Mniej pracy czy miejsc pracy?

Mniej pracy czy miejsc pracy?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Krótszy czas pracy oznacza wzrost kosztów pracy, co powoduje zmniejszenie rentowności produkcji, osłabienie pozycji konkurencyjnej firm, a także wzrost tendencji inflacyjnych
W najbliższej dekadzie w Polsce ponad trzy miliony młodych ludzi zakończy edukację i rozpocznie poszukiwanie pracy. Dlatego tworzenie nowych, konkurencyjnych miejsc pracy pozostanie ważnym zadaniem dla wszystkich, którzy mają wpływ na kształtowanie warunków gospodarowania w Polsce. Tworzenie nowych miejsc pracy jest jednym z zasadniczych celów "Strategii finansów publicznych i rozwoju gospodarczego. Polska 2000-2010". Jednym z narzędzi osiągnięcia tego celu miała być reforma podatków. Niestety - jak wiadomo - zmiany w podatkach w zbliżającym się roku będą dotyczyć tylko dużych firm rozliczających się z podatku dochodowego od przedsiębiorstw (CIT). Wskutek weta prezydenta podatki nie zostaną zmniejszone dla wielu małych, rodzinnych firm, które rozliczają się z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). W zaistniałej sytuacji jeszcze ważniejsze stało się, aby tworzone rozwiązania prawne zachęcały pracodawców do zwiększania, a nie zmniejszania zatrudnienia. Niektóre związki zawodowe opowiadają się za skracaniem normatywnego czasu pracy, upatrując w tym recepty na bezrobocie i szansy na wzrost zatrudnienia. Czy jednak skutkiem skrócenia czasu pracy byłby rzeczywiście wzrost zatrudnienia? Gdyby tak było, żaden kraj nie miałby problemów z bezrobociem. Można by przecież obniżyć ustawowy czas pracy na przykład do ośmiu godzin w tygodniu, zachowując dotychczasowe zarobki. Czy wówczas zniknęłoby zjawisko bezrobocia? Skutek takiego działania byłby dokładnie odwrotny, a proponowane lekarstwo jest gorsze od choroby. Krótszy czas pracy oznacza bowiem wzrost kosztów pracy, co powoduje spadek rentowności produkcji, osłabienie pozycji konkurencyjnej firm i wzrost tendencji inflacyjnych. To wszystko oznacza zmniejszenie możliwości zatrudnienia. Takie są wnioski wielu ekspertyz, m.in. ekspertyzy sporządzonej ostatnio przez prof. Andrzeja Patulskiego, mecenasa Grzegorza Orłowskiego i Andrzeja Wilka. Dowodem na niefortunne dobranie środka do słusznej diagnozy o konieczności walki z bezrobociem jest doświadczenie innych krajów. We Francji - gdzie właśnie toczy się publiczna debata na temat czasu pracy - w roku 1982 skrócono ustawowy tydzień pracy z 40 do 39 godzin i wydłużono płatny urlop z czterech do pięciu tygodni, zachowując wynagrodzenia na dotychczasowym poziomie. Zakładano, że przyniesie to wzrost zatrudnienia o 150 tys. osób. W rzeczywistości zatrudnienie wzrosło tylko krótkookresowo o 14-18 tys. pracowników. Jednocześnie zwiększyły się koszty produkcji, ujawniła się silna presja inflacyjna i spadła konkurencyjność francuskich wyrobów. W tej sytuacji zrezygnowano z planowanego dalszego skracania czasu pracy. Niestety, na skutek presji sił lewicowych, mimo sprzeciwu przedsiębiorców, a nawet części francuskich związków zawodowych, wraca się teraz do tego pomysłu. W latach 1971-1992 we Francji zredukowa- niu rocznego czasu pracy o 14 proc. towarzyszył wzrost stopy bezrobocia o ponad 7 punktów procentowych. W Niemczech w przedsiębiorstwach przemysłu metalowego w 1984 r. wynegocjowano nowe układy zbiorowe, które pozwoliły na skrócenie tygodnia pracy z 40 do 38,5 godziny przy zachowaniu dotychczasowych płac. Drugi etap redukcji czasu pracy do 37 godzin przeprowadzono w latach 1987-1989. Eksperci oceniają, że chwilowy wzrost zatrudnienia o 19-27 tys. osób odbył się kosztem pogorszenia konkurencyjności wyrobów niemieckiego przemysłu metalowego, co musiało spowodować długookresowy spadek zatrudnienia. W Wielkiej Brytanii w latach 1989-1991 w przemyśle maszynowym na mocy układów zbiorowych skrócono tydzień pracy z 39 do 37 godzin, uzależniając możliwość zachowania dotychczasowych płac od wzrostu wydajności pracy. Wbrew oczekiwaniom związków zawodowych, nie odnotowano żadnego pozytywnego wpływu ograniczenia czasu pracy na poziom zatrudnienia. Z badań przeprowadzonych w państwach OECD w latach 1972-1992 wynika, że długookresowym efektem skracania czasu pracy jest redukcja zatrudnienia. W Hiszpanii zmniejszenie rocznego wymiaru czasu pracy o 14 proc. spowodowało - w omawianym okresie - wzrost stopy bezrobocia o 13 punktów procentowych. W Finlandii skrócono czas pracy o 11 proc., czego skutkiem było zwiększenie bezrobocia o 11 punktów procentowych. W Kanadzie ustawowy czas pracy zredukowano o 9 proc., a bezrobocie wzrosło o 5 punktów procentowych. Dobrze jest uczyć się na błędach, najlepiej cudzych. To znane powiedzenie odnosi się szczególnie do Polski, jesteśmy bowiem krajem na dorobku i nie stać nas na powielanie złych wzorców. Zresztą nie tylko doświadczenie innych krajów, ale również liczby dowodzą, że "przyjemność" krótszego czasu pracy może nas drogo kosztować. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że zmniejszenie ustawowego czasu pracy w Polsce z 42 do 40 godzin spowodowałoby wzrost kosztów pracy o 7,5 proc., związany z koniecznością zatrudniania pracowników w godzinach nadliczbowych, aby utrzymać produkcję na dotychczasowym poziomie. Co to oznaczałoby dla gospodarki, a przez to dla każdego z nas? Po pierwsze - wzrost kosztów pracy skutkowałby wzrostem cen, co z kolei oznaczałoby wzrost inflacji. Wzrost kosztów w największym stopniu wystąpiłby w małych i średnich przedsiębiorstwach prywatnych, które zatrudniają pracowników, płacąc im stałą miesięczną płacę. Ucierpiałaby głównie działalność produkcyjna i budownictwo, co spowodowałoby wzrost średniej ceny metra kwadratowego mieszkania. Po drugie - ważnym skutkiem takiej decyzji byłoby pogorszenie pozycji konkurencyjnej polskich towarów za granicą, czyli prawdopodobne zmniejszenie eksportu i pogorszenie salda obrotów bieżących, a przez to wzrost ryzyka wystąpienia kryzysu w naszym kraju. Po trzecie - na co wskazuje doświadczenie innych krajów - za kilka lat mniej byłoby nowych miejsc pracy, a tym samym większe byłoby bezrobocie, szczególnie wśród ludzi młodych. A na to Polski po prostu nie stać.
Więcej możesz przeczytać w 51/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0